Przejdź do treści
Wandzel dla PN. Cytując klasyka: Łączy nas piłka

Polska Ekstraklasa

Wandzel dla PN. Cytując klasyka: Łączy nas piłka

Maciej Wandzel jest najmłodszym stażem współwłaścicielem Legii, ale z całego tria najdłużej funkcjonuje w futbolu. W dalszym ciągu zresztą nie tylko jako posiadacz akcji sportowej spółki z Łazienkowskiej, ale także – a być może nawet przede wszystkim – jako przewodniczący Rady Nadzorczej Ekstraklasy SA. Jak z tej szczególnej perspektywy ocenia mijający rok? I to, co zdarzy się na szczytach ligowego futbolu w najbliższych miesiącach?

ROZMAWIAŁ ADAM GODLEWSKI

Kiedy nastąpią zmiany personalne w zarządzie Ekstraklasy SA? Pojawiły się informacje, że być może nawet lada chwila…
…dlatego chciałbym uciąć wszelkie spekulacje na ten temat – mówi spokojnie Wandzel „PN”. – Do końca sezonu na pewno nie będzie żadnych roszad personalnych. Mamy bardzo dobry zarząd, panowie Bogusław Biszof i Marcin Animucki działają sprawnie. I będą działać nadal.

A co potem? To znaczy po zakończeniu sezonu?
Wówczas będziemy się zastanawiać, jakie będą plany i kto powinien je realizować. Obecnie stoimy przed megawyzwaniem, jesteśmy w trakcie procesu sprzedaży praw medialnych na kolejne trzy lata, i to jest w tym momencie cel strategiczny Ekstraklasy SA.

Sprawy personalne są w sumie drugorzędne. Kształt rozgrywek już nie. Liga pozostanie na najbliższe lata w systemie ESA 37?
To wielowątkowe zagadnienie. W styczniu będziemy prowadzili konsultacje z klubami, sprawa niedługo stanie także na zarządzie PZPN. W połowie lutego, czyli na najbliższym posiedzeniu rady nadzorczej Ekstraklasy SA, na prośbę Zbyszka Bońka, porozmawiamy o tym, jak widzimy to w dłuższej perspektywie sportowej i marketingowej. Dłuższej, a zatem podyskutujemy o planie czteroletnim. Moje zdanie jest takie, że przez najbliższe dwa lata nie powinniśmy niczego zmieniać. Po pierwsze dlatego, że trzeba mieć nieco więcej czasu, żeby zweryfikować skutki reformy. Poza tym wszystkie kluby dostosowały się do ESA 37 pod względem liczebności i jakości kadry, systemu przygotowań do rozgrywek, i w kilku jeszcze innych aspektach. Dlatego osobiście będę rekomendował, aby niczego nie zmieniać jeszcze przynajmniej przez dwa lata. Bo zmiany ad hoc nie są w futbolu nikomu potrzebne, są wręcz niecelowe. Zwłaszcza jeśli nie ma ku temu istotnych negatywnych przesłanek.

Rozdanie telewizyjne będzie na trzy lata. Dlaczego więc utrzymanie ESA 37 miałoby trwać tylko dwa, a nie od razu na pełen okres rozliczeniowy z nabywcami praw mediowych?
Dlatego że będziemy mieli do czynienia z dość głęboką zmianą systemu i kalendarza rozgrywek przygotowaną przez UEFA na 2018 rok. Co wymaga szerszej refleksji na temat funkcjonowania wszystkich lig krajowych. Dlatego pracując nad przetargiem z agencją MP&Silva i nadawcami, podkreślamy, że decyzja o formacie rozgrywek należy do spółki skupiającej kluby. I że chcemy zachować możliwość modyfikacji systemu i pójścia w pożądanym w danym momencie kierunku. To zresztą zrozumiałe, że w zaistniałych okolicznościach elastyczność musi pozostać po naszej stronie. Nie widzę zresztą problemu, odnoszę wrażenie, że wszyscy gramy do jednej bramki.

