Paolo Rossi i wszystko jasne. Otóż nie do końca. Za tym sławnym, ale pospolitym imieniem i nazwiskiem, takim włoskim Pawłem Nowakiem, kryje się kilka niepospolitych historii. Oto jedna z nich.
Reklamy na włoskich koszulkach to norma od przeszło czterech dekad.
Przerzucając ostatnią stronę poprzedniego numeru „PN”, mogliście go zobaczyć i w dużym skrócie prześledzić trasę rollercoastera, którą pokonywał w pierwszym wagoniku przed i podczas mistrzostw świata w Hiszpanii.
Nowe ziarno
Do zdjęcia kucnął między Antonio Cabrinim a Bruno Contim. Jako jedyny z całej jedenastki uśmiechnięty, jakiś taki dziwnie zrelaksowany, zwłaszcza jak na ostatnie chwile przed rozpoczęciem półfinału mundialu z 8 lipca 1982 roku. On nie udawał wyluzowanego. Hat-trick z Brazylią był dla niego jak sok z gumisiowych jagód. Czuł się uskrzydlony. Nim już tak wytrzęsło i poobracało we wszystkie strony, że w końcu musiał wystrzelić w górę. Przefrunął Polskę i RFN. Został mistrzem świata i królem strzelców. W jakimś sensie był zrehabilitowany, choć dwuletnia dyskwalifikacja za udział w skandalu Totonero na zawsze pozostała plamą na jego karierze. Nawet po wielu, wielu latach nie udało się jej wywabić, powołując na wywiady z głównymi świadkami oskarżenia i organizatorami czarnego totka, w których twierdzili, że padł ofiarą ich pomówień oraz własnej łatwowierności i że tak naprawdę nie dał się skorumpować.
Z jego czynnym czy też biernym udziałem, na pewno 23 marca 1980 roku był jednym z czarniejszych dni w historii calcio. To wtedy po zakończeniu meczów 24 kolejki policja wtargnęła do piłkarskich szatni na sześciu stadionach: Rzymu, Mediolanu, Genui, Avellino, Pescary oraz Palermo i wyprowadziła w kajdankach 13 piłkarzy i działaczy. Do aresztowanych pod zarzutem sprzedawania meczów Enrico Albertosiego i Giorgio Moriniego z Milanu, Bruno Giordano i Lionello Manfredonii z Lazio niedługo dołączył Rossi z Perugii.
Nie będziemy jednak ponownie babrali w starych brudach. Jeśli tamtej niedzieli przed 40 laty jakaś cząstka calcio uschła, to wprawdzie nie na tym samym miejscu, ale na innej grządce coś też zakiełkowało i z czasem rozrosło do niebotycznych rozmiarów. Bez tego dziś trudno wyobrazić sobie ten cały piłkarski biznes. I w tym Rossi też maczał palce.
Reklama makaronu
Po udanych mistrzostwach świata w Argentynie jeszcze nie wrócił do Juventusu, jeszcze uznali, że był niegotowy i na mocy przedziwnego układu pozostał w Vicenzie, którą swoimi golami wprowadził do Serie A i później wywindował na drugie miejsce. W trzecim sezonie, tym po turnieju w 1978 roku, nastąpił zjazd: jego kontuzja i siłą rzeczy słabsza skuteczność stały się główną przyczyną degradacji wicemistrza. On już nie wrócił do drugiej ligi. Przejęła go Perugia, która w sezonie 1978-79 nie przegrała ani razu i uzbierała mniej punktów tylko od Milanu.
Franco d’Attoma – tak nazywał się prezydent klubu z Umbrii i człowiek obdarzony szóstym zmysłem do interesów, który wymarzył sobie Rossiego u siebie. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić, zwłaszcza kiedy nie było go stać nawet na wypożyczenie. Miał jednak pomysł. Wymyślił, że pieniądze na reprezentanta Włoch pozyska od sponsora, który zapłaci za reklamę swojej firmy na klubowej koszulce. Trudno o bardziej eksponowane miejsce. Sponsor oferował 400 milionów lirów, napastnik kosztował 500, rachunek mniej więcej się zgadzał, można było dobijać targu. Problem polegał na tym, że obowiązujący regulamin zakazywał reklam.
Szef Perugii twardo obstawał przy swoim. Przekonywał, że futbol jest coraz bardziej zadłużony i zaczyna połykać własny ogon, że chcąc się rozwijać, musi otworzyć się na nowe źródła finansowania i sponsoring byłby jednym z nich. Nie został wysłuchany, jego argumenty odbiły się od ściany. Mimo bezwzględnie obowiązującego zakazu, Perugia konsekwentnie podążała własną drogą. Miała już podpisaną umowę z Pasta Ponte, jakże mogło być inaczej: fabryką produkującą makaron.
Samowolka
26 sierpnia 1979 roku przy okazji meczu w Pucharze Włoch z Romą gospodarze pojawili się na boisku w koszulkach z napisem Ponte na piersiach. Co ciekawe wszyscy oprócz Rossiego, który miał podpisany indywidualny kontrakt reklamowy z konkurencyjną firmą Polenghi.
