Awans do fazy grupowej miał oznaczać poważny zastrzyk gotówki do kasy Legii Warszawa. Mistrzowie Polski zarobiliby co najmniej 2,9 mln euro za wyeliminowanie Karabachu Agdam. Była jednak sromotna klęska, która może nieść za sobą poważne konsekwencje.
Dariusz Mioduski w wielu rozmowach podkreślał, że awans do fazy grupowej Ligi Europy jest absolutnym obowiązkiem. Prezesowi Legii trudno się dziwić, skoro od sezonu 2016-17 i pamiętnego awansu do Ligi Mistrzów jego klub nie potrafi przebrnąć jakichkolwiek eliminacji. Warszawski klub od tamtej pory przegrywał dwumecze z zespołami z takich krajów jak: Kazachstan, Mołdawia, Słowacja, Luksemburg, Szkocja, Cypr i wczoraj Azerbejdżan.
Brak awansu do fazy grupowej Ligi Europy oznacza kolejne, coraz poważniejsze problemy. Legia w tym oknie transferowym sprowadziła ciekawych piłkarzy, którzy nie przyszli na Łazienkowską za czapkę gruszek. W ostatnich latach sprzedawała zawodników za dosyć pokaźne sumy (Szymański, Majecki, Niezgoda), ale mimo wszystko wydatki klubu ze stolicy cały czas są bardzo duże.
Do tego wszystkiego doszła sytuacja z koronawirusem, który mocno ograniczył przychody z dnia meczowego. Pierwsze spotkania po przymusowej przerwie odbywały się bez kibiców, później na stadionie pojawiło się 25% widzów, a od tego sezonu organizator może wpuścić 50% publiczności. To oznacza, że wpływy do klubowej kasy od kibiców są dosyć słabe.
Porażka z Karabachem może nieść za sobą poważne konsekwencje w postaci sprzedaży kilku czołowych graczy. Mowa na przykład o Michale Karbowniku, który nie narzeka na brak zainteresowania ze strony zagranicznych klubów. Awans do fazy grupowej oznaczałby podbicie ceny i mocną pozycję Legii w ewentualnych negocjacjach. Odpadnięcie może oznaczać znaczne zejście z oczekiwań i szukanie potencjalnego nabywcy za dość małe pieniądze.
Czasu jest bardzo mało, okno transferowe w większości krajów zamyka się w poniedziałek, a w Legii nie ma teraz piłkarza „nie na sprzedaż”. Czy to oznacza, że przy Łazienkowskiej będziemy mieli weekend prawdziwych okazji? – Nie myślałem o tym. Zakładałem, że awansujemy. Nie wiem, jakie plany mają zawodnicy, nie rozmawiałem z nikim na ten temat. Skupiałem się tylko na przygotowaniu drużyny do meczu z Karabachem. Każdy zawodnik ma kontrakt z Legią i jest do mojej dyspozycji. Nie wiem o żadnych planach piłkarzy – przyznał na wczorajszej konferencji prasowej Czesław Michniewicz.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.