– Zrównaliśmy się punktami z Legią Warszawa i myślę, że walka o tytuł mistrzowski będzie toczyła się do ostatnich minut meczu z Wisłą w Krakowie – mówi napastnik Śląska Wrocław Łukasz Gikiewicz.
– Niepotrzebnie stracony gol spowodował nasze cofnięcie się i nieco nerwową końcówkę – ocenia ostatni mecz z Zagłębiem Lubin piłkarz WKS-u. – Zagłębie dorzuciło swój styl i było ciężko. Cieszymy się, że udało nam się dowieźć ten rezultat do końca. Uniknęliśmy błędów z poprzednich spotkań z Podbeskidziem i Lechią i nie straciliśmy w końcówce gola – podkreśla.
Początek mecz Śląska z Zagłębiem przypominał starcie tych zespołów z jesieni. Wówczas wrocławianie również szybko objęli prowadzenie i do przerwy też wygrywali 2:0. – Trener nam mówił, żebyśmy zagrali tak, jak w Lubinie. Pierwszą połowę kontrolowaliśmy, a w samej jej końcówce jeszcze dobiliśmy rywali golem Mateusza Cetnarskiego – zaznacza Gikiewicz, który asystował przy tym trafieniu. – Można powiedzieć, że wyręczyłem nieobecnego Sebastiana Milę – żartuje piłkarz. – Asystowałem, choć ja jestem od strzelania, nie od asystowania. Dobrze, że Mateusz wykorzystał to podanie – dodaje.
Śląsk zrównał się punktami z Legią i cały czas ma szanse na mistrzostwo Polski. – W końcu coś zaskoczyło w naszym zespole. Zostały dwa mecze – chcemy najpierw pokonać Jagiellonię w najbliższy czwartek. Wydaje mi się, że sprawa mistrzostwa rozstrzygnie się w Krakowie, podczas meczu z Wisłą – kończy napastnik WKS-u.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.