Rafał Wolski po tygodniach przesiadywania na ławce rezerwowych Fiorentiny w końcu zdobył gola. Kilka dni później, w Pucharze Włoch, znów został jednak usadzony na ławie. – Byłem delikatnie rozczarowany. Liczyłem chociaż na parę minut. Siedziałem, czekałem, gotowy… – przyznaje polski piłkarz na łamach Przeglądu Sportowego.
Wolski mówi jednak, że w końcu coś w jego przygodzie z włoską piłką zaczyna się dziać. – Czuję pod skórą, że teraz coś drgnęło, że mogę grać więcej. Liczę na to. Pojawiły się miłe słowa z każdej strony. Od chłopaków z zespołu, od trenera. Montella pochwalił mnie też publicznie, na konferencji prasowej. Na pewno miło było usłyszeć pozytywne komentarze. Po meczu z Atalantą czułem się jakbym zdobył bramkę na wagę awansu do jakiegoś finału. Wszyscy mi gratulowali i przybijali piątki – mówi Wolski.
– Ciężka, cierpliwa i systematyczna praca daje efekty. Słyszałem porównania do Roberto Baggio. To oczywiście miłe, bo z całej drużyny akurat mnie z nim połączyli, ale traktuję je z dystansem. Trzeba dalej zasuwać. Nie ma głaskania – zaznacza.