Najgorętsze nazwisko w Serie A to Dybala. Paulo Dybala. Jak James Bond, choć nie wszystko umie i nie wszystko może. Umie jednak całkiem sporo i może grać dla trzech reprezentacji. Nominacje do XI FIFPro. Jest Robert Lewandowski! – KLIKNIJ!
Tomasz LIPIŃSKI
Na ogołoconym z zagranicznych gwiazd piłkarskim niebie we Włoszech każda nowa gwiazdka budzi ciekawość i nadzieję, że rozbłyśnie porażającym blaskiem. Że inni będą przyjeżdżać, patrzeć, podziwiać i zazdrościć. Tylko jednego tym gościom chciałoby się, lecz nie można, zakazać: kupienia.
Od Robbena do Messiego
Tak właśnie teraz błyszczy Dybala. 21 lat skończone w połowie listopada, wysoki na 177 centymetrów i chudy z 69 kilogramami. Lewonożny i jak prawie każdy mańkut unikający kopania drugą nogą. Cała jego wartość i piłkarska moc, upraszczając oczywiście sprawę, tkwi więc w lewej stopie, którą drybluje, popisuje się technicznymi sztuczkami, podaje, strzela z bliska, z daleka i z rzutów wolnych. Młodsza wersja Arjena Robbena – mówią jedni. W ogóle trwa przerzucanie się porównaniami: od Holendra z Bayernu, przez Sergio Aguero, Alessandro Del Piero, Vincenzo Montellę, a skończywszy na wiadomo kim. – On ma coś z Leo Messiego – twierdzi pan i władca w Palermo Maurizio Zamparini, któremu oczywiście zależy na podbijaniu bębenka. Marzy o sprzedaniu nowego brylantu tak drogo jak poprzedniego. Za Javiera Pastore utargował od Paris SG 42 miliony euro, którymi jednak musiał podzielić się z licznymi pośrednikami. Taka góra pieniędzy usypana za Dybalę byłaby już tylko jego.
To na razie tylko pobożne życzenia prezydenta z Sycylii, który musi uważać, żeby nie zostać bez Dybali i bez pieniędzy. Jak wiadomo, kij ma dwa końce. Z jednej strony stoją bogate kluby zainteresowane młodym napastnikiem, z drugiej – sprytni menedżerowie, którzy chcą dobrze dla siebie, niekoniecznie dla Palermo. I oni szansy na dobry interes upatrują w tym, że Dybali kończy się kontrakt w połowie 2016 roku. Jeśli niebawem go nie przedłuży, to nawet jak na boisku będzie wyprawiał cuda, z każdym miesiącem cena będzie szła w dół. Zamparini musiałby więc zmięknąć
Cały artykuł można znaleźć w najnowszym numerze Tygodnika „Piłka Nożna”