Samowolka tylko rozwścieczyła władze, które nałożyły karę grzywny na klub i dyskwalifikację na prezydenta. Wydawało się, że w ten sposób sprawa raz na zawsze została załatwiona. Tak jak z Udinese, które w 1978 roku umieściło na getrach reklamę lodów Teofilo Sansona. Wystarczyło zagrozić sankcjami i po jednym razie napisy zniknęły.
Ale Perugii kary ani nie uciszyły, ani nie zniechęciły. D’Attoma miał silne przekonanie, że futbol prędzej czy później pójdzie w tym kierunku, i za wszelką cenę chciał być pierwszy. Zaparł się, żeby znaleźć jakiś kruczek w tym archaicznym prawie. I znalazł.
Przepisy dopuszczały, żeby na koszulkach znajdowała się nazwa sponsora technicznego, czyli producenta piłkarskiego stroju. D’Attoma, który był współwłaścicielem firmy sportowej Ellesse, wprowadził do produkcji linię o nazwie Ponte Sportswear, w którą oczywiście ubrał Perugię. Na początku piłkarze razili po oczach i drażnili nazwą sponsora tylko na dresach podczas rozgrzewki i oficjalnej prezentacji. W ten sposób przygotowywali grunt i czekali na odpowiedni moment, by zrobić nieodwracalny krok w przód.
Ten postawili 23 marca 1980 roku. Po raz pierwszy w historii włoskiego futbolu na piłkarskich koszulkach pojawiła się nazwa prywatnej firmy. Tym razem również na koszulce Rossiego. Od tamtego dnia zarówno akcje napastnika, jak i całej Perugii, która za udział w Totonero przystąpiła do następnego sezonu z karą minus 5 punktów i bez najlepszego strzelca nie zdołała uchronić się przed degradacją, poleciały w dół. Natomiast na oznakowane koszulki nastała hossa. Inne kluby poparły tę inicjatywę, już nie pozwoliły władzom ligi zniszczyć jej siłą i doprowadziły do zmiany w regulaminie. W maju 1981 roku wprowadzono odpowiednie paragrafy, a od sezonu 1981-82 zaczęło obowiązywać nowe prawo.
Nowe szaty
Milan ubrał się w Pooh jeans, Napoli reklamowało meble i kuchnie Snaidero, Inter poszedł pod rękę z elektroniką marki Inno-hit, a Juventus postawił na klimatyzację i artykuły gospodarstwa domowego Aristona. To był zresztą ośmioletni związek Starej Damy. O cztery lata dłużej przetrwało małżeństwo Romy z makaronami spod znaku Barilla. Wszystkich w cień usunęła para Inter-Pirelli, którzy w tym roku świętują srebrne gody. Nieprzerwanie są razem od 1995 roku.
Zwłaszcza w latach 90-tych XX wieku było dość powszechne, że właścicielami klubów stawali się bogaci przedsiębiorcy, zatem na piersiach swoich piłkarzy informowali, skąd biorą pieniądze na ich pensje W Sampdorii dobrodziejem był ERG rodziny Garrone. Lazio Sergio Cragnottiego miało Cirio. Parma zbudowała potęgę dzięki Parmalatowi familii Tanzich, a kiedy wszyscy wszystko stracili, to musiała zadowolić się reklamą hotelu należącego do trenera Roberto Donadoniego. Z innych ciekawostek, zdarzyło się w sezonie 2002-03, że Chievo Werona zachęcało do odwiedzania kin i świeciło na koszulkach tytułami wyprodukowanymi przez Colombia TriStar Films, w tym Terminatorem 3.
Musiało upłynąć trochę czasu, zanim na centralnym miejscu trykotów Juventusu znalazł odbicie jego odwieczny związek z Fiatem. Po Aristonie, Sony i kontrowersyjnym Tamoilu podległym libijskiej rodzinie Kaddafich przyszła pora na pojazdy rolnicze, ciężarowe i Suvy spod znaku New Holland, Iveco i Jeepa, który jest dziś najhojniejszym koszulkowym sponsorem. Umowa na ten sezon przewidywała 42 miliony, co równocześnie dawało dziewiąte miejsce w Europie. Kto by się spodziewał, że na trzynastej znajdziemy Sassuolo, a to dzięki 18 milionom od Mapei.
141 milionów
Na początku przepisy pozwalały sponsorowi zająć powierzchnię 100 centymetrów kwadratowych. To w pierwszym sezonie przyniosło klubom łączny zysk 6 miliardów lirów, co bezpośrednio można przeliczyć na 3 miliony euro, ale odpowiadałoby to wartości dzisiejszych 13 milionów. Kwoty rozciągały się od 180 milionów dla Ascoli do 850 dla Juventusu. Wpływy z tytułu sponsoringu koszulkowego systematycznie rosły. W 1994 roku Milan na Oplu zarobił okrągłe 10 miliardów lirów, rok później Juventus umówił się z Sony na 6 miliardów, a pierwsza umowa między Interem a Pirellim obowiązywała na 4.
W XXI wieku zwiększono powierzchnię reklamową do 350 centymetrów kwadratowych. Od 2014-15 pojawiała się możliwość umieszczenia nazwy sponsora na plecach pod numerem, a od 2018-19 także na lewym rękawku. W tym sezonie do klubowych kas wpłynęło 141 milionów euro. Jedna czwarta tego, co w Premier League.