Przejdź do treści
Wisłockiego pożegnanie z Wisłą

Polska Ekstraklasa

Wisłockiego pożegnanie z Wisłą

Przeszedł w tym klubie drogę od stażysty, przez dyrektora akademii, do prezesa. Odegrał kluczową rolę w uratowaniu Wisły po przejęciu jej przez tajemniczego Vannę Ly. Po dwunastu latach przy Reymonta 22, Rafał Wisłocki zdecydował się jednak opuścić Białą Gwiazdę.



JAROSŁAW TOMCZYK

Dlaczego?

Bo zawsze chciałem zostać wybitnym trenerem i zamierzam dać sobie szansę to marzenie spełnić – mówi Wisłocki. – Dla Wisły nic więcej zrobić już nie mogę, a chcę zostać zapamiętany jako ten, który zrobił coś dobrego. Przeszliśmy długą drogę. W ostatnich latach z Wisły zarządzanej przez przestępców do Wisły znajdującej się we właściwych rękach. Wreszcie dlatego, że w Krakowie nie poukładało się moje życie prywatne, w dużej mierze z powodu wydarzeń związanych z Wisłą.

Ale jest pan przecież człowiekiem, który Wisłę uratował.

Człowiekiem, który był w grupie, która klub uratowała. W pewnym momencie byłem ogniwem, które pozwoliło spiąć wszystkich ratowników. Mojego szkolnego przyjaciela Jarka Królewskiego, Tomasza Jażdżyńskiego, z którym też miałem wcześniej kontakt, choć może nie nazbyt pozytywny, bo zabrał swoje dzieci z akademii, no i Kubę Błaszczykowskiego.

Jak to się w ogóle stało, że pan, łączący wówczas funkcje dyrektora i trenera w wiślackiej akademii, znalazł się pod koniec 2018 roku w samym środku wydarzeń, którymi żyła cała piłkarska Polska?

Negatywne rzeczy wokół klubu zaczęły dziać się pół roku wcześniej. Byłem w grupie osób, które głośno wyrażały swoje zdanie. Z Dorotą Gburczyk z sekcji koszykówki wciągnięto nas wtedy do zarządu Towarzystwa Sportowego. Tak naprawdę, żeby nas uciszyć, ale my nie chcieliśmy być cicho. Pamiętam pierwsze zebranie zarządu, na którym miałem listę niewygodnych pytań. Dużo ich było, między innymi o pensje, dziwne wydatki, a zarząd wszystkiemu zaprzeczał. To zaczęło takie małe wewnętrzne powstanie, zaowocowało ono tym, że klub był blisko, by przejść w ręce wiarygodnych krakowskich biznesmenów.

Ale nie przeszedł, bo wycofali się z rozmów. Przerazili się poziomem długów czy uświadomili sobie, że za sprawą stoją niebezpieczni ludzie?

Może jedno i drugie, a może po prostu nikt już nie wierzył w to, że Wisłę można jeszcze uratować. I niestety stało się tak, że klub przejął słynny kambodżański książę.

Pan też się pod tym podpisał, uczestniczył w rozmowach z nim. Uważał pan, że Vanna Ly może być poważnym inwestorem?

Poleciałem do Szwajcarii na przekazanie oryginałów umów, przyjrzeć się czy coś nie jest załatwiane pod stołem. Umowa została podpisana wcześniej na skanach przez inne osoby w niedzielę, 16 grudnia 2018, gdy ja byłem w Szczecinie. Ponadto do samego końca byłem jedną z dwóch osób, które blokowały transakcję. Ta druga dostała telefon od członka sztabu pierwszego zespołu, który przekonywał, że to jedyne rozwiązanie i trzeba je przyjąć, bo Polak, który też jest w gronie kandydatów do przejęcia Wisły jest osobą wiarygodną. To przełamało nasz opór.

Kto w ogóle Vannę Ly wymyślił?

