To był taki mecz, na jaki czekali kibice Liverpoolu. Ich drużyna pokazała futbol najwyższej jakości i co najważniejsze pewnie pokonała Manchester City. Bohater? Oczywiście nie kto inny niż Mohamed Salah.
(fot. Andrew Yates/Reuters/Forum)
To miał być najciekawszy mecz 1/4 finału Champions League. Dwa zespoły, które kochają grać ofensywnie. Drużyny, które mają w swoich szeregach piłkarzy z innej planety, jak Mohamed Salah czy Kevin De Bruyne. I w końcu: pojedynek dwóch wielkich menedżerów – Juergena Kloppa z Pepem Guardiolą. Najlepsi aktorzy, świetna otoczka i idealna atmosfera Anfield – wszystko sprzyjało znakomitemu widowisku.
Od początku było widać, że drużyną bardziej zdeterminowaną byli gospodarze. To oni narzucili tempo, swój styl gry i szybko przejęli inicjatywę. W pół godziny rozstrzygnęli losy meczu (a może i dwumeczu?), a armię The Reds do wielkiego triumfu poprowadził niezawodny Salah.
Egipcjanin w pierwszej połowie niemiłosiernie kręcił obrońcami City. Defensywa Obywateli przez 45 minut była podziurawiona bardziej niż szwajcarski ser. Złe przesuwanie, gubienie krycia, błędy w wyprowadzeniu – taka gra nie może przynieść sukcesu w spotkaniu z takim zespołem jak Liverpool.
Czy przed meczem ktokolwiek spodziewałby się, że Manchester przegra aż 3:0? Chyba nawet najwięksi optymiści z obozu The Reds nie obstawiali aż tak pozytywnego wyniku. Mało tego, gospodarze nie dopuścili przyjezdnych przez 90 minut do choćby jednego celnego strzału! To jest najlepszy wyznacznik podsumowujący występ obu zespołów.
Klopp idealnie przygotował taktykę na pierwsze spotkanie ćwierćfinałowe LM. Bardzo wysoki pressing przez 45 minut i (prawie) idealnie funkcjonująca defensywa przez drugą połowę. Błędy były, ale The Citizens nie byli w stanie ich kompletnie wykorzystać. Nawet, kiedy pojawiała się szczelina w bloku obronnym, to i tak okazywała się za ciasna dla żołnierzy Guardioli.
Czy losy dwumeczu są już rozstrzygnięte? Wątpię. Oczywiście, 3:0 to kapitalny wynik, ale cały czas trzeba mieć na uwadze formę Manchesteru w tym sezonie. Nieco ponad pół roku temu ograli Liverpool na Etihad Stadium 5:0… Dla 99,9% zespołów na świecie porażka 0:3 oznaczałaby odpadnięcie z rozgrywek. Ale w tym 0,1% jest właśnie Manchester City, który w kilka minut jest w stanie odrobić nawet tak dużą stratę.
„Bardzo kocham Real i bardzo kocham Alvaro”. Szczere wyznanie Jose Mourinho przed starciem Benfiki z Realem Madryt
Jednym z najciekawszych starć ostatniej kolejki fazy ligowej Ligi Mistrzów będzie pojedynek Benfiki z Realem Madryt na Estadio da Luz. Największy smaczek tej konfrontacji stanowi niewątpliwie postać Jose Mourinho, byłego trenera Królewskich. Portugalczyk na przedmeczowej konferencji prasowej opowiedział o swoich odczuciach związanych ze spotkaniem z byłym klubem.