Na własnym terenie Piast Gliwice był bardzo blisko zwycięstwa. Śląski zespół miał dużą przewagę w meczu z Widzewem, której nie potrafił wykorzystać. A to się zemściło i trzy punkty zainkasowali goście.
Zarówno Piast Gliwice, jak i Widzew Łódź rozpoczęły sezon powyżej oczekiwań. Raczej przewidywano, że obydwie drużyny przede wszystkim będą broniły się przed spadkiem, tymczasem one znajdowały się w górnej części tabeli Ekstraklasy.
Z tego powodu sobotni mecz zapowiadał się bardzo ciekawie. Jednak pierwsza połowa – mówiąc delikatnie – nie zachwyciła. Na boisku oglądaliśmy dużo walki, ale mało walorów piłkarskich. Jedyną bramkę w pierwszych 45 minutach zobaczyliśmy w 39. minucie. Wówczas Alex Bruno bardzo ładnie wyłożył piłkę Marcinowi Kaczmarkowi, a ten precyzyjnie uderzył pod poprzeczkę. Piłkarze Widzewa schodzili na przerwę mając przewagę, ale to Piast sprawiał lepsze wrażenie.
Druga część meczu również nie zachwycała. Widzew umiejętnie się bronił, ale w końcu defensywa gości nie wytrzymała. W 74. minucie źle zachował się Abbes i jego błąd wykorzystał bezlitośnie Wojciech Kędziora. Już w doliczonym czasie gry Rybicki został sfaulowany w polu karnym Piasta. „Jedenastkę” na bramkę zamienił Łukasz Broź.
Do końca spotkania już nic się nie zmieniło. Widzew wygrał i powinien być z tego wyniku bardzo zadowolony, gdyż to Piast miał sporą przewagę.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.