Nie jestem w stanie odpowiedzieć. Jeśli się tego dowiemy, to z przebiegu spraw sądowych osób, które były w zarządzie i mają zarzuty. Ale wyraźnie chcę podkreślić, że za weryfikację inwestorów odpowiadał zarząd sportowej spółki akcyjnej, a tam było przecież czterech prawników.

Gdy mleko się wylało, pan naprawdę wierzył, że da się to jeszcze uratować?

Czułem, że chcę walczyć o klub. Także ze względu na to, że tak wiele osób zaufało mi w akademii, której spółka zalegała milion złotych. Myślałem, że jak nie powalczę, zawiodę kilkudziesięciu ludzi, którzy tyle lat mi ufali i mieli zaległe pensje do odebrania.

Były takie momenty kiedy się pan zwyczajnie bał? O to, że jako członek zarządu poniesie odpowiedzialność, ale i o swoje bezpieczeństwo?

Człowiek nie zawsze miał świadomość jacy ludzie chodzili po klubowych korytarzach… Szczerze… Byłem zastraszany. Wielokrotnie. W samochodzie przebito mi opony, pod gabinetem czekał człowiek, który miał wyrok za wlewanie wrzątku do gardła. W nocy budziły mnie sny, że ktoś wbija mi maczetę w brzuch. To bardzo trudny czas, może kiedyś nawet materiał na książkę.

Warto było przez to przejść?

Nie wiem. Wierzę, że warto, ale… Bardzo to wszystko odbiło się na moim życiu osobistym. Dwa razy od kobiet, z którymi budowałem związki, usłyszałem wprost, że dopóki będzie Wisła, nie ułożę sobie życia. Oczywiście były też piękne momenty. Dzisiaj mam 35 lat i bardzo duży bagaż doświadczeń.

Ile czasu spędził pan przy Reymonta?

11 lat i 11 miesięcy. Zaczynałem w kwietniu 2009 roku od stażu w szkółce doktora Stanisława Chemicza. Latem dostałem pracę. Prowadziłem rocznik 2003 i uwaga – pełniłem funkcję trenera bramkarzy, choć nigdy ani nie byłem bramkarzem, ani nie miałem do tego przygotowania. Skupiałem się na zajęciach ogólnorozwojowych, poprawie szybkości reakcji, grze nogami. Żeby było jeszcze ciekawiej, jeden z grupy moich pierwszych podopiecznych, Kacper Chorążka, został niedawno bramkarzem Omonii Nikozja. Ale oczywiście nie zapominam, że on pracował wtedy dodatkowo, prywatnie z profesjonalnym trenerem bramkarzy.

Miarą pracy trenera młodzieży są wychowankowie.

Najdłużej prowadziłem rocznik 2000. Czterech chłopaków z tej drużyny zagrało już w Ekstraklasie. Patryk Plewka, Mateusz Wyjadłowski – zawodnik Jagiellonii wypożyczony do Puszczy Niepołomice, Daniel Morys i Kacper Laskoś – obaj obecnie w Garbarni Kraków. Z tymi, którzy zagrali też na poziomie pierwszej i drugiej ligi będzie dziewięciu. Z rocznika 2001 w kadrze Wisły jest Kamil Broda. Z 2003 Daniel Hoyo Kowalski, mój wychowanek od grupy naborowej. Myślę, że kolejni przyjdą jako efekt pracy już z przestrzeni dyrektorskiej i organizacji całej akademii.

Nie uciekniemy od nazwiska jeszcze jednego pańskiego wychowanka. Olek Buksa. Co pan czuje, patrząc na jego dzisiejszą sytuację i nie przedłużenie przyobiecanego kontraktu z Wisłą?

