W pierwszym niedzielnym meczu 7. kolejki T-Mobile Ekstraklasy Widzew Łódź przegrał na własnym boisku z Pogonią Szczecin 1:3. Widzewiacy zmarnowali więc szansę na powrót na fotel lidera rozgrywek…
Będący rewelacją początkowego okresu sezonu Widzew w piątek stracił pozycję lidera na rzecz Legii, która wygrała z Wisłą 2:1. Łodzianie w niedzielę mogli jednak wrócić na pierwsze miejsce w tabeli, lecz w tym celu musieli pokonać Pogoń.
Widzewiacy dobrze rozpoczęli niedzielny mecz, starając się dłużej utrzymywać przy piłce, częściej gościli pod bramką rywala. Portowcy, po nieco zbyt ostrożnej grze w początkowych fragmentach, z upływem kolejnych minut poczynali sobie coraz śmielej. W końcówce pierwszej połowie mogli nawet objąć prowadzenie, ale widzewiaków ratował albo broniący dostępu do bramki Mielcarz albo słupek, w który piłka trafiła po strzale Dąbrowskiego. Pierwsza połowa zakończyła się jednak remisem 0:0.
Szczęście opuściło widzewiaków po przerwie. Kilka minut po wznowieniu gry znakomitym podaniem popisał się Akahoshi, piłka trafiła do Frączczaka, który z dziecinną łatwością ograł Mielcarza i otworzył wynik spotkania.
Ledwo minęła godzina gry, a Pogoń prowadziła już 2:0. Tym razem bramkarza łódzkiej drużyny pokonał Robert Kolendowicz, a asystę przy tej bramce zaliczył Edi. Kilka minut później kontaktową bramkę dla łodzian zdobył Kaczmarek, ale jak się potem okazało trafienie to nie wpłynęło na losy rywalizacji.
Wynik spotkania ustalił Dąbrowski, który głową wpakował piłkę do siatki. Wcześniej boisko opuścił Banasiak z Widzewa, który za nieprzepisowe zatrzymanie rywala obejrzał drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę.
Pogoń ostatecznie pokonała w Łodzi tamtejszy Widzew i po niedzielnym meczu awansowała z dziewiątej na szóstą pozycję. Widzew po porażce ze szczecińską drużyną plasuje się na czwartej pozycji.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.