Najgorętsze nazwisko
w Serie A to Dybala. Paulo Dybala. Jak James Bond, choć nie wszystko umie i nie
wszystko może. Umie jednak całkiem sporo i może grać dla
trzech reprezentacji.
Tomasz Lipiński
Na ogołoconym z
zagranicznych gwiazd piłkarskim niebie we Włoszech każda nowa gwiazdka budzi
ciekawość i nadzieję, że rozbłyśnie porażającym blaskiem. Że inni będą
przyjeżdżać, patrzeć, podziwiać i zazdrościć. Tylko jednego tym gościom
chciałoby się, lecz nie można, zakazać: kupienia.
Od Robbena do
Messiego
Tak właśnie teraz
błyszczy Dybala. 21 lat skończone w połowie listopada, wysoki na 177
centymetrów i chudy z 69 kilogramami. Lewonożny i jak prawie każdy mańkut
unikający kopania drugą nogą. Cała jego wartość i piłkarska moc, upraszczając
oczywiście sprawę, tkwi więc w lewej stopie, którą drybluje, popisuje się
technicznymi sztuczkami, podaje, strzela z bliska, z daleka i z rzutów wolnych.
Młodsza wersja Arjena Robbena – mówią jedni. W ogóle trwa przerzucanie się
porównaniami: od Holendra z Bayernu, przez Sergio Aguero, Alessandro Del Piero,
Vincenzo Montellę, a skończywszy na wiadomo kim. – On ma coś z Leo Messiego –
twierdzi pan i władca w Palermo Maurizio Zamparini, któremu oczywiście zależy
na podbijaniu bębenka. Marzy o sprzedaniu nowego brylantu tak drogo jak
poprzedniego. Za Javiera Pastore utargował od Paris SG 42 miliony euro, którymi
jednak musiał podzielić się z licznymi pośrednikami. Taka góra pieniędzy
usypana za Dybalę byłaby już tylko jego.
To na razie tylko
pobożne życzenia prezydenta z Sycylii, który musi uważać, żeby nie zostać bez
Dybali i bez pieniędzy. Jak wiadomo, kij ma dwa końce. Z jednej strony stoją
bogate kluby zainteresowane młodym napastnikiem, z drugiej – sprytni
menedżerowie, którzy chcą dobrze dla siebie, niekoniecznie dla Palermo. I oni
szansy na dobry interes upatrują w tym, że Dybali kończy się kontrakt w połowie
2016 roku. Jeśli niebawem go nie przedłuży, to nawet jak na boisku będzie
wyprawiał cuda, z każdym miesiącem cena będzie szła w dół. Zamparini musiałby
więc zmięknąć.
Drugoligowiec
Walka o Dybalę
rozpoczęła się także na drugim froncie. Reprezentacyjnym. Na placu boju stanęły
Argentyna, Włochy i Polska.
Urodził się w
Argentynie, tam mieszkał i uczył się futbolu w Instituto Cordoba do 2012 roku.
Nie miał łatwego dzieciństwa, choć bez porównania z tym, co widział i przeszedł
jako nastolatek Carlos Tevez. Matka nie pracowała, rodzinę utrzymywał ojciec,
który marzył o karierze piłkarskiej dla trzech synów. Najstarszy Gustavo szybko
dał sobie spokój z kopaniem piłki. Największym talentem obdarzony był Mariano.
Jemu z kolei zabrakło charakteru, źle znosił rozłąkę z domem. Pozostał Paulo,
którego ojciec codziennie woził na treningi, godzinę samochodem w jedną stronę
i godzinę w drugą. Jednak pewnego dnia ojca zabrakło. Zmarł na raka. Paulo miał
15 lat, stracił ojca, ale zyskał motywację. Od tamtego dnia zawziął się w
postanowieniu, żeby zrobić wszystko, by spełnić jego marzenie. Już nie jeździł
w tę i z powrotem, ale zamieszkał w klubowym internacie. Niedługo później
został powołany do pierwszej drużyny drugoligowego Instituto, zaczął strzelać
gole, przyszło powołanie do reprezentacji U-17, został okrzyknięty drugoligowym
Messim, pobił strzelecki rekord Mario Kempesa w tej klasie rozgrywkowej.
