Liverpool FC jest już o krok, a właściwie mały kroczek od pierwszego od trzech dekad mistrzostwa Anglii. The Reds pokonali w środowy wieczór Crystal Palace (4:0) i jeśli w czwartek Manchester City nie wygra z Chelsea, to w Mieście Beatlesów wystrzelą korki od szampanów.
Liverpool o krok od mistrzostwa kraju (fot. Reuters)
Piłkarze Juergena Kloppa przystępowali do gry mając w tyłach głów, że każdy wywalczony punkt przybliża ich do upragnionego mistrzostwa kraju. Gospodarze byli oczywiście murowanym faworytem środowego meczu i każdy inny wynik od ich spokojnego zwycięstwa byłby uznany za niespodziankę ogromnego kalibru.
Kibice The Reds dobrze jednak pamiętali, że to właśnie Crystal Palace było ostatnią drużyną, która odniosła w lidze wygraną na Anfield. Miało to miejsce w 2017 roku, a londyńczyków prowadził wtedy Alan Pardew. Od tego czasu nikt nie zaznał już smaku wygranej na terenie Liverpoolu i gospodarze chcieli tę passę podtrzymać.
Tak jak można było się spodziewać, gospodarze od początku narzucili rywalowi swoje warunki gry i ruszyli do ataków, chcąc jak najszybciej otworzyć wynik spotkania. Na efekt nie trzeba było zbyt długo czekać, ponieważ już w 23. minucie piłka wpadła do siatki po raz pierwszy. Znakomicie z rzutu wolnego przymierzył Trent Alexander-Arnold i bramkarz nie miał absolutnie żadnych szans na skuteczną interwencję.
Crystal Palace było w tym meczu jedynie tłem dla bardzo dobrze dysponowanego przeciwnika. Londyńczycy nie byli w stanie w jakikolwiek sposób postawić się gospodarzom, a jakby tego wszystkiego było mało boisko musiał opuścić najlepszy zawodnik popularnych Orłów, czyli Wilfried Zaha.
Kiedy wydawało się, że pierwsza połowa zakończy się jednobramkowym prowadzeniem Liverpoolu, piłkarze Kloppa wyprowadzili drugi cios. Znakomite podanie od Fabinho z głębi pola wykorzystał Mohamed Salah, który uniknął pozycji spalonej i znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem. Efekt? Egipcjanin okazji nie zmarnował i sprawił, że losy rywalizacji zostały zamknięte już po 45 minutach.
Po zmianie stron The Reds dorzucili na swoje konto trzeciego gola. W 55. minucie piłkę na połowie Crystal Palace otrzymał Fabinho, który widząc, że nikt go nie atakuje, zdecydował się na strzał. Brazylijczyk przymierzył idealnie, znajdując dobra mieszanką siły i precyzji, co w efekcie przyniosło mu piękną bramkę.
Jeżeli ktoś myślał, że to koniec strzelaniny na Anfield, ten był w błędzie. Liverpool wciąż był bowiem głodny i kiedy nadarzyła się okazja, to podwyższył prowadzenie. Sadio Mane został obsłużony znakomitym podaniem od Salaha i po tym jak wpadł w pole karne nie zostało mu nic innego jak skierować piłkę do siatki.
10 – Sadio Mané is the 10th player to score in six consecutive @premierleague appearances against a single opponent, and the second to do so for Liverpool after Mo Salah v Bournemouth. Thorn. pic.twitter.com/OI9bQ19mIQ
Kolejnych goli już podczas tego wieczoru nie zobaczyliśmy, a po ostatnim gwizdku gospodarze mogli się cieszyć z pewnego zwycięstwa. Taki wynik oznacza, że The Reds są już niemal pewni mistrzostwa kraju.
Cole Palmer opuści Chelsea? Liam Rosenior stawia sprawę jasno
W ostatnim czasie w brytyjskich mediach pojawiło się sporo plotek łączących Cole’a Palmera z odejściem z Chelsea. Liam Rosenior, szkoleniowiec The Blues, przed dzisiejszym meczem Ligi Mistrzów z Napoli skomentował te doniesienia.