Empoli jedynie egzystuje w Serie A i na razie się to raczej nie zmieni. Ekipa Piotra Zielińskiego i Łukasza Skorupskiego w sobotę bezbramkowo zremisowała z Palermo. A mogło być jeszcze gorzej, gdyby nie dobra postawa polskiego bramkarza.
Piotr Zieliński zaliczył dziś 63 minuty w meczu z Palermo
Zieliński zbiera mnóstwo pochwał. Ostatnio mówi się, że bardzo chętnie do Liverpoolu sprowadziłby go Juergen Klopp. I patrząc na dyspozycję Empoli chyba faktycznie lepiej byłoby, gdyby polski pomocnik zmienił niebawem otoczenie. Tak czy inaczej, byt we włoskiej ekstraklasie Azzurri raczej mają zagwarantowany – dzięki bardzo dobrej postawie w pierwszej części sezonu.
Ostatnio jednak ekipa Zielińskiego i Skorupskiego spisuje się fatalnie. Dowodem na to niech będzie fakt, że po raz ostatni wygrała w Serie A… 10 stycznia! Koszmarna seria kiedyś musi się zakończyć i z pewnością sobotni mecz z 17. w tabeli Palermo był znakomitą ku temu okazją.
Obaj Polacy oczywiście wyszli na boisko w podstawowym składzie drużyny gospodarzy. Skorupski po kilkunastu minutach otrzymał gromkie brawa od publiczności, ponieważ dzięki fantastycznej obronie strzału Robina Quaisona Azzurri nie stracili bramki.
Fani wymagali również więcej od graczy z pola. Tym budowanie akcji ofensywnych szło dość opornie. Na emocje trzeba było poczekać do drugiej połowy. Około 20 minut przed końcem spotkania Massimo Maccarone mocno uderzył z linii 16. metra na bramkę Palermo, ale piłka poszybowała nad poprzeczką.
Wkrótce gorąco było po drugiej stronie boiska. Franco Vazquez przedryblował obrońców Empoli i znalazł się w sytuacji sam na sam ze Skorupskim, ale Polak znów potwierdził swoją wysoką formę. Niewiele później byłego golkipera Górnika Zabrze mógł jeszcze pokonał Aljaz Struna, ale jego uderzenie było nieprecyzyjne.
Do ostatniego gwizdka było coraz bliżej i nie wyglądało na to, by miała paść choć jedna bramka. Wreszcie sędzia zakończył mecz, przedłużając agonię Empoli.