Wszyscy? Wspomniany wcześniej Boniek też? A nie jest czasami tak, że Ekstraklasa SA rywalizuje z prezesem PZPN?
Nie zawsze i we wszystkich zagadnieniach zgadzamy się z prezesem PZPN, czasem łatwo nie jest, ale publicznie prowadzimy wyłącznie partnerski dialog. A co dzieje się w zaciszu gabinetów, to zupełnie inna sprawa. I pozostaje w gabinetach. No, powiedzmy w 90 procentach. Układ jest czytelny, o kształcie rozgrywek decyduje ekstraklasa, o ich harmonogramie – PZPN. Bo musi uwzględniać terminy kadry narodowej, Pucharu Polski i niższych lig. Przyszły sezon jest pewnym wyzwaniem pod tym względem, będą przecież rozgrywane finały mistrzostw Europy we Francji, ale skoro gramy do jednej bramki, na pewno znajdziemy satysfakcjonujące wszystkich rozwiązanie. Tym bardziej że – pozwolę sobie zacytować klasyka – łączy nas piłka.

Proces przetargowy ruszył w połowie listopada, obecnie jest w drugim etapie. Kiedy można spodziewać się finału?
Nie wcześniej niż w lutym, bo to skomplikowana materia. Jest wiele aspektów, które muszą zostać wynegocjowane, operacja nie sprowadza się do ceny sprzedaży. Chciałbym, aby do końca pierwszego kwartału pełen proces był zamknięty. I jest na to szansa. Uzyskana kwota jest oczywiście bardzo ważna, ale nie zapominajmy, że MP&Silva zagwarantowała nam poziom wpływów, który daje poczucie komfortu. Wiemy przecież, jakie minimum trafi na nasze konto.

Ile będzie pakietów? I ile telewizji pokaże rozgrywki ligowe w Polsce po zakończeniu obecnego sezonu?
Nie siedzę w środku procesu, to kompetencje zarządu Ekstraklasy SA i MP&Silva, przetarg jest zatem w dobrych rękach. Zobaczymy, jak się wykażą. Moja nadaktywność w tej materii byłaby niewskazana, dlatego ograniczę się tylko do stwierdzenia, że pakietyzacja i filozofia, która umożliwiałaby dywersyfikację wpływów, a przy okazji dotarcie do większej liczby odbiorców, byłyby wskazane. Prawnicy zakazali mi wymądrzania się jednak na ten temat w trakcie przetargu, proszę o jeszcze odrobinę cierpliwości.

Jeden z niedoszłych kontrahentów stwierdził, że ESA żąda aż 25 milionów złotych od nowego tytularnego sponsora. Bez prawa negocjacji. To ponad dwukrotnie więcej niż dotychczas. Nie niepokoi się pan, że przy takich oczekiwaniach liga może pozostać bez głównego sponsora?
Przeczytałem bardzo interesujący wywiad z panem Mateuszem Juroszkiem w tygodniku „Piłka Nożna”, który podnosił także taką kwestię, ale nie wiem nawet, co to znaczy, że bez prawa negocjacji. Takie pojęcie w biznesie nie istnieje. Rozmawiamy z kilkoma kontrahentami, negocjacje są na dobrej drodze, zarówno jeśli idzie o kwoty, jak i konkretne rozwiązania. Nie obawiam się więc realizacji czarnego scenariusza. A jakie będą ostateczne warunki, zobaczymy.

To prawda, że ligowa koalicja ograła prezesa PZPN w wyścigu po stanowisko szefa rady nadzorczej Ekstraklasy SA, które znów przypadło panu?
Mamy normalne, to znaczy partnerskie relacje ze Zbyszkiem, nie rozumiem zatem, skąd biorą się tego typu doniesienia. Nie chcę tworzyć wizerunku rywalizacji, zwłaszcza że PZPN jest co prawda największym akcjonariuszem ligowej spółki, ale ma tylko jedno miejsce w siedmioosobowej radzie. Trudno mówić zatem o koalicji klubów wobec PZPN.

