Niskie standardy wyznaczyła Barcelona. Ona pokazała światu, że piłka nożna to nie koszykówka czy siatkówka i mali mężczyźni – jak Messi, Xavi czy Iniesta – mogą odnosić duże sukcesy. W Serie A też małe staje się wielkie.
TOMASZ LIPIŃSKI
Choć upłynęły zaledwie dwa miesiące od jego debiutu w Serie A, już trudno sobie wyobrazić Juventus bez Carlosa Teveza (171 cm wzrostu). To był w przenośni i dosłownie transferowy strzał w dziesiątkę. Od czasu do czasu Argentyńczykowi z powodzeniem w ataku partneruje Sebastian Giovinco (164). W pomocy Romy dzieli i rządzi Miralem Pjanić (174). W Neapolu króluje Lorenzo Insigne (163). Lepsze czasy dla Fiorentiny zwiastuje powrót do zdrowia i formy Giuseppe Rossiego (170). Dwa fantastyczne gole dla Hellasu Werona przyciągnęły uwagę do Juana Iturbe (170). Silne skrzydło Interu to Yuto Nagatomo (169). I na dodatek żywy pomnik Udinese – Antonio Di Natale (170).
Napastnik po przejściach
W 1998 roku Rossi miał 11 lat i nadal mieszkał w Stanach Zjednoczonych, gdzie się urodził. Dopiero rok później przyleciał do Parmy i trafił do tamtejszej szkółki piłkarskiej. Piętnaście lat temu Fiorentina po raz ostatni pokonała na własnym stadionie Juventus. Ostatni – aż do minionej niedzieli. Wreszcie udało się odnieść zwycięstwo, o którym mieszkańcy Florencji z wypiekami na twarzy będą opowiadać przez wiele następnych lat, a każdy obecny na stadionie będzie się chwalił, że był świadkiem, jak Rossi trzykrotnie pokonał Gianluigiego Buffona. Tym samym poprowadził Violę do długo oczekiwanej wygranej i wyszedł na czoło klasyfikacji strzelców. Jego kariera znów wróciła na właściwe tory.
(…)
Cały artykuł w najnowszym wydaniu tygodnika „Piłka Nożna”! Już w kioskach!