Wobec zwycięstwa Śląska z Zagłębiem Lubin Legia straciła fotel lidera T-Mobile Ekstraklasy. By go odzyskać, podopieczni Macieja Skorży nie mogli sobie pozwolić na wpadkę w starciu z Jagiellonią…
Już po kilkudziesięciu sekundach spotkania mecz został przerwany. Na murawie pojawił się bowiem stos serpentyn oraz raca, co uniemożliwiło grę. Sześć minut później sędzia jednak wznowił zawody. Od początku z dobrej formy zaprezentowali się goście z Białegostoku, którzy kilkukrotnie zagrażając bramce rywala pokazali, że do stolicy przyjechali walczyć o pełną pulę.
W odpowiedzi inicjatywę próbowali przejąć legioniści, ale ich ataki dalekie były od ideałów, a pojedyncze strzały dalekie od bramki. Efekt? Do przerwy 0:0, celnych strzałów z obu stron zero, prób jednych i drugich – pięć.
Bez zmian drugą odsłonę spotkania rozpoczęły obie drużyny. Niewiele zmienił się również obraz gry. Podopieczni Macieja Skorży wprawdzie dwoili się i troili, ale niewiele z tego wynikało. Nieporadność gospodarzy została ukarana w tuż po upływie godziny gry. Na listę strzelców wpisał się Tomasz Frankowski, który dośrodkowanie Pejovicia na bramkę zamienił po strzale głową.
Radość białostoczan nie trwała długo. Dwie minuty później zrobiło się 1:1, gdy fenomenalnym strzałem z rzutu wolnego popisał się Danijel Ljuboja. W kolejnych minutach jedni i drudzy próbowali przechylić szale zwycięstwa na swoją korzyść, ale ta sztuka im się nie udała. Bliżej szczęścia byli miejscowi, ale dwie dobre okazje do odmienienia losów spotkania zmarnował Blanco.
Przyjezdni kończyli mecz w dziesiątkę, po tym jak Pejović został wyrzucony z boiska. Piłkarz Jagi otrzymał najpierw żółtą, a po chwili czerwoną kartkę i w efekcie musiał opuścić plac gry.
Po ciekawym i pełnym emocji widowisku Legia tylko zremisowała u siebie z Jagiellonią 1:1. Stołeczny klub bardzo szybko powrócił więc na fotel lidera, ale drugi Śląsk ma tyle samo – 50 punktów. Do końca sezonu pozostały już tylko dwie kolejki. Kto będzie mistrzem?
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.