Co może zrobić szkoleniowiec, któremu za jego plecami sprzedaje się najlepszych zawodników? Oczywiście podać się do dymisji. Takiego rozwiązania nie wyklucza Waldemar Fornalik, opiekun Ruchu Chorzów.
Popularni „Niebiescy” czekają obecnie na wpływ do klubowej kasy 2 milionów złotych. Pieniądze te są formą pożyczki ze strony miasta i w przyszłości będą one musiały być zwrócone. Władze klubu zapowiedziały, że dotrzymają zobowiązań, a krokiem na drodze do spłaty długu ma być podpisanie nowej umowy sponsorskiej. Obecnie nie wiadomo jednak kto miałby zostać tym „mitycznym” dobrodziejem chorzowskiego zespołu.
Media na Śląsku zaczęły więc spekulować, że w celu zdobycia odpowiednich funduszy, Ruch będzie musiał pożegnać się ze swoimi kluczowymi piłkarzami. Takie rozwiązanie stanowczo wykluczyła Katarzyna Sobstyl, prezes „Niebieskich” – Po tym, co nasi gracze pokazali w meczu z Wisłą, nie zamierzamy nikogo sprzedawać – wyznała. – Chcemy utrzymać zespół, który jak równy z równym walczył z mistrzem Polski, a jeśli nadarzy się okazja, to nawet wzmocnić go w zimowym okienku transferowym – dodała.
O przyszłości myśli także wspomniany Fornalik, który postanowił zabezpieczyć się na wypadek wyprzedaży na Cichej. – Jeśli dojdzie do takiej sytuacji, to będę wiedział jak zareagować – stwierdził tajemniczo.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.