Wójcik dla PN: To będzie ich kosztowało. Przejdę do ataku!
– Poczekam jeszcze kilka dni, a od nowego tygodnia będę interweniował, o ile nie zapadnie żadna konkretna decyzja. Przejdę do ataku. Jeśli chcą się ze mną bawić, to będzie ich to kosztowało – wyznał Janusz Wójcik podczas szczerej rozmowy z PilkaNożna.pl.
Były selekcjoner ocenia, ostrzega i zapowiada walkę o swoje
Były selekcjoner reprezentacji Polski nie odzyskał swojej licencji trenerskiej, jednak nie zamierza składać broni. Jeśli będzie trzeba to pójdzie do sądu i tam będzie walczył o sprawiedliwość. Przy okazji, Wójcik zapowiada, że pracuje właśnie na książką, która ma odsłonić kulisy działania Polskiego Związku Piłki Nożnej i ujawnić mechanizmy funkcjonowania zawodowego futbolu w naszym kraju.
W drugiej części rozmowy z Januszem Wójcikiem powspominamy Igrzyska Olimpijskie w Barcelonie. Już za kilkanaście dni będziemy obchodzić 20. rocznicę srebrnego medalu wywalczonego przez naszych reprezentantów. Polecamy!
PilkaNożna.pl: – Mieliśmy porozmawiać o Igrzyskach Olimpijskich, ale na początku chciałem zapytać jak ocenia pan nominację Waldemara Fornalika na stanowisko selekcjonera reprezentacji? Janusz Wójcik: – Cóż, myślę, że to jeden z wielu trenerów jakich mamy w lidze. Bez większych sukcesów, ale na pewno jest to solidny facet i przede wszystkim solidny piłkarz. Kiedyś zresztą był moim zawodnikiem, ale pewnie niewielu o tym pamięta. Bardzo go cenię jako piłkarza, ale jako trener… no ambitny chłopak i tyle.
– Jeśli jednak mieliśmy wybierać z grona polskich fachowców, to chyba nie trafiliśmy tak źle? – Jeżeli spojrzymy na to wszystko pod kątem osiągnięć ligowych, bo głównie na tej podstawie go wybrano z tego co widać i słychać, to jest kilku trenerów, którzy mają zdecydowanie lepsze wyniki. Chociażby Franek Smuda, to w ogóle bez porównania. Do tego dodajmy Henryka Kasperczaka i Oresta Lenczyka, który wywalczył przecież mistrzostwo, a nie wicemistrzostwo kraju. Jeśli więc, tylko to miało być atutem, to byli lepsi.
– Czyli nie jest pan tak do końca przekonany do tego Fornalika? – Jest to solidy fachowiec, ale w moim przekonaniu, to trochę za mało żeby od razu zostać trenerem reprezentacji narodowej. To jest nieprawdopodobne wyzwanie. Nie ma w ogóle żadnego porównania do gier Ruchu Chorzów z grami zespołu narodowego. To jak niziny i szczyty Himalajów.
– Po EURO wiele mówiło się o konieczności zatrudnienia obcokrajowca, ale PZPN dość stanowczo odrzucił taką możliwość. Słusznie? – Wszystko zależy o tego, czego Polski Związek Piłki Nożnej oczekuje od reprezentacji. Jakie są cele? Myślę, że chyba wszyscy sobie zdają sprawę z tego, że jesteśmy w głębokiej zapaści piłkarskiej. Najlepszym świadectwem na potwierdzenie tej tezy jest nasz wynik na EURO. Mając cztery lata na przygotowania i imprezę u siebie, nic nie zrobiliśmy. Niczego nie poprawiliśmy!
– Z takich spraw bieżących, nie sposób nie zapytać o pana licencję trenerską. Nie otrzymał pan zgody na powrót do zawodu. Będzie apelacja? – Oczywiście. Niewykluczone, że ludzi odpowiedzialnych za taką decyzję po prostu podam do sądu. Komisja Licencyjna kazała mi jeszcze poczekać do końca tygodnia, bo jakieś rozmowy z łonie PZPN trwają, ale prawda jest taka, że oni wstrzymują moją licencję bezprawnie. Przecież już w 2010 roku prokuratura we Wrocławiu przysłała prezesowi list, w którym stoi czarno na białym, że nie ma wobec mnie żadnych zastrzeżeń i mogę normalnie pracować jako trener.
– W co więc gra PZPN? Ktoś robi panu na złość? Ktoś czego zaniedbał? – Możliwe, że ktoś robi mi na złość. Przecież ja ani się nie przyznałem tak jak Wdowczyk i nie poddałem się żadnej dobrowolnej karze, ani sąd niczego nie orzekł i już nie orzeknie, bo po prostu mnie na tych listach, które są we Wrocławiu już nie ma. Dlatego konsultowałem się z prawnikami i zastanawiamy się co z tym fantem zrobić. Albo się opamiętają, ale będą konsekwencje. Nie wykluczam starania się o odszkodowanie za te wszystkie lata.
– Trochę dziwnie to wygląda. Skoro sąd i prokuratora nie mają do pana zastrzeżeń, to PZPN nie powinien stawać ponad decyzjami tych organów. – Tak to niestety jest. Sąd i prokuratura w jedną stronę, a PZPN w drugą. Tak jakby byli ponad wszystkimi. Niczym święta inkwizycja. Poczekam jeszcze kilka dni, a od nowego tygodnia będę interweniował, o ile nie zapadnie żadna konkretna decyzja. Przejdę do ataku. Jeśli chcą się ze mną bawić, to będzie ich to kosztowało. Zresztą mam na tych ludzi też inne haki…
– Jakieś konkrety? – Wie pan, zza uszu wylatują różne dziwne rzeczy. Będę pisał drugą książkę i niewykluczone, że poświęcę w niej sporo miejsca m.in. na te sprawy, które pan poruszył. Bardzo dokładnie. Powiem, gdzie powstał ten cały mechanizm i kto go zbudował. Opiszę wszystko ze szczegółami, bo wiem o tych rzeczach.
– Brzmi bardzo ciekawie. Jak zaawansowane są prace na książką? Czy znajduje się ona dopiero w fazie planowania, czy jest już gotowa? – Jestem już po spotkaniu z wydawcą. Wszystko jest przygotowane. Mamy już wstępną umowę i myślę, że na początku sierpnia będą gotowe pierwsze trzy rozdziały, a będzie ich o wiele więcej. Poruszę w tej książce bardzo wiele różnych tematów i może mi pan zaufać, bo byłem związany z Polskim Związkiem Piłki Nożnej przez wiele lat.
Druga część wywiadu z Januszem Wójcikiem ukażę się w najbliższym czasie
rozmawiał Grzegorz GARBACIK PilkaNożna.pl foto: PR
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.