Jeśli ktoś myśli, że podczas sobotniego meczu Barcelony z Espanyolem większość kibiców, którzy włączą telewizory, zrobi to by popatrzeć na Leo Messiego, to się myli. Otóż bohaterem będzie chiński napastnik Espanyolu, Wu Lei.
Jest to drugi piłkarz z tego kraju w historii Primera Division, ale pierwszy, który się do niej nadaje. Po udanym debiucie w meczu z Villarreal i po pierwszym strzelonym golu w starciu z Realem Vallaldolid, w Chinach wybuchło na punkcie Wu Lei szaleństwo nie dorastające wprawdzie procentowo do pięt temu, z jakim mamy do czynienia w Polsce na tle Krzysztofa Piątka, ale i tak istotniejsze liczbowo. Polaków jest bowiem niecałe 40 milionów, a Chińczyków – 1,4 miliarda.
Pierwszy występ Wu Leia oglądało więc 40 milionów Chińczyków. Gol strzelony Valladolid odsłaniany był w internecie na całym świecie czternaście razy częściej niż jakikolwiek gol Messiego z tego sezonu. Odkąd Wu został graczem Espanyolu, o 800 tysięcy osób wzrosły zasięgi klubowych mediów społecznościowych. Chińscy kibice są na każdym treningu Papużek, powiększają frekwencję na RCDE Stadium, zaś dziennikarze z tego kraju będą na derbach stanowili większość. Można domniemywać, że udany występ zawodnika w starciu z Barcą wszystkie te liczby spotęguje.
Mecz, który w Canal+Sport skomentuję wraz z Piotrem Labogą, odbędzie się w sobotę o 16.15. To nieprzypadkowa pora. Odkąd Wu Lei trafił do Espanyolu, spotkania tego zespołu wyznaczane są na tę godzinę, albo na 12.00 bądź 13.00, co oczywiście bierze się z troski o to, by wobec siedmiogodzinnej różnicy czasowej mogli obejrzeć je kibice w Chinach.
Wniosek jest jeden: gdyby Wu Leia nie było, należałoby go wymyślić. Na szczęście się pojawił, a w dodatku naprawdę umie grać w piłkę.
Real Madryt obserwuje pomocnika. To piłkarz z Serie A
Real Madryt monitoruje rynek transferowy w poszukiwaniu wzmocnień na nowy sezon. Na radarze Królewskich znalazł się zawodnik jednego z włoskich zespołów.