Kibice w Rzymie nie mogli się uskarżać na nudę podczas niedzielnego starcia stołecznej Romy z Genoą. Mecz obfitował w gole i zakończył się ostatecznie remisem (3:3)
Edin Dzeko rozegrał dobry mecz, ale Roma zdobyła tylko jeden punkt (fot. Reuters)
W Rzymie chcieli wejść w nowy sezon w dobrym stylu. Mecz na własnym boisku, rywal jak najbardziej w zasięgu, wydawało się więc, że Roma będzie zdecydowanym faworytem do zagarnięcia pełnej puli.
Zaczęło się od mocnego uderzenia, ponieważ już w 6. minucie na listę strzelców wpisał się Cengiz Under, który wpadł z piłką w pole karne, z dziecinną łatwością ograł dwóch rywali i mierzonym strzałem pod poprzeczkę nie dał bramkarzowi żadnych szans na skuteczną interwencję.
Genoa była w stanie szybko odpowiedzieć trafieniem Andrei Pinamontiego, który popisał się nie mniej efektownym uderzeniem i jak się okazało, worek z bramkami rozwiązał się na Stadio Olimpico na dobre.
Jeszcze przed przerwą kibice w Rzymie obejrzeli dwa kolejne gole. Najpierw w roli głównej wystąpił Edin Dzeko, który do asysty przy trafieniu Undera tym razem dorzucił bramkę, ale to wciąż nie był koniec tej strzelaniny. Przed końcem pierwszej połowy w polu karnym Giallorossich faulował Juan Jesus i sędzia wskazał na „wapno”. Do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł Domenico Criscito i na boisku ponownie mieliśmy remis.
Jeśli ktoś myślał, że po przerwie piłkarze zwolnią tempo, ten był w sporym błędzie. Wystarczyło bowiem zaledwie kilka minut po wznowieniu gry, by Roma po raz trzeci w trakcie tego wieczora wyszła na prowadzenie. Swój stempel na tym spotkaniu postawił Aleksandar Kolarov, który świetnie uderzył z rzutu wolnego, a piłka po odbiciu się od poprzeczki spadła już za linią bramkową. Gospodarze ponownie na czele.
Roma trzy razy uciekała, Genoa trzy razy była w stanie dogonić przeciwnika. W 70. minucie dobre dośrodkowanie w pole karne gospodarzy wykorzystał Cristian Kouame, który strzałem głową skierował futbolówkę do siatki.
Rezultat w Rzymie już się nie zmienił, a chociaż kibice na Olimpico zobaczyli aż sześć trafień, to na pewno nie mogli się cieszyć z faktu, że ich pupile wywalczyli zaledwie jeden punkt.
Mecz z wysokości ławki rezerwowych obserwował Filip Jagiełło.
***
Co działo się na innych włoskich boiskach w równolegle rozegranych spotkaniach? Z bardzo poważnej opresji wyszli zawodnicy Atalanty Bergamo, którzy po pół godzinie gry przegrywali już ze SPAL różnicą dwóch goli, by w końcu wziąć się do roboty i nie tylko odrobić straty, ale również wyjść na prowadzenie (3:2).
W meczowej kadrze Atalanty zabrakło Arkadiusza Recy, natomiast po drugiej stronie barykady taki sam los spotkał Bartosza Salamona, który zmaga się z kontuzją mięśniową.
Trzy punkty na swoje konto dopisali piłkarze Torino, którzy pokonali Sassuolo (2:1), a także Brescii, którzy w delegacji okazali się lepