Trwa fatalna passa Romy w
Serie A. Zespół ze stolicy Włoch na swoim boisku przegrał 0:2 z Sampdorią,
przedłużając do pięciu serię meczów bez ligowego zwycięstwa.
Morgan De Sanctis nie uchronił Romy przed porażką
Gdyby wziąć pod uwagę
potencjał kadrowy i ambicje drużyny, wówczas jako zdecydowanego faworyta
należałoby wskazać Romę. Ostatnie wyniki podopiecznych Rudiego Garcii nie
napawały jednak optymizmem przed starciem z dobrze dysponowaną Sampdorią. W
ostatnich trzech meczach rzymianie zdobyli zaledwie trzy punkty, podczas gdy
ekipa z Genui zainkasowała siedem „oczek”.
Przez całe spotkanie
gospodarze panowali na murawie. Stwarzali sobie więcej sytuacji podbramkowych,
często uderzali na bramkę gości, a w posiadaniu piłki byli aż przez 61 procent
czasu gry. Mimo tego, piłkarze Romy nie potrafili ani razu pokonać bramkarza Emiliano
Viviano.
Strzelecką niemoc
gospodarzy wykorzystali gracze Sampdorii. W 60. minucie gry obrońca Lorenzo De
Silvestri najlepiej odnalazł się w podbramkowym zamieszaniu i wyprowadził gości
na prowadzenie. Wynik spotkania w 78. minucie ustalił Luis Muriel.
Po stracie drugiego gola
graczom gospodarzy puściły nerwy. W 80. minucie żółtą kartką ukarany został
Seydou Keita. Malijczyk zareagował na upomnienie ostentacyjnym klaskaniem tuż
przed twarzą arbitra, za co ten pokazał mu drugi żółty kartonik. W efekcie
przez kilka ostatnich minut Giallorossi musieli radzić sobie w dziesiątkę.
W ostatnich sekundach
meczu na boisku pojawił się pomocnik Sampdorii Paweł Wszołek. Łukasz Skorupski
spędził 90 minut na ławce rezerwowych Romy.