Nie jest jednak tajemnicą, że Boniek próbował zbudować własną koalicję w oparciu o poznańskiego Lecha, który w momencie wyborów był na pana pogniewany.
Cóż, nie wszystkie informacje wypada mi komentować. Mówiąc żartem, być może prezes miał lepszego kandydata na szefa rady? Mnie zawsze mówił co innego. Poważnie – wszelkie decyzje w radzie nadzorczej staramy się podejmować w drodze konsensusu. W ciągu ostatnich trzech czy czterech lat tylko jedna zapadła przy głosie przeciwnym. I wszyscy wiemy, że to był błąd.

Jaka konkretnie?
Przy wprowadzaniu formuły rozgrywek ESA 37 za pierwszym razem głosy w radzie nadzorczej rozłożyły się w stosunku 5:2. I potem przez to, że nie było jednomyślności, przez trzy miesiące musieliśmy wewnątrz ligi ratować tę sytuację, co utrudniło komunikację na zewnątrz. Wspólne wnioski trzeba było po prostu osiągnąć wcześniej. Od tamtej pory wiemy, że na takim forum jak nasze nie można się przegłosowywać, tylko dogadywać. Nie jestem świętą krową, każdy ma prawo uważać, że lepiej pokierowałby radą nadzorczą ligowej spółki. To naturalne w demokratycznym kraju, że większość chce wyłonić swojego reprezentanta. I może w tym celu zawiązywać koalicje. Mój czas w ekstraklasie na pewno kiedyś się skończy. Pewnie zresztą wcześniej niż później. Jestem na to przygotowany. No problem.

Przedstawiciel Lecha w radzie nadzorczej, mimo że jako jedyny wstrzymał się od głosu na pana podczas wyborów, bo prezes PZPN był nieobecny, współpracuje teraz zgodnie?
Marcin Bilik to osoba, którą prywatnie znam od wielu lat, prawa ręka prezesa Jacka Rutkowskiego w Amice Wronki. Dlatego mam prawo sądzić, a nawet to wiem, że z tym menedżerem biznesu w 90 procentach mamy wspólne zdanie w kluczowych tematach. A na dodatek, choć rywalizujemy na boisku, na forum ekstraklasy mamy, jako wielkie polskie kluby, wspólny interes. Dlatego nawet nie przewiduję zgrzytów we współpracy

A jak ocenia pan ten rok w wykonaniu Legii? W pierwszej kolejności w aspekcie finansowym.
Mogło być oczywiście lepiej, bo już awans do IV rundy kwalifikacji Ligi Mistrzów, czyli przejście Celticu Glasgow, dałby nam zysk większy o prawie 2 miliony euro od wypracowanego. A zatem o kwotę, którą trudno odrobić w Lidze Europy.

Nie liczy pan zbyt skromnie? Piłkarze byli pewni, że gdyby nie błąd administracyjny, awansowaliby do grupy w Lidze Mistrzów. Co wiązałoby się z zyskiem wielokrotnie wyższym od tego, o którym pan wspomniał.
To już jednak spekulacja, a ja w biznesie nauczyłem się planować w sposób konserwatywny. OK, straciliśmy ogromnie dużo, nie tylko zresztą finansowo, bo zostaliśmy także pozbawieni możliwości, aby zrealizować marzenia. Było to niezwykle bolesne, ale jedna z najważniejszych historii, jaka później się zdarzyła, była taka, że piłkarze, trenerzy, w ogóle – cała drużyna, a także fani zdali egzamin, jak wychodzić z ostrej sytuacji kryzysowej. Czysto ludzka solidarność z klubem była wspaniałym, naprawdę niesamowitym aktem, który nas jako właścicieli zmobilizował do pracy. Znam wiele osób życzliwych Legii, które były przekonane, że zespół czeka wielki dołek i jesienią już nie podniesie się z kolan. Tymczasem zawodnicy i szkoleniowcy pokazali wielką klasę i wartość.

Kiedy możemy spodziewać się finału sprawy, która toczy się przed Trybunałem Arbitrażowym w Lozannie?
Na koniec stycznia jest wyznaczone posiedzenie składu orzekającego. Legii nie chodzi już w tym momencie o kontynuowanie sporu ani nawet o kwestie finansowe, choć oczywiście trzeba grać do końca o korzystne zakończenie. Chcemy po prostu wyjaśnić wątpliwą kwestię. Jesteśmy to winni całemu środowisku legijnemu.