Wszyscy w tej sprawie przegrali, a serce mi łamie, że cierpi zawodnik. Dorośli sprawili, że on chyba nie mógł za wiele zrobić, a najbardziej to odczuje. To dzieciak zakochany w Wiśle, a teraz tysiące ludzi powodują, że szybko może się przekonać, jak cienka bywa granica między miłością a innym skrajnym uczuciem. Staram się pomóc, ale to nie jest łatwe, bo Olek stracił chyba zaufanie do wielu dorosłych. Sytuacja jest cholernie trudna. Wiem jak widzi to Kuba Błaszczykowski, znam relację ojca, każda ze stron ma prawo uważać, że na coś się umówiła i nie do końca zostało to dotrzymane. Wisła powinna mieć dyrektora sportowego, co powtarzam, a co jest jednym z powodów, dla których nasze drogi w klubie się rozeszły. Gdyby był, sytuacja z Olkiem może potoczyłaby się inaczej.

Buksa to największy talent jaki przeszedł przez ręce trenera Wisłockiego?

Zadałem pytanie na spotkaniu w lutym 2020 z trenerami głównymi starszych drużyn akademii czy mamy talent większy niż Olek. Na dziewięciu trenerów ośmiu odpowiedziało, że tak. Wymienili kilka nazwisk. To cieszy. Mamy takich w każdym z roczników od 2004 do 2008, o których wówczas rozmawialiśmy. Jestem spokojny, że wychowanek z każdego z nich zadebiutuje w Ekstraklasie.

Od kiedy dyrektorował pan akademii?

Od 2015 roku, gdy stanęła na skraju bankructwa. Prowadziła życie ponad stan. W czerwcu zrobiliśmy mistrzostwo Polski juniorów starszych, ale wszystko leżało, ludzie nie dostawali pensji, było ćwierć miliona złotych długu. Wtedy dostałem propozycję. Przez kolejne miesiące łączyłem pracę zarządczą z prowadzeniem rocznika 2001 i studiami podyplomowymi w Wyższej Szkole Zarządzania i Coachingu we Wrocławiu.

Jaka samoocena wyłania się za czas zarządzania akademią?

Są rzeczy, które mogłem zrobić lepiej, są takie, które zrobiliśmy ponad stan. Byliśmy tratwą złączoną z kilkunastu drewienek, na którą weszło wiele osób i chciały płynąć w jednym kierunku – to była jej wielka siła. Wspólnie wyruszyliśmy w drogę i często skutecznie rywalizowaliśmy z fajnymi łodziami. Budżet do zakończenia mojej pracy w czerwcu 2020 wzrósł trzykrotnie. Udało się zbudować pełen pasji sztab trenerski i zespół wokół niego. Trenerów przygotowania motorycznego, fizjoterapeutów, psychologów, dział skautingu. Tego na początku nie było. Powstał też system klubów partnerskich, Wiślackie Skrzaty, ATI, Wiślacki Diament. Lepiej powinien działać nadzór nad procesem szkolenia, monitoring i jednolitość działań. Na razie nie ma też zawodnika, który wyszedł z akademii i poradził sobie w Europie, to jest mój niedosyt. Niełatwo jest szkolić, mając dwa skrawki boiska. Absolutnym minimum powinno być jedno pełnowymiarowe ze sztuczną nawierzchnią, kryte balonem, które pozwala pracować okrągły rok. Walczyliśmy o to, nie udało się, ale ufam, że wkrótce takie boisko przy Reymonta powstanie. A może i baza treningowa w podkrakowskiej Skawinie. Mam nadzieję, że to co zapoczątkowaliśmy, przyniesie za kilka lat efekt. Może nawet już przynosi, bo patrząc na rywalizację w CLJ wydaje mi się, że to nie tylko efekt półrocznej pracy.

Bardzo brakuje w polskiej piłce pieniędzy na dole?

Piramida jest zupełnie zaburzona. To nienormalne, że wspomniany Olek podpisując kontrakt, w miesiąc zarabia więcej niż niejeden trener akademii w rok.

Czegoś pan żałuje z tych dwóch lat od akcji ratunkowej do momentu gdy odchodzi z Wisły?

