Remisem zakończył się szlagier 14. kolejki Primera Division. Valencia podzieliła się przed własną publicznością punktami z Barceloną (1:1). Nie obyło się bez kontrowersji.
Barcelona była blisko, ale trzech punktów z Walencji nie wywiozła
Ostatni tydzień był w Walencji bardzo gorący. Nietoperze przegrały z Sevillą, za co głową zapłacił Nuno Espirito Santo. Jego miejsce na ławce trenerskiej zespołu zajął Gary Neville, który jednak mecz z Barceloną obserwował jeszcze z wysokości trybun.
Z Nevillem czy bez niego, Valencia była skazywana w starciu z Dumą Katalonii na pożarcie. Po pierwsze, ekipa z Estadio Mestalla prezentuje ostatnio dość przeciętną formę. Po drugie, gospodarze przystąpili do tego meczu poważnie osłabieni. W konfrontacji z rozpędzoną Barceloną miało to przynieść opłakane skutki.
Jak szybko mogliśmy się przekonać, goście od razu narzucili Valencii swoje warunki gry i w pierwszej połowie mieli swoje okazje do objęcia prowadzenia. Brakowało jednak dokładności i wykończenia, co przy całkiem przyzwoitej postawie Nietoperzy w defensywie sprawiło, że do przerwy bramek nie oglądaliśmy.
Barcelona dopięła jednak swego. W 59. minucie rywala napoczął Luis Suarez, któremu podawał Leo Messi. El Pistolero wpadł z piłką w pole karne i mimo tego, że jeden z obrońców bardzo mocno mu przeszkadzał, oddał strzał tuż przy bliższym słupku i Jaume musiał skapitulować.
Jak jednak pokazały telewizyjne powtórki, napastnik Barcelony był w momencie podania na pozycji spalonej. Arbiter nie podniósł jednak chorągiewki i dlatego gol Suareza został uznany.
Los oddał jednak Valencii sprawiedliwość, ponieważ tuż przed końcem meczu do wyrównania doprowadził Santi Mina. Barcelonie zabrakło już czasu na zmianą rezultatu i spotkanie na Mestalla zakończyło się remisem.
Real Madryt obserwuje pomocnika. To piłkarz z Serie A
Real Madryt monitoruje rynek transferowy w poszukiwaniu wzmocnień na nowy sezon. Na radarze Królewskich znalazł się zawodnik jednego z włoskich zespołów.