– Kto pamięta, że jeszcze niedawno grał w Realu jakiś Cristiano Ronaldo? – napisała po meczu z Realem Valladolid jedna z angielskich gazet. Chodziło o to, że pod nieobecność kontuzjowanego Portugalczyka trzy gole strzelił kochany na Wyspach Gareth Bale. To stwierdzenie jest oczywiście celową przesadą, ale z całą pewnością można już powiedzieć, że Królewscy mają drugą wielką gwiazdę, lidera, który potrafi poprowadzić zespół do spektakularnego triumfu.
LESZEK ORŁOWSKI
– Przed każdym letnim oknem transferowym mamy jeden cel: kupić najlepszego piłkarza z grających w innych klubach. Teraz najlepszy był Bale, więc go sprowadziliśmy. Stać nas było na zapłacenie ceny – powiedział Florentino Perez, tłumacząc się z wydania stu milionów euro na walijskiego pomocnika Tottenhamu. Istotnie, Real pod wodzą wielkiego Flo jest świetnie spisującym się ekonomicznie (choć też potężnie zadłużonym) przedsiębiorstwem. A Perez wie, że transfer gwiazdy zawsze się zwróci, bo musi ona podzielić się z klubem wpływami z reklam, kibice na całym świecie kupują koszulki i inne gadżety z jej nazwiskiem, wzrasta wartość marketingowa całej firmy. Tyle że można kupić piłkarza, który niejako przy okazji będzie też świetnie grał w piłkę – jak Cristiano Ronaldo, albo takiego, który sportowych oczekiwań nie spełni – jak Kaka. I kibice długo zastanawiali się, do której z tych kategorii przyjdzie zaliczyć Bale’a. Teraz już chyba nie mają wątpliwości. A jeśli ktoś je ma – to na razie głośno o tym nie mówi.
Zdrowie i taktyka
A jeszcze kilka tygodni temu sceptyków była większość. Transferowa telenowela związana ze sprowadzeniem Bale’a trwała całe lato, bo prezydent Kogutów z White Hart Lane przeciągał sprawę. Zawodnik w związku z tym prawie nie trenował. Przyjechał do Madrytu bez przepracowania okresu przygotowawczego. Dlatego też po udanym, bo okraszonym golem, debiucie z Villarrealem (w pierwszym występie w Królewskich trafiali także m.in. Figo, Beckham, Ronaldo Nazario de Lima) musiał zostać odstawiony do zajezdni. Pojawiła się pogłoska, że na dłużej nie będzie zdolny do gry, bo cierpi na przewlekły uraz pleców wymagający kilkumiesięcznego leczenia. Jednak Carlo Ancelotti kwalifikował tę tezę jako bzdurę do kwadratu, podkreślając, że Walijczyk musi po prostu potrenować, by uzyskać formę i lepiej będzie, jeśli przez jakiś czas zamiast na boisko będzie uczęszczał na siłownię. Powrót Bale’a po tym okresie potwierdził prawdomówność włoskiego menedżera. Bale bowiem z miejsca zaczął strzelać gole i zaliczać asysty. – Cierpliwość i ciężka praca przyniosły efekty, jak zwykle zresztą w futbolu i w życiu – stwierdził nieco filozoficznie piłkarz (może ktoś mu podsunął te słowa?).
(…)
Cały artykuł w najnowszym wydaniu tygodnika Piłka Nożna! Już w kioskach!
Real Madryt obserwuje pomocnika. To piłkarz z Serie A
Real Madryt monitoruje rynek transferowy w poszukiwaniu wzmocnień na nowy sezon. Na radarze Królewskich znalazł się zawodnik jednego z włoskich zespołów.