Uważa pan, że tylko Marta Ostrowska powinna ponieść konsekwencje zaniedbania, które zniweczyło wysiłek zespołu?
To była ogromnie zawstydzająca sprawa, ale nie było tak, że znaleźliśmy jedyną winną w osobie pani Ostrowskiej. Odeszła na własną prośbę, bo w mediach została kozłem ofiarnym, na co nie mieliśmy żadnego wpływu. W ogóle nie chcieliśmy nikogo obarczać winą, właściciele i zarząd wszystko wzięli na siebie. A przede wszystkim szybko wyciągnęliśmy wnioski i wzmocniliśmy zespół ludzki odpowiedzialny za te sprawy. Szeroko rozumiane relacje z UEFA są teraz zarządzane w sposób kompetentny i, powiedziałbym, wysoce profesjonalny. Naprawdę dmuchamy na zimne. Łatwo nie jest, bo pewnie jesteśmy w Nyonie pod szczególną kuratelą.

Proszę odpowiedzieć szczerze: czy gdyby w innej pańskiej spółce zdarzyła się podobna historia, to prezes zarządu, który byłby pracownikiem najemnym, straciłby posadę?
Jestem głęboko przekonany, że Bogusław Leśnodorski jest świetnym prezesem, ponieważ ma pełen kompleks niezbędnych do tego cech. Szczerze mówiąc, gdyby nawet pracował na etacie i nie był moim przyjacielem oraz wspólnikiem, to także uznałbym, że ten drastycznym błąd nie przysłonił innych, wyłącznie pozytywnych aspektów jego działalności.

Również transferowych? Pozyskanie Arkadiusza Piecha raczej przeczy wystawionej przez pana laurce.
Wyczuwam tu nadmierny sarkazm, a powinny być gratulacje. Nie ma takiej możliwości, aby 10 na 10 transferów było udanych. Zresztą na efekty wszystkich ruchów w futbolu trzeba patrzeć w dłuższej perspektywie. Pan redaktor był swego czasu sceptyczny wobec poczynań trenera Henninga Berga, z którego my jesteśmy bardzo zadowoleni. A pewnie i pańskie postrzeganie norweskiego szkoleniowca uległo zmianie. Trzeba umieć wykazać… cierpliwość. Podobnie było przecież w przypadku Orlando Sa, z którego sprowadzenia wręcz wyśmiewano się na początku tu i ówdzie, a dziś wszyscy zazdroszczą nam tego napastnika. Słabo oceniano także sprowadzenie Igora Lewczuka, ale dziś także nikt już nie krytykuje tego angażu, bo zawodnik obronił się dobrą grą. Trzeba zresztą patrzeć na cały pakiet czy grupę zawodników, którzy zostali zaangażowani. Dossa Junior, Tomasz Brzyski, Guilherme, Sa, a w pierwszej kolejności Ondrej Duda – to wszystko bardzo udane strzały. Nie chcę stygmatyzować Arka Piecha, który być może nie wytrzymał presji związanej z przyjściem do Legii, ale to wyjątek. Chciałbym, abyśmy utrzymali taką skuteczność na rynku transferowym, jaką mieliśmy dotychczas, ale obawiam się, że będzie to bardzo trudne. Współczynnik trafnych decyzji jest powyżej średniej. Dla mnie cała czwórka decydująca o transferach, to znaczy Bogusław Leśnodorski, Michał Żewłakow, Dominik Ebebenge i Jacek Mazurek, powinna dostać wysokie nagrody. To jest, mówiąc żartem, nasz dyrektor sportowy w czterech osobach.

Naprawdę podobał się panu list, w którym Legia oferowała Michała Żyrę?
Nie za bardzo, natomiast globalnie ludzie odpowiadający w Legii za transfery zasługują na pochwałę. Skoro sam Ondrej Duda wyceniany jest podobno zdaniem mediów na 8 milionów euro, choć ja nie biorę jeszcze tego na poważnie, to wartość sportowa i finansowa drużyny wzrosła. I to znacznie. Po co zatem teraz mam odnosić się do jednego niezręcznego e-maila? Ludzie pracują po 20 godzin na dobę, więc mają prawo, aby popełnić drobny błąd. Tymczasem czas, który poświęcono w mediach tej sytuacji, jest kompletnie nieadekwatny do znaczenia całej sprawy.

