Krzysztof Piątek strzela mało, gra mało, to i jego wartość szybuje stopniowo w dół. W Milanie nikt już nawet nie liczy na sprzedanie Piątka z zyskiem, podczas gdy w Genoi, poprzednim klubie polskiego napastnika, świętują ubicie na nim świetne targu.
Genoa kupiła Piątka za skromne 4 miliony euro. Pół roku później sprzedała blisko dziewięć razy drożej! (fot. Reuters)
Saga transferowa wokół Krzysztofa Piątka trwa w najlepsze i póki co nie widać jej końca. Nazwisko reprezentanta Polski co rusz wymieniane jest obok nazw najlepszych klubów w Europie, jednak konkretów jak nie było, tak nie ma.
Wydaje się jednak, że odejście Piątka z Milanu jest nieuniknione. Odkąd na San Siro przybył Zlatan Ibrahimović polski snajper przestał być pierwszym wyborem na szpicy w układance Stefano Piolego.
Słaba dyspozycja strzelecka „Il Pistolero” (zaledwie pięć bramek w dziewiętnastu meczach) sprawiła, że Pioli zaczął szukać nowych rozwiązań w ofensywie w oparciu o Ante Rebicia i Rafaela Leao u boku legendarnego szwedzkiego napastnika, a ci odwdzięczają się w najlepszy możliwy sposób – golami.
Ten pierwszy w trzech ostatnich meczach wpisał się na listę strzelców trzykrotnie, drugi – raz. Nic zatem dziwnego, że przejawiający bramkową impotencję Piątek został odstawiony na boczny tor. Gdy jego konkurenci trafiali do siatki w konfrontacjach z Cagliari, Udinese i Brescią, Piątek oglądał ich wyczyny z perspektywy ławki rezerwowych.
Bezpośrednio odbija się to na cenie rynkowej zawodnika. Milan wykupił Piątka z Genoi za około 35 milionów euro. Mediolańczycy mają równocześnie świadomość, że przeciętny sezon w wykonaniu byłego zawodnika Cracovii i Zagłębia Lubin nie pomaga w sprzedaży go z zyskiem ani nawet w wyjściu „na zero”. Według doniesień licznych włoskich mediów „Rossonerri” są gotowi sprzedać Piątka za kwotę 30 milionów euro.
Głos w sprawie ewentualnego transferu Piątka zabrał Giorgio Perinetti, a więc osoba odpowiedzialna w stolicy Ligurii za kupno i sprzedaż reprezentanta Polski „Rok temu wyzywano mnie, że sprzedałem Piątka za 35 milionów. Wszyscy mnie krytykowali, że powinienem poczekać i sprzedać go za 70 milionów. A dziś widzę, że jest do wzięcia za 30 milionów. To był sprytny ruch z naszej strony – powiedział z wyraźną satysfakcją Perinetti.
Choć ofensywa Genoi nie jest w stanie załatać wyrwy, jaka powstała po sprzedaży Piątka, to nikt związany z ekipą „Gryfonów” nie mają zamiaru rozpaczać z powodu straty autora dziewiętnastu trafień w poprzednim sezonie. Bo przecież wycisnęli na nim cytrynę do samego końca. Pieniądze nie śmierdzą. A zwłaszcza w futbolu.