Wielkie Atletico, mały Juventus… ale to jeszcze nie koniec
Tak to właśnie wczoraj wyglądało na Wanda Metropolitano. Atletico było wielkie, bo wbrew przeciwnościom, zmarnowanym sytuacjom, nieuznanym golom, paradom Szczęsnego, parło uparcie do przodu, dążyło do zdobycia bramki, a gdy uczyniło to raz, poszło za ciosem, a gdy wyszło na 2:0, atakowało dalej.
Atletico postawiło spory krok na drodze do ćwierćfinału (fot. Reuters)
Juventus był mały, bo liczył przez cały czas, że ten mecz będzie kolejnym z cyklu: nic nie gramy, a w 70 minucie strzelamy przypadkowego gola i wygrywamy, a w najgorszym razie skończy się na 0:0. Massimiliano Allegri najwyraźniej zlekceważył Atletico, sądząc, że poziom zaprezentowany przez ekipę Cholo Simeone w meczach z Betisem, Realem i Rayo odzwierciedla aktualne możliwości zespołu. Tymczasem nic bardziej mylnego.
Poziom i możliwości Atletico są dziś wyższe niż były kiedykolwiek. Wczoraj oglądając mecz z Juve cały czas miałem w pamięci heroiczny bój z Bayernem Monachium w półfinałach edycji 2015-16. Atletico strzeliło gola na 1:0, a potem w mękach wiozło ten wynik do końca. Sądziłem – oczywiście będąc po stronie „Colchoneros”, że jeśli starcie ze „Starą Damą” potoczy się i skończy podobnie, to będzie super. Tymczasem było lepiej. O niebo lepiej.
Było niemal tak dobrze, jak z perspektywy kibiców Realu świetnie było na Allianz Stadium w Turynie w ćwierćfinale poprzedniej edycji. Los Blancos wygrali 3:0 i byli pewni awansu. Tymczasem w rewanżu działo się dramatycznie, Real ledwo zdołał przegrać 1:3. To musi być memento dla Simeone.
Przed Atleti trudniejsza część zdania. Wczoraj po prostu rzucili się na rywala i go zjedli. Ale w Turynie przecież nie rzucą się ponownie, bo nikt tak nie robi – nawet jeśli byłoby to najsłuszniejsze, bo to wbrew duchowi i specyfice pucharowej rywalizacji. Tymczasem wygląda na to, że drużynie Cholo bardziej pasuje w tym sezonie taki właśnie styl, niż spekulowanie, zamykanie dostępu do własnej bramki. W pomocy i ataku jest więcej jakości ofensywnej niż mięśni – a przecież za kartki nie zagra Thomas.
Cholo ma więc duży dylemat. Wie, że Atletico jest dalej od awansu, niż się wydaje większości kibiców, bo i Juve ze swoim Cristiano drugi raz nie zagra tak kiepsko.
„Bardzo kocham Real i bardzo kocham Alvaro”. Szczere wyznanie Jose Mourinho przed starciem Benfiki z Realem Madryt
Jednym z najciekawszych starć ostatniej kolejki fazy ligowej Ligi Mistrzów będzie pojedynek Benfiki z Realem Madryt na Estadio da Luz. Największy smaczek tej konfrontacji stanowi niewątpliwie postać Jose Mourinho, byłego trenera Królewskich. Portugalczyk na przedmeczowej konferencji prasowej opowiedział o swoich odczuciach związanych ze spotkaniem z byłym klubem.