Jeszcze trzy lata temu wróżono mu wielką karierę, a teraz pozostaje bez pracy. Andre Villas-Boas z pewnością marzy, by poprawić zszarganą opinię.
Do pewnego momentu Villas-Boas szedł ścieżką swojego mentora Jose Mourinho. Problem w tym, że popełnił jeden, kardynalny błąd – zabrakło mu cierpliwości. Portugalczyk w 2010 objął stery FC Porto i zmontował niesamowitą drużynę. Na 30 meczów ligowych, zespół prowadzony przez Villasa-Boasa wygrał aż 27, a tylko 3 zremisował. Tym osiągnięciem pobił nawet Mourinho.
W tym samym roku wygrał również Puchar Portugalii i Ligę Europy, czyli wszystko co tylko mógł. Został też najmłodszym trenerem w historii, który triumfował w europejskich pucharach – miał 33 lata.
Świat stał przed nim otworem, ale on zamiast zostać w Porto i udowodnić swoją wartość w Lidze Mistrzów (tak jak Mou), chciał przeskoczyć jeden poziom i od razu skorzystał z oferty Chelsea Londyn. Kiedy przyszedł na Stamford Bridge zabrakło mu pokory. Od razu zapowiedział rewolucję – chciał pozbyć się doświadczonych zawodników z Johnem Terrym i Frankiem Lampardem na czele. To nie mogło skończyć się dobrze. Villas-Boas był skonfliktowany z piłkarzami, a zespół prezentował się beznamiętnie. Nic więc dziwnego, że Roman Abramowicz zwolnił go w marcu 2012 roku. Drużynę przejął Roberto Di Matteo, który uratował Chelsea – wydawałoby się – zmarnowany sezon.
Na kolejną szansę Portugalczyk nie musiał długo czekać. Przejął stery Tottenhamu Hotspur i trzeba przyznać, że pierwszy sezon miał relatywnie udany. Koguty zajęły czwarte miejsce w Premier League i awansowały do Ligi Europy. Wydawało się, że 36-letni menedżer na dłużej zakotwiczy na White Hart Lane, ale bieżący sezon był dla niego pasmem rozczarowań.
Villas-Boas znów nie mógł dogadać się z kilkoma zawodnikami (przede wszystkim z Emmanuelem Adebayorem), co odbiło się na wynikach. Po dwóch druzgocących porażkach – 0:6 z Manchesterem City i 0:5 z Liverpoolem – władze Tottenhamu straciły cierpliwość i podziękowały za współpracę urodzonemu w Porto trenerowi.
Teraz Villas-Boas pozostaje bez pracy, ale niepowodzenia na Wyspach niczego go nie nauczyły. Niedawno udzielił wywiadu hiszpańskiej „Marce”, w którym stwierdził, że wielkim zaszczytem byłoby dla niego poprowadzić Real czy Barcelonę. Trochę za wysokie progi, jak na gościa, dla którego ostatnie dwa i pół roku były niezbyt udane.
Portugalczyk nie ukrywa, że Premier League nieco mu zbrzydła i teraz spróbowałby sił w innej lidze. Najlepiej jednak, jakby zrobił krok w tył, wrócił do Portugalii, gdzie chętnych na jego zatrudnienie z pewnością nie zabraknie (choćby jego ukochane Porto nie spisuje się najlepiej). Pytanie tylko czy Villas-Boas schowa dumę do kieszeni, zrezygnuje z olbrzymich zarobków i spróbuje odbudować swoją karierę, czy od razu będzie chciał spełnić swoje wielkie ambicje.
Bezpardonowy faul w meczu Porto! Legenda brutalnie potraktowana przez rywala [WIDEO]
FC Porto pokonało Gil Vicente 3:0 w swoim ostatnim ligowym meczu. Jakub Kiwior i Jan Bednarek rozegrali pełne 90 minut, a Oskar Pietuszewski wszedł z ławki rezerwowych w 77. minucie. Kilka minut wcześniej Martin Fernandez wyleciał z boiska za brutalny faul na Thiago Silvie.
On wciąż to ma! N’Golo Kante z pięknym golem! [WIDEO]
Al-Ittihad pokonało Al-Okhdood 2:1 w Saudi Pro League. Drugiego gola dla zwycięzców zdobył N'Golo Kante, który popisał się świetnym strzałem z dystansu.
Jest przełom w sprawie Polaka! Transfer bliski finalizacji
Blisko sfinalizowania transferu jest kilkukrotny reprezentant Polski. Według najnowszych informacji przełamany został impas pomiędzy negocjującymi klubami.
Oficjalnie: Sebastian Szymański odchodzi z Fenerbahce
Sebastian Szymański oficjalnie poinformował o odejściu z Fenerbahce. Reprezentant Polski opublikował pożegnalny wpis w mediach społecznościowych, a według doniesień medialnych jego kolejnym kierunkiem może być francuska Ligue 1.