Barbara Berlusconi ruszyła do ataku i w defensywie znalazł się Adriano Galliani. Zdegradowanie nietykalnego od przeszło 27 lat wiceprezydenta Milanu byłoby znacznie donioślejszym wydarzeniem niż wyrzucenie z pracy trenera Massimiliano Allegriego.
TOMASZ LIPIŃSKI
Córka właściciela, która weszła do zarządu klubu w kwietniu 2011 roku, najmocniej skrytykowała transfery Milanu przeprowadzone w dwóch ostatnich latach. Wojna o Pato
Tym samym udzieliła wotum nieufności Gallianiemu, który właśnie za nie odpowiada. – Milan nie wydawał mniej niż inni we Włoszech, ale znacznie gorzej – powiedziała pani BB. To jedno zdanie pozwoliło sądzić, że nadszedł już czas, w którym zażądała większej władzy w klubie. Kosztem Gallianiego, który sprawy sportowe i organizacyjne trzyma w swoich rękach. Przy okazji podważyła staroświecki i skostniały styl zarządzania klubem, otaczanie się od lat tymi samymi ludźmi, robienie interesów z tymi samymi menedżerami. Chciałaby stworzyć nowy porządek z nowymi współpracownikami (i starymi piłkarzami), jak Paolo Maldini i Demetrio Albertini. Galliani zszedłby na drugi plan. Silvio myśli, po której stronie stanąć. Znalazł się między młotem a kowadłem.
Z jednej strony ceni i darzy bezgranicznym zaufaniem Gallianiego, z drugiej – chciałby jak najlepiej dla córki. A ci dwoje nie potrafią znaleźć wspólnego języka. Popadli w konflikt w styczniu 2012 roku. Galliani już ustalił warunki transferu Pato do Paris SG za 27 milionów euro i zarobione pieniądze zamierzał zainwestować w Carlosa Teveza. Jednak jego inicjatywa została zablokowana przez Barbarę, której kaprysem było zatrzymanie ówczesnego narzeczonego. Czas pokazał, że Milan lepiej by wyszedł, gdyby górę wzięła chłodna kalkulacja AG niż gorące serce BB. Topór wojenny został dość szybko zakopany. Nie wchodzili sobie w paradę. Aż do przegranego meczu z Fiorentiną w 11 kolejce.
(…)
Cały artykuł w najnowszym wydaniu tygodnika Piłka Nożna! Już w kioskach!