Wielka piłka w Manchesterze. Starcie City z Tottenhamem na remis
Kibice, którzy zdecydowali się obejrzeć w sobotni wieczór starcie na Etihad Stadium, na pewno nie żałują poświęconego na to czasu. Manchester City po trzymającym w napięciu od pierwszej do ostatniej minuty meczu podzielił się punktami z Tottenhamem (2:2).
Pep Guardiola przeżył kolejne wielkie rozczarowanie (foto: Łukasz Skwiot)
To miał być wielki szlagier 22. kolejki Premier League. Wisienka na torcie i mecz, który może mieć kluczowe znaczenie w walce o czołowe lokaty w ligowej tabeli. Na boisku mieli się przecież spotkać piłkarze Manchesteru City oraz Tottenhamu Hotspur. Pierwsi to wciąż zespół o ogromnym potencjale, jednak zawodzący ostatnio na całej linii. Drudzy to jedna z najefektowniej grających drużyn w całej lidze i pogromca Chelsea.
Już jednak pierwsze minuty spotkania pokazały, że podopieczni Maurcio Pochettino będą mieć bardzo poważne problemy ze zdobyciem przynajmniej jednego punktu. Obywatele całkowicie przejęli kontrolę nad przebiegiem wydarzeń na boisku i to oni dyktowali warunki gry. Gospodarze raz za razem nacierali na bramkę przeciwnika, jednak ten miał między słupkami bardzo dobrze dysponowanego Hugo Llorisa, który bronił niczym w transie i utrzymywał Tottenham w meczu.
Wydawało się, że gol dla Manchesteru City jest jedynie kwestią czasu, ale do końca pierwszej połowy żaden z bramkarzy nie skapitulował. Jak się jednak okazało, była to jedynie przygrywka przed tym, co miało się wydarzyć w drugiej części gry.
Swój wielki dramat po zmianie stron przeżył wspomniany Lloris, który przez 45 minut zapracował sobie na miano bohatera Tottenhamu, a po przerwie sprezentował rywalowi dwa gole. Najpierw Francuz źle obliczył swoje szanse przy wyjściu naprzeciw szarżującemu Leroy’owi Sane, minął się z piłką i pozwoli nastolatkowi z Niemiec na skierowanie jej do opuszczonej bramki.
Londyńczycy nie zdołali się otrząsnąć po pierwszym ciosie, a już piłkarze Pepa Guardioli wyprowadzili kolejny, tym razem posyłający przeciwnika na deski. W 54. minucie po dośrodkowaniu ze skrzydła Lloris złapał piłkę… i nagle ją wypuścił, pozwalając na jej dobicie Kevinowi de Bruyne. Dramat kapitana Kogutów, dramat Tottenhamu.
Wszystkie znaki na niebie i ziemi świadczyły o tym, że jest już po zawodach. Grający słabo goście nie dawali żadnych sygnałów, które mogłyby świadczyć o tym, że zdołają jeszcze powalczyć o korzystny wynik. Być może taka sama myśl zagościła w głowach piłkarzy Manchesteru, którzy na chwilę rozluźnili swoje szyki obronne, a to pozwoliło Tottenhamowi na strzelenie bramki kontaktowej.
W 64. minucie nadzieję swoim kolegom dał Dele Alli, który wykorzystał dobre dośrodkowanie z prawego skrzydła i lekkie przedłużenie futbolówki przez jednego z obrońców. Anglik znalazł się przed bramką Claudio Bravo i strzałem głową skierował piłkę do siatki.
Goście otrzymali nowe życie w tym meczu i w 77. minucie udało się im doprowadzić do wyrównania. Harry Kane znalazł w polu karnym Sona, a ten uderzeniem przy słupku zdobył gola na 2:2. Trzeba jednak dodać w tym miejscu, że kilkadziesiąt sekund wcześniej City powinno otrzymać rzut karny za faul na Sterlingu. Sędzia popełnił jednak fatalny błąd i tym razem na „wapno” nie wskazał.
Gospodarze zdobyli jeszcze w tym meczu gola nr 3, jednak nie został on uznany. Na listę strzelców wpisał się rezerwowy Gabriel Jesus, który jednak dobijając piłkę do siatki z najbliższej odległości był na pozycji spalonej.
Więcej bramek na Etihad Stadium już nie padło. Manchester City zremisował spotkanie, które powinien wygrać i to różnicą kilku goli. Z kolei Tottenham pokazał wielki hart ducha i udowodnił, że potrafi wyjść nawet z największej opresji.
Cole Palmer opuści Chelsea? Liam Rosenior stawia sprawę jasno
W ostatnim czasie w brytyjskich mediach pojawiło się sporo plotek łączących Cole’a Palmera z odejściem z Chelsea. Liam Rosenior, szkoleniowiec The Blues, przed dzisiejszym meczem Ligi Mistrzów z Napoli skomentował te doniesienia.