W pierwszym sobotnim meczu 7. kolejki T-Mobile Ekstraklasy Korona Kielce pokonała na własnym stadionie Zagłębie Lubin 1:0. Jedynego gola w tym spotkaniu strzelił Maciej Korzym.
Korona nie zachwyciła, ale na słabiutkie Zagłębie to wystarczyło
Sobotnie spotkanie miało być rewanżem za starcie z poprzedniego sezonu, kiedy sędzia pokazał aż 17 żółtych i 3 czerwone kartki,
a pomiędzy piłkarzami obu zespołów co rusz dochodziły do ostrych starć.
Dzisiaj było o wiele spokojniej, jednak kibice którzy zgromadzili się na
stadionie nie byli świadkami wielkiego widowiska.
Gra toczyła się
głównie w środkowym sektorze boiska i jedynie gospodarze raz na jakiś
czas zapędzali się pod bramkę Zagłębia. Swoje szanse mieli Maciej Korzym i Michał Janota, jednak za każdym razem na ich drodze stawał bramkarz Miedziowych Michał Gliwa. Udało się dopiero za trzecim razem.
W 32. minucie Janota uderzył bardzo mocno z rzutu wolnego, ale jego
strzał na poprzeczkę zdołał jeszcze sparować Gliwa. Piłka spadła jednak w
pole karne, gdzie momentalnie dopadł do niej Korzym i mimo asysty dwóch
obrońców, wpakował ją głową do siatki.
Druga połowa także nie rzuciła
na kolana. Korona kontrolowała przebieg wydarzeń na boisku, natomiast
nieporadność Zagłębia i brak woli walki u podopiecznych Pavla Hapala była zadziwiająca. Bardzo słabo grał lider Miedziowych i ten, od którego zawsze oczekuje się czegoś ekstra, czyli Szymon Pawłowski.
Wynik meczu już do ostatniego gwizdka sędziego Marcina Borskiego nie uległ zmianie, mimo tego, że doliczonym czasie gry piłkę na wagę remisu miał na swojej nodze Arkadiusz Woźniak. Świetnie spisał się jednak Zbigniew Małkowski, który sparował strzał na słupek.
Trzy punkty zostały w Kielcach. Dzięki wygranej Korona oddaliła się od strefy spadkowej, natomiast Zagłębie z dorobkiem zaledwie dwóch „oczek” zajmuje przedostatnie miejsce w stawce.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.