W najbliższą niedzielę sympatyków rozgrywek ekstraklasy czekają nie lada emocje. W ligowym klasyku rozgrywanym w Zabrzu zagrają jedenastki miejscowego Górnika i warszawskiej Legii. Tymczasem 22 młodych zawodników szkółki piłkarskiej APN Knurów dostąpi zaszczytu wyprowadzenia na boisko obu najsłynniejszych polskich ekip piłkarskich. Młodzi piłkarze z rocznika 2002 i 2003, trzymając za rękę nasze ligowe gwiazdy, pojawią się wraz z nimi na środku boiska. I jak tu zrezygnować z trenowania?
W Zabrzu kibice często wspominają dzień 9 kwietnia 1961 roku, kiedy to Górnik rozgromił na swoim stadionie Legię aż 5:1. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie postawa Ernesta Pohla, który miał być tylko statystą na boisku (zagrał z głęboką raną kolana), a tymczasem strzelił stołecznemu rywalowi aż cztery bramki.
– Ernest nie trenował w tygodniu poprzedzającym mecz z Legią – wspomina Stanisław Oślizło, jeden z uczestników wspomnianego spotkania ligowego. – Siedział w domu i leczył kontuzję. Gdy zebraliśmy się przed spotkaniem w szatni, okazało się, że jest nas tylko trzynastu, w tym dwóch bramkarzy. Trener postanowił do ataku przesunąć obrońcę, Edka Olszówkę, ale i tak brakowało mu graczy, dlatego ówczesny dyrektor klubu – Gładych posłał służbowe auto po Ernesta.
Gdy Pohl zameldował się w szatni tuż przed meczem, lekarz klubowy nakazał mu zdjęcie obandażowanego kolana i ujrzał głęboką ranę.
– To było prawie żywe mięso i o mało nie zemdlałem – wspomina Oślizło. – Cofnąłem się o krok, żeby nie patrzeć. Lekarz nałożył na ranę maść, obandażował na nowo i założył mu nakolannik. Ernest nawet się nie skrzywił, wyszedł na boisko i miał tylko pełnić rolę straszaka, to znaczy stać w polu karnym Legii, żeby skupiać na siebie uwagę obrońców. Jakież było nasze zdziwienie, gdy Ernest nie tylko nie stał, ale jeszcze strzelił Legii cztery bramki. Rozbiliśmy wtedy rywala w czym największa zasługa była właśnie Ernesta. Myśmy w tamtym czasach lali Legię jak chcieli, ale mam nadzieję, że w niedzielę wrócimy do tej tradycji – podsumował były obrońca Górnika i reprezentacji Polski.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.