Dwóch rzeczy. Powiązanych. Nie skonsultowałem jednego głosowania z radą nadzorczą, co miało wpływ na późniejsze nieporozumienia, rozgrywki… I tu ta druga – za szybko poddałem się w spółce akcyjnej, odpuściłem grę, bo to była gra, o fotel prezesa. Wygrała moja ambicja, dużo rzeczy zaczęło się dziać poza mną… Mogłem siedzieć wygodnie w tym fotelu, ale nie chciałem być figurantem. Z drugiej strony to jasne, że ludzie, którzy dają pieniądze, chcą decydować, stąd moje sugestie, kto powinien kierować klubem. Cieszę się, że odbyłem później szczere rozmowy z braćmi Błaszczykowskimi, bo one oczyściły nasze relacje i mam spokojną głowę.

Trzeba było przejść przez to ognisko zapalne, gdy później, prezesując już Towarzystwu, nie mogliście się dogadać między spółką a stowarzyszeniem co do korzystania ze znaku, zarządzania akademią i co do długu wewnętrznego? Ile było w tym urażonych ambicji, a ile realnej walki o coś istotnego?
Nigdy nie traktowałem tego jako prywatnej gry. To była walka o to, by Towarzystwo przetrwało. Piłka nożna jest dziś najważniejszym sportem, ale jeśli stowarzyszenie by upadło, co by się stało z dyscyplinami niszowymi?

Co spowodowało zbliżenie stanowisk, które doprowadziło do unii personalnej i wejścia do zarządu Towarzystwa Tomasza Jażdżyńskiego i Jarosława Królewskiego?

Końcówka ubiegłego roku stworzyła sprzyjające okoliczności. Była okazja, żebyśmy się z Jarkiem przespacerowali po Beskidzie Niskim. Czasem jedna, długa rozmowa sprawia, że człowiek zaczyna pewne rzeczy lepiej rozumieć. Zrozumieliśmy, że obie organizacje mają swoje racje i o obie trzeba walczyć w tych szalenie trudnych czasach. Stara zasada, że my Polacy potrafimy się dogadać, gdy już jest bardzo ciężko. To pokazał też przykład akcji ratowniczej z 2019 roku. Cieszę się, że Tomek Jażdżyński i Jarek Królewski będą dziś stać na straży Towarzystwa Sportowego i bronić też jego.

Zjedliście już z Jarosławem Królewskim tą przysłowiową beczkę soli?

W liceum byliśmy świetnymi kumplami. To był czas wzajemnego budowania zaufania. Przez okres studiów rozmawialiśmy może ze trzy razy. Ale pamiętam, jak w ogniu największej walki o Wisłę, Jarek się odezwał i za chwilę był już z nami. Przyjaźń jest wtedy jak człowiek wie, że może na kogoś liczyć, gdy jest bardzo ciężko. Ale nie oznacza, że trzeba się ze wszystkim zgadzać. Jej wartością jest to, że można sobie to bezpośrednio powiedzieć. Jarek to osoba, do której mam pełne zaufanie. W żadnym momencie nie czułem, żebym się na nim zawiódł, choć czasem może gdzieś niechcący, czy nawet chcący, wbił mi jakąś szpilę. Nie mam tego za złe, nie traktuję bardzo osobiście. To mnie też gdzieś ukształtowało, było potrzebne.

Czuje się pan dzisiaj trenerem, dyrektorem, prezesem?

Trenerem się jest i pewnie zawsze będę patrzył na piłkę przez pryzmat szkolenia i procesu treningowego, ale role, jakie przyniosło mi życie, pozwalają patrzeć nie tylko na boisko, ale i na to co jest dookoła. Staże, które odbyłem w dobrych europejskich klubach też nauczyły mnie patrzenia na oba te aspekty. Intensywnie pracuję, by wrócić do piłki jako trener.

Jest trudno?

W Polsce jestem szerzej znany jako prezes, jeden z ratujących upadającą Wisłę, czy dyrektor akademii. Dopiero na końcu jako trener.

Co zatem dalej z takim bagażem doświadczeń?