W pierwszej lidze
Argentyny nigdy nie zagrał. Nie zdążył. Skauci Palermo, świetnie zorientowani
na południowoamerykańskim rynku, już go mieli na swoim radarze. Stanęło na 12
milionach euro zapłaconych w ratach. Bardzo dużo jak na 19-latka z drugiej
ligi.
Przybył do kraju
swoich przodków, a konkretnie babci ze strony matki, która była Włoszką spod
Neapolu. Jej zawdzięcza włoski paszport. Uczył się powoli, rozkręcał w takim
samym tempie. Zdecydowanie za wolno jak na miliony, które kosztował. Oceniano
go przez ten pryzmat. – Skoro tyle był wart, to powinien od razu wskoczyć do
składu i być naszym drugim Edinsonem Cavanim – grymasili niecierpliwi. W
sezonie 2012-13 Palermo chyliło się ku Serie B, a Dybala, na dodatek trapiony
przez kontuzje, nie potrafił temu przeciwdziałać. Znów znalazł się w drugiej
lidze, gdzie grał zdecydowanie lepiej, ale ochów i achów w nadmiarze nie
słyszał. Na pewno Palermo powróciło do elity nie głównie dzięki jego golom,
których uzbierał raptem pięć.
Boniek mówi: Nie
To tyle samo, ile
wyniósł jego dorobek po 12 kolejkach tego sezonu. Grał jak z nut. Połączył
efektywność z efektownością. Technikę z szybkością, nieprzewidywalność z
konkretem. – To piłkarz kompletny – pisali włoscy dziennikarze. Stąd 42 miliony
euro, stąd opinia Zampariniego, że żaden klub z Włoch nie będzie mógł sobie na
niego pozwolić. Jego przyszłość leży na Wyspach Brytyjskich. Liverpool,
Chelsea, oba Manchestery wzięły go na celownik.
Juventus czy Roma nie
mogą stanąć w szranki z najbogatszymi w Europie, ale dlaczego Antonio Conte nie
miałby wygrać pojedynku z Gerardo Martino? Być może tak sobie pomyślał
selekcjoner reprezentacji Włoch, który kilka dni temu udał się z misją do
Palermo. Chciał wysondować, czy Dybala jest zainteresowany grą dla Italii. Instytucja
Oriundich, czyli piłkarzy pochodzenia włoskiego, którzy urodzili się przede
wszystkim w Ameryce Południowej, jest znana od lat 30. poprzedniego wieku.
Odżyła z nową siłą w tym wieku za sprawą Mauro Camoranesiego, mistrza świata z
2006 roku. Za nim poszli inni: Amauri, Cristian Ledesma, Thiago Motta, Pablo
Osvaldo, Gabriel Paletta, Ezequiel Schelotto, w kolejce w pełnej gotowości
czekają Romulo i Jorginho, a do tego grona miał być włączony napastnik Palermo.
Nie udało się go jednak przekabacić Conte na swoją stronę, podobnie jak
poprzedniemu selekcjonerowi Cesare Prandellemu z Mauro Icardim. – Moim
marzeniem jest gra z Leo Messim – jasno wyraził się Dybala i czeka na sygnał od
Martino.
A gdzie tu Polska?
Dziadek Dybali miał na imię Bolesław. Pochodził z Kraśniowa, miejscowości
położonej niespełna 70 kilometrów od Krakowa, w województwie świętokrzyskim,
skąd wyemigrował do Argentyny podczas II wojny światowej. Na obczyźnie zmarł w
1997 roku. To po nim Dybala ma polsko brzmiące nazwisko i paszport naszego
kraju. Formalnie nic nie stoi na przeszkodzie w reprezentowaniu
biało-czerwonych barw. Jednak Zbigniew Boniek oddaje pole walkowerem. Na łamach
„La Gazzetta dello Sport” zajął jednoznaczne stanowisko: – Dybala to bardzo
dobry zawodnik, ale nie interesuje nas. Jesteśmy poważną federacją i nie
naturalizujemy piłkarzy. Stawiamy na młodych Polaków. Chcemy takich, którzy
znają słowa Mazurka Dąbrowskiego.
Choć bez polskiego
udziału, to wojna o Dybalę już wkrótce wejdzie na obu frontach w decydującą
fazę.
Artykuł można znaleźć również w najnowszym numerze Tygodnika „Piłka Nożna”