Wielki szlagier angielskiej Premier League okazał się wielkim rozczarowaniem. Liverpool podzielił się punktami z Manchesterem United, a kibice zgromadzeni na Anfield nie zobaczyli ani jednego gola.
Na Anfield nie zobaczyliśmy ani jednego gola (fot. Reuters)
Starcia Liverpoolu i Manchesteru United od la elektryzują kibiców w całej Anglii. Nie może jednak być inaczej, skoro na boisku oglądamy piłkarzy dwóch najbardziej utytułowanych drużyn w kraju. Podobnie miało być w sobotnie popołudnie, szczególnie, że tak Jose Mourinho, jak i Juergen Klopp cały czas śnią sen o mistrzostwie Premier League.
Tak prezentowały się wyjściowe jedenastu obu zespołów:
Spotkanie od początku było bardzo wyrównane, a żadnej z drużyn nie udawało się narzucić rywalowi swoich warunków gry. Częściej piłką operowali gospodarze, którzy przystąpili do starcia z Manchesterem bez Sadio Mane, jednak ataki nie przynosiły większych rezultatów.
„Czerwone Diabły” sporadycznie zapędzały się w okolice pole karnego Simona Mignoleta, nastawiając się na przyjmowanie przeciwnika na własnej połowie. Efekt? Liverpool miał problemem z przedarciem się przed obronne zasieki gości, a strzały z dystansu Mohameda Salaha i Georginio Wijnalduma nie mogły zaskoczyć Davida De Gei.
O tym, że Jose Mourinho nastawił swój zespół skrajnie defensywnie najlepiej świadczy fakt, że Romelu Lukaku po raz pierwszy dotknął piłkę w 17. minucie, a pierwszą groźną sytuację gości stworzyli sobie po pół godzinie gry, kiedy to na strzał z dystansu zdecydował się Nemanja Matić.
Liverpool pod koniec pierwszej połowy stworzył sobie zdecydowanie najlepszą okazję do zdobycia gola. Ładnym strzałem popisał się Joel Matip, jednak jeszcze lepszą obroną wykazał się De Gea, który instynktownie odbił piłkę zmierzającą prosto do bramki. To powinien być go dla „The Reds”.
Ostatecznie, w pierwszej części spotkanie nie obejrzeliśmy ani jednego gola (stuprocentową okazję zmarnował jeszcze Lukaku, który w sytuacji jeden na jednego nie pokonał Mignoleta), ale piłkarze rozbudzili nieco nasze apetyty na to, że po przerwie otrzymamy jeszcze lepsze danie.
W drugiej połowie to nadal Liverpool był stroną przeważającą, jednak brakowało mu skuteczności pod bramką Manchesteru. Bardzo dobrą okazję do zdobycia gola miał m.in. Emre Can, jednak przestrzelił z dogodnej pozycji.
Menedżerowie obu zespołów próbowali dokonywać roszad personalnych, jednak niewiele do dało. Ani Marcus Rashford po stronie United, ani Daniel Sturridge po stronie Liverpoolu nie byli w stanie wpłynąć na wynik spotkania.
Wynik już do końca nie uległ zmianie i mecz zakończył się bezbramkowym remisem. Wydaje się on być sukcesem gości, którzy nie zrobili zbyt wiele, by przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Jeśli zaś chodzi o Liverpool, to ten był w swoim atakach bardzo nieporadny i bez Sadio Mane nie potrafił skruszyć defensywnego muru rywali.
Cole Palmer opuści Chelsea? Liam Rosenior stawia sprawę jasno
W ostatnim czasie w brytyjskich mediach pojawiło się sporo plotek łączących Cole’a Palmera z odejściem z Chelsea. Liam Rosenior, szkoleniowiec The Blues, przed dzisiejszym meczem Ligi Mistrzów z Napoli skomentował te doniesienia.