Trzeba zrobić jakiś krok. Ktoś może nawet powiedzieć, że w tył, by ruszyć do przodu. Arsene Wenger mówił, że warto wyjechać ze swojego kraju, poznać inną kulturę, inne spojrzenie na życie, na futbol. Rozważałem takie rozwiązanie, ale być może to nie ten moment. Dołączam do sztabu trenerskiego Sandecji Nowy Sącz, będę też zarządzał jej akademią. Trochę to życie bez Wisły, przynajmniej na początku, będzie chyba dziwne…

TEKST UKAZAŁ SIĘ W TYGODNIKU „PIŁKA NOŻNA” (NR 9/2021)

Możliwość komentowania została wyłączona.

Najnowsze wydanie tygodnika PN

Nr 4/2026

Nr 4/2026

Polska Ekstraklasa

Raków Częstochowa wypożyczył piłkarza

Raków Częstochowa wydał komunikat, za pośrednictwem którego poinformował o wypożyczeniu piłkarza.

2024.11.24 Czestochowa
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2024/2025
Rakow Czestochowa - Korona Kielce
N/z Stadion Rakowa
Foto Mateusz Sobczak / PressFocus

2024.11.24 Czestochowa
Football Polish League PKO Ekstraklasa season 2024/2025
Rakow Czestochowa - Korona Kielce
Stadion Rakowa
Credit: Mateusz Sobczak / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie: Oto następca Rochy w Zagłębiu

Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.

Magdeburg, Sachsen-Anhalt, Deutschland, 03.08.2025: Avnet Arena: 1. Spieltag, Saison 2025/26, 2. Fussball-Bundesliga: 1. FC Magdeburg - Eintracht Braunschweig: Levente Szabó 11, Eintracht Braunschweig *** Magdeburg, Saxony-Anhalt, Germany, 03 08 2025 Avnet Arena 1 Matchday, Season 2025 26, 2 Soccer Bundesliga 1 FC Magdeburg Eintracht Braunschweig Levente Szabó 11, Eintracht Braunschweig Copyright: xdtsxNachrichtenagenturx dts_77384
2025.08.03 Magdeburg
pilka nozna , 2. liga niemiecka
1. FC Magdeburg - Eintracht Braunschweig
Foto IMAGO/PressFocus

!!! POLAND ONLY !!!
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Motor Lublin przedłużył kontrakt z kluczowym zawodnikiem

Motor Lublin ogłosił przedłużenie kontraktu z jednym z najważniejszych członków drużyny. Solidnie zabezpieczył jego przyszłość.

2025.07.20 Lublin pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2025/2026 
Motor Lublin - Arka Gdynia
N/z  Bartosz Wolski
Foto Ireneusz Wnuk / PressFocus

2025.07.20 Lublin Football - Polish PKO Ekstraklasa season 2025/2026 
Motor Lublin - Arka Gdynia
Bartosz Wolski
Credit: Ireneusz Wnuk / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Hit staje się faktem! Adrian Przyborek trafi do wielkiego klubu Serie A!

Adrian Przyborek będzie grał w Serie A! Polski zawodnik trafi na Półwysep Apeniński, a Pogoń Szczecin zarobi spore pieniądze na swoim zawodniku.

2025.11.09 Szczecin Stadion im. Floriana Krygiera
pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2025/2026
Pogon Szczecin - Jagiellonia Bialystok
N/z Adrian Przyborek
Foto Szymon Gorski / PressFocus

2025.11.09 Szczecin Stadion im. Floriana Krygiera
football Polish PKO Ekstraklasa season 2025/2026
Pogon Szczecin - Jagiellonia Bialystok
Adrian Przyborek
Credit: Szymon Gorski / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Media: Utalentowany obrońca zagra w Ekstraklasie

Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.

2024.09.30 Rzeszow
Pilka nozna Betclic 1 Liga sezon 2024/2025
Stal Rzeszow - GKS Tychy
N/z Michal Synos
Foto Lukasz Sobala / PressFocus

2024.09.30 Rzeszow
Football Polish First League season 2024/2025
Stal Rzeszow - GKS Tychy
Michal Synos
Credit: Lukasz Sobala / PressFocus
Czytaj więcej