Nie ma pan wrażenia, że w ten sposób sami dewaluowaliście wartość karty Żyry?
Nie mieszam się do konkretnych operacji, nie znam zresztą zwyczajów panujących na rynku transferowym, choć wiem, że to nie wersal. Oceniam efekty całościowo i dlatego wysoko cenię pracę Dominika Ebebenge. Tym bardziej że to młody człowiek, który nadal się uczy. Tak jak piłkarz może mieć gorszy dzień, tak samo menedżer z pionu sportowego ma prawo wysłać e-mail, który mógłby, czy wręcz powinien, lepiej brzmieć. Sam pamiętam parę swoich, które mi chwały nie przyniosły. A tak od kuchni to sądzę, że ujawnienie tego dokumentu to był taktyczny prztyczek ze strony jednej z osób zaangażowanych w tę sprawę, która – jak widać – nie ma interesu zbieżnego z naszym. Ale zamknijmy ten temat.

Czy w Legii są jakieś problemy finansowe? Pytam, bo tak można wywnioskować z faktu, że jednego z najbardziej perspektywicznych graczy chcecie sprzedać za wszelką cenę.
Ależ skąd! Po prostu w sprawach transferowych trzeba działać wyprzedzająco. Musimy mieć nie tylko koszty, ale też przychody. A elementem naszych przychodów jest również zwrot inwestycji w ludzi, których wychowujemy w Legii. Twardy kontrakt piłkarza w praktyce trwa trzy lata, więc w każdym wypadku rodzi się pytanie, jak postąpić, aby klub również zrealizował swój interes. A wyjścia są dwa, gdy chodzi o perspektywicznych piłkarzy. Albo proponuje się nowy długi kontrakt, albo dochodzi do transferu. W przeciwnym wypadku może być tak jak z Lewandowskim w Borussii Dortmund, której działacze nie wykazali się wyczuciem sytuacji w czasie. Legia musi umiejętnie zarządzać sytuacją transferową z prostego powodu. Jeśli na akademię wydajemy rocznie 5 milionów złotych, najwięcej w Polsce, to musi być nas stać na podejmowanie decyzji zamykających kwestie transferowe. Tym bardziej że młody człowiek musi się rozwijać, a Michał ma sporą praktykę w polskiej lidze, wydaje się, że jest ukształtowany charakterologicznie, i z pewnością poradziłby sobie w dobrym zachodnim zespole. Mówię to jako laik. Decyzje są po stronie Michała i zarządu klubu.

O Krystianie Bieliku nie można tak powiedzieć.
Ale i przypadek Bielika nie ma nic wspólnego z sytuacją budżetową. Po prostu wielki klub wykonuje wysiłek, aby dołączył do niego młody polski zawodnik. Legia jest w zupełnie innej lidze zarówno pod względem finansów, jak i marki na świecie od Arsenalu, a z niewolnika nie ma pracownika. Krystian jest w Legii otoczony megaopieką, i wszyscy chcielibyśmy, aby grał przy Łazienkowskiej przez długie lata. Pewnych kwestii jednak nie przeskoczymy. On to musi sam przemyśleć.

To rozumiem. Zastanawiam się jednak, czy nie lepiej byłoby podjąć ryzyko i sprzedać go dopiero za trzy lata? Może wtedy nie za 2, tylko za 10 milionów?
A skąd pan wie, że nie czynimy w tym kierunku wysiłków? Właśnie taki mamy cel! Tylko musimy podchodzić do zagadnienia pragmatycznie. Zawodnik musi podzielać nasz pogląd, rodzice w przypadku 16-letniego zawodnika również, i na dodatek jego menedżer. Mamy ważny kontrakt z Krystianem jeszcze przez 2,5 roku, zawodnik ma zarysowaną stałą ścieżkę kariery, myślę, że jest zadowolony z przeprowadzki do Warszawy, bo trener na niego stawia. Tyle że jesteśmy średniakiem europejskim i musimy się liczyć z tym, że znajdą się tacy – jak Arsenal – którzy mają nad Legią przewagę finansową i prestiżową. A że cenimy sobie młodych ludzi, którzy chcą grać w najlepszych klubach na świecie, to nie chcemy niszczyć ich marzeń. Oczywiście pytanie jest takie: czy jego szanse na grę w profesjonalnej piłce wzrosną? Czy to jest rzeczywiście właściwy moment?

