O dłuższego czasu trwają spekulacje, kogo Legia Warszawa będzie musiała sprzedać, żeby spiąć budżet. I ile kart młodych piłkarzy należy spieniężyć, aby inni gracze lidera dostawali wypłaty terminowo. Dyskusja jest ożywiona do tego stopnia, że temat przesłonił oczywisty fakt, iż na dziś stołeczna drużyna jest uzależniona od jednego zawodnika, ale wcale nie z najmłodszej generacji, tylko od Danijela Ljuboi. Jan Urban, w rozmowe z „PN”, wcale nie kryje, że właśnie takiego rozwoju wypadków obawia się najbardziej – że na przykład Chińczycy zagną parol na Serba i zaoferują takie pieniądze zimą, że ani klub, który w perspektywie ma już tylko półroczny kontrakt z Danijelem, ani tym bardziej piłkarz, nie będą w stanie odrzucić propozycji. Czy takie podejście do Ljuboi sprawia, że obecny trener odpuszcza swemu najskuteczniejszemu i najlepszemu piłkarzowi na treningach?
– Danijel ma wyrobioną opinię, że w ogóle nie lubi trenować. Tymczasem, proszę mi uwierzyć – on zawsze trenuje tyle i na tyle, na ile może – mówi „PN” Urban. – Nie wiem, jak było w ubiegłym sezonie, czy trenował tylko dwa razy tygodniowo i dlatego nie będę tego oceniał. U mnie on trenuje tyle, ile powinien. To znaczy na pewno więcej niż w poprzednich rozgrywkach. Ma jednak 33 lata, grał w różnych klubach i na wylot zna swój organizm. Nie ma więc sensu, żeby szarpał się na każdych zajęciach, tylko po to, żeby tuż przed meczem się rozsypać. A zresztą, czy gdy go obserwujemy na boisku, możemy odnieść wrażenie, że chłop obija się na treningach? Odwrotnie. Jego piłka cieszy niczym dziecko. On ją kocha, biega do każdego podania. Dlatego nikt nie mówić, że Danijel jest leniem. Bo nie jest!
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.