Dwie propozycje na stole, ale którą z nich wybrać? Właśnie przed takim dylematem stanął Arkadiusz Milik, który w wieku 26 lat musiał zadecydować, z którym klubem podpisze przedostatni, a być może już nawet ostatni wielki kontrakt w swojej karierze.
Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu (fot. Piotr Kucza / 400mm.pl)
Ktoś mógłby uznać prognozowanie ostatniej wielkiej umowy w przypadku Milika za niewłaściwie, ale pamiętajmy, że mówimy o zawodniku, który dwukrotnie zrywał już więzadła krzyżowe. Nie są to byle jakie kontuzje i można w ciemno zakładać, że kluby, które obserwowały Polaka i zastanawiały się nad jego transferem, miały to na uwadze.
Skoro więc – jak donoszą włoskie media – w przypadku napastnika w grę wchodziły dwa możliwe kierunki, to warto się zastanowić, który z nich byłby potencjalnie lepszy. Rzym czy Lipsk?
AS Roma to bez dwóch zdań dużo większy klub w skali europejskiej. Swoje największe triumfy święcił on co prawda dość dawno, ale przecież jeszcze kilka sezonów temu Giallorossich odrobili straty podczas pamiętnego meczu z Barceloną i zameldowali się w półfinale Ligi Mistrzów. Tak znakomite występy nie są rzecz jasna regułą, ale dość dobitnie pokazują, że to klub z potencjałem.
Co więcej, transfer Arkadiusza Milika przy jednoczesnym sprzedaniu do Juventusu Edina Dzeko oznacza, że to właśnie Polak będzie na Stadio Olimpico pierwszym wyborem w formacji napadu. Dzięki temu otrzyma dużo więcej okazji na grę niż w Neapolu, gdzie często musiał dzielić czas spędzony na boisku z innymi atakującymi. Jest to również dużo lepsza opcja od Juventusu, gdzie zapewne byłby zawodnikiem do rotacji, kimś kto miałby wspomagać największe gwiazdy zespołu w postaci Cristiano Ronaldo czy Paulo Dybali. Oczywiście skala klubów jest nieporównywalna, ale to chyba na regularnym graniu w piłkę powinno zależeć piłkarzowi najbardziej.
Równie ważną kwestią w przypadku wyboru nowego klubu były zarobki. Zdaniem włoskich mediów, Milik będzie mógł w Romie liczyć na uposażenie rzędu 4,5 miliona euro, podczas gdy w Lipsku oferowano mu zaledwie 2 miliony. Wybór jest więc oczywisty, szczególnie, że kariera piłkarska nie trwa wiecznie i każdy z grających powinien myśleć o zabezpieczeniu przyszłości.
W takim wypadku dochodzi również argument potencjału ligi i częstszej możliwości rywalizacji z naprawdę ciekawymi rywalami. W Serie A Milika niemal każdego tygodnia będzie czekać walka z takimi drużynami jak Juventus, Inter, Milan, Lazio, Fiorentina czy Napoli, podczas gdy w Niemczech – przy całym szacunku i uznaniu klasy Bundesligi – podobny dreszczyk emocji dostarczają jedynie największe szlagiery, a więc starcia z Bayernem Monachium, Borussią Dortmund, potencjalnie także Bayerem Leverkusen i Borussią M’Gladbach.
Gdyby z kolei mimo tych argumentów szali nadal nie udało się przeważyć na jedną ze stron, to Milik powinien również pomyśleć o komforcie życia. Rzym to w końcu jedno z najpiękniejszych miast świata, a chociaż mówi się, że dla miejscowych potrafi być dość uciążliwy i więcej uroków odsłania przed turystami, to jednak nie sposób go w jakikolwiek porównać do Lipska. Stolica Włoch daje możliwość obcowania z wielowiekową historią, wspaniałą kuchnią i innymi atrakcjami życia, co na pewnym etapie jest przez człowieka bardzo cenione. Lipsk to miasteczko urokliwe, a ten wyścig przegrywa już na starcie.
Czy jest więc coś, co przemawia na korzyść RB Lipsk? Cóż, na pewno fakt, że jest to półfinalista ostatniej edycji Champions League i klub, który zagra w elicie także w kolejnym sezonie. Byki są również klubem stabilniejszymi i mającym konkretną wizję oraz plan na przyszłość. To także w Lipsku pracuje Julian Nagelsmann, którego uważa się za jednego z najlepszych trenerów młodego pokolenia. Pod jego wodzą Milik mógłby zrobić spore postępy i zaprezentować się w oknie wystawowym jakim niewątpliwie jest Liga Mistrzów.
Trzeba jednak wziąć pod uwagę wspomnianą już kwestię poważnych kontuzji Milika, a także fakt, że to już nie jest piłkarz, który dopiero wskoczył do pociągu relacji „poważny futbol”. Być może Lipsk byłby dla niego trampoliną do jeszcze większego klubu i furtką do stania się lepszym piłkarzem, ale przecież AS Roma tym wielkim, choć mającym swoje problemy, klubem jest już dzisiaj. Postawienie na włoską stolicę nie może więc dziwić, wszak wszystkie drogi prowadzą właśnie do Rzymu.