Nie obawia się pan, że rekordowo wysoka pensja Miroslava Radovicia może znów zacząć psuć rynek płacowy w polskiej ekstraklasie?
Ja się generalnie nie mieszam do decyzji zarządu. Proszę jednak pamiętać, że jest to szczególny zawodnik, ikona drużyny, niekwestionowana gwiazda i człowiek, który tworzy morale zespołu. W jego przypadku podjęto bardzo racjonalną decyzję, dlatego stoję murem za zarządem. Na pewno to inny przypadek niż skądinąd sympatycznego Manuela Arboledy w Lechu Poznań. Rado ma szczególne znaczenie i pozycję w Legii. Dlatego jego warunki kontraktowe, jakiekolwiek by były, raczej nie mogą być postrzegane jako kontrowersyjne.

Kibice Legii po Celticu zachowywali się wzorowo, ale w Lokeren wrócił koszmar. Policzył pan już dokładnie, ile wygłup grupy szalikowców w Belgii kosztował Legię?
Cios finansowy, który dostaliśmy, był potężny, ale jeszcze poważniejszy był ten wizerunkowy. Straciliśmy, łącznie z utraconymi przychodami, do 3 milionów złotych. Zobaczymy jeszcze, jak rozwinie się sytuacja w sprawie drugiego meczu, który na dziś powinien odbyć się bez publiczności. Na nasze relacje ze sponsorami incydent na szczęście nie wpłynął. Najgorsze jest natomiast to, że kibice, którzy są od dziecka z Legią i nie mieli nic wspólnego z pohukiwaniem w Lokeren, tracą najwięcej. I są tym faktem sfrustrowani. My także, bo nie umiemy im tego zadośćuczynić. W Lokeren było mi bardzo wstyd, kiedy słyszałem to pohukiwanie, zupełnie nie zgadzam się z takimi manifestacjami. W mojej ocenie 99 procent tych osób, które pohukiwały, też jest bardzo sfrustrowanych. Czas wyciągnąć wnioski, i to raz na zawsze. Spodziewałbym się w przyszłości jakiegoś bardziej klarownego stanowiska środowisk kibiców niż to sprzed kilku tygodni.

Uważa pan, że rozwiązanie problemu chuligańskich zachowań kibiców to temat dla klubów czy raczej dla policji?
Zależy w jakim aspekcie. Musimy się tym zajmować w klubach, bo to nas dotyka. Nie jesteśmy od tego, aby wychowywać dorosłych ludzi ani wpływać na czyjeś poglądy. Nawet skrajne. Tyle tylko, że na stadionach podczas europejskich rozgrywek nie ma miejsca na manifestacje poglądów politycznych, a już zwłaszcza takich, które mogą być odbierane jako rasistowskie i ksenofobiczne, bo za to są potworne i nieuchronne kary. I z takim przekazem mamy obowiązek dotrzeć do kibiców. I wierzę, że kibice z Żylety zrozumieli wreszcie, że zachowując się w ten sposób, szkodzą własnemu klubowi.

Będziecie pozywać sprawców o wypłatę odszkodowań?
Pozwy to konkrety, a w kwestiach dowodowych trzeba być skutecznym, nie zaś tylko medialnym. Tymczasem jakość monitoringu w Lokeren była słaba, na nagraniach nie ma głosu. Nie ma chyba zatem większego sensu, aby patrzeć wstecz. Pracujemy już za to do przodu, aby w regulaminach dotyczących imprez masowych wprowadzić zapis o odpowiedzialności finansowej za takie zachowania. Nieszczęśliwy incydent w Lokeren otworzył nam na to oczy. Nikt jednak nie ma prawa zarzucać właścicielom Legii, że strategia zarządu, prowadzenia dialogu z kibicami, totalnie zbankrutowała. Bo to niesprawiedliwe. Mamy wiele dowodów, że działania, które podjęliśmy, przyczyniły się do radykalnego poprawienia bezpieczeństwa przy Łazienkowskiej 3.

Był sens składać odwołanie do UEFA przed meczem z Ajaksem? A raczej w obliczu nieuchronnego przyjazdu do Warszawy w przypadku zawieszenia wykonywania kary fanów ADO Den Haag?
Sympatycy ADO do Warszawy przyjadą albo nie przyjadą, to się dopiero okaże. Zdajemy sobie jednak sprawę, że rzeczywiście z powodów wewnątrzholenderskich byłby to mecz megapodwyższonego ryzyka. Jest jednak jeszcze sporo czasu, aby się odpowiednio przygotować. Sytuacja w Lokeren zaskoczyła wszystkich także dlatego, że jest tam stary stadion i obowiązywały niejasne zasady dystrybucji biletów, które m.in. umożliwiły wejście na trybuny osób nieuczestniczących w zorganizowanym wyjeździe, Polaków mieszkających w Belgii i Holandii. Na własnym obiekcie zarządzamy wszystkimi sytuacjami o wiele lepiej. I na tyle dobrze, aby mecz z Ajaksem był prawdziwym świętem futbolu. Proszę mi wierzyć.

Wolałby pan, aby UEFA zawiesiła wykonanie kary na pięć lat czy nakazała rozegranie pierwszego meczu w kolejnym sezonie bez udziału publiczności?
To w sumie obojętne, ale wydaje mi się, że mniej ryzykowne byłoby rozegranie pierwszego spotkania w następnej edycji przy pustych trybunach. Zamknęłoby bowiem sprawę, a mecz w połowie lipca, na dodatek z przeciwnikiem z nie najwyższej półki, raczej nie cieszyłby się jakimś rekordowym zainteresowaniem. A nie ma sensu się oszukiwać, że teraz kara była taka wysoka, bo niestety kibice Legii działali w warunkach recydywy.

Po dwumeczu z Celtikiem drużyna Legia zrobiła sportowego maksa?
Tak uważam. Nie jestem specjalistą, patrzę jak kibic, a nie były zawodnik, trener czy w ogóle fachowiec od sportu, ale drużyna zmieniła swoje oblicze pod względem taktycznym, także pod względem determinacji na boisku. Wielu zawodników osiągnęło maksimum możliwości, działalność trenera Berga i sztabu przynosi więc spodziewane efekty. Na dodatek udało się wykreować nową gwiazdę – Ondreja Dudę. Statystyki zespołu w Lidze Europy są świetne. Co prawda przegraliśmy pięć meczów w ekstraklasie, z relatywnie słabymi przeciwnikami, ale nadal jesteśmy liderem. Zresztą dla polskiej ligi to może nawet lepiej, że tak się stało. A obiektywnie oceniając – Legia i tak najlepiej w historii połączyła udział w pucharach z rywalizacją w kraju. Nikt przed nami, nawet przed reformą ESA 37, nie był tak skuteczny na obu frontach. To wspólna zasługa właścicieli, zarządu i trenera, wszyscy dobrze wykonujemy swoją robotę. Kadra jest odpowiednio silna i liczebna, co sztab, który nadaje na tych samych falach co ludzie w klubie, umie w odpowiedni sposób wykorzystywać.

Jakimi środkami będzie dysponowała Legia w zimowym okienku transferowym?
Mamy świadomość, że transfery są przydatne, ale ich skala będzie uzależniona od sprzedaży naszych zawodników, to system naczyń połączonych. Chcemy, aby drużyna sportowo się rozwijała, ale musi to mieć solidne finansowe podstawy. Aspekt stabilności finansowej jest dla nas bardzo ważny. Nie powinniśmy żyć ponad stan.

Patrząc biznesowo – widzi pan sens w powrocie Artura Boruca na Łazienkowską?
Bardzo lubię image tego zawodnika i związek z Legią. To superzawodnik i już dojrzały facet, który wizerunkowo bardzo by się Legii przydał. Nie będę ukrywał. Decyzja o zatrudnieniu Artura zależy jednak także od sztabu, bo nie wiem, jak szkoleniowcy widzą w Legii przyszłość Dusana Kuciaka, do którego w aspekcie sportowym trudno przecież mieć najdrobniejsze pretensje. Wręcz przeciwnie, to superbramkarz. Krótko mówiąc, to są decyzje sztabu i działu skautingu, a na końcu Bogusława Leśnodorskiego.

Kolejny budżet Legii, przed startem w następnych eliminacjach Ligi Mistrzów, bo zakładam, że takie snujecie plany, będzie wyższy niż obecny?
Na budżet klubu składają się wpływy z dnia meczowego, z części sponsorskiej i telewizyjnej, oraz z tego, co można wygrać w pucharach. Najbardziej zmienna jest oczywiście ta ostatnia składowa, więc – mimo że nadal jesteśmy w rozgrywce w Lidze Europy – nie chcę spekulować. Jako współwłaściciel muszę oddzielać to, co realne, od sfery marzeń.

Możliwość komentowania została wyłączona.

Najnowsze wydanie tygodnika PN

Nr 28/2026

Nr 28/2026

Polska Ekstraklasa

Z Arsenalu do Cracovii. Młody pomocnik przy ul. Kałuży

Cracovia tego lata nie jest specjalnie aktywna na rynku transferowym, skupiając się głównie na ściąganiu młodych i perspektywicznych piłkarzy. Kolejny z nich właśnie zawitał przy ul. Kałuży.

2024.05.19 Krakow
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
N/z Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Foto Mateusz Sobczak / PressFocus

2024.05.19 Krakow
Football Polish League PKO Ekstraklasa season 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Credit: Mateusz Sobczak / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie! Górnik Zabrze z kolejnym transferem!

Nowy obrońca melduje się w Zabrzu. Maximilian Dietz podpisał kontrakt z triumfatorem Pucharu Polski!

2026.05.23 Zabrze
Pilka nozna PKO BP Ekstraklasa Sezon 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
N/z Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Foto Marcin Bulanda / PressFocus

2026.05.23 Zabrze
Football Polish PKO BP Ekstraklasa League Season 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Credit: Marcin Bulanda / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Reprezentant Polski zmienia klub! Zostały już tylko formalności!

Związany z Górnikiem Zabrze Kryspin Szcześniak będzie miał nowy klub. Według mediów, zawodnik zmieni barwy, ale pozostanie w PKO BP Ekstraklasa.

2025.11.13, Warszawa 
Pilka nozna, Reprezentacja Polski 
Trening przed meczem Polska - Holandia 
N/z Kryspin Szczesniak 
Fot Rafal Oleksiewicz / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Cztery sygnały po Superpucharze. Jaki Lech przystępuje do sezonu?

Po raz pierwszy od dekady i siódmy w historii Lech sięgnął po Superpuchar Polski. Na podstawie spotkania o najmniej prestiżowe z krajowych trofeów trudno o daleko idące wnioski, natomiast pewne sygnały przed przystąpieniem do gry o Champions League zostały przez Kolejorza wysłane.

2026.07.16 Poznan
Pilka nozna Superpuchar polski
Lech Poznan - Gornik Zabrze
N/z Mikael Ishak gol radosc bramka
Foto Pawel Jaskolka / PressFocus

2026.07.16 Poznan
Football Polish Supercup 
Lech Poznan - Gornik Zabrze 

Credit: Pawel Jaskolka / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie: Cracovia przedłużyła kontrakt i wypożyczyła zawodnika

Bartosz Biedrzycki podpisał nową umowę z Cracovią. Jednocześnie Pasy postanowiły wypożyczyć 23-latka do pierwszoligowej Odry Opole.

2025.08.03 Krakow
Pilka nozna , PKO BP Ekstraklasa sezon 2025/26
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
N/z Bartosz Biedrzycki
Foto Krzysztof Porebski / PressFocus

2025.08.03 Krakow
Football Polish top league , 2025/2026 season
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
Bartosz Biedrzycki
Credit: Krzysztof Porebski / PressFocus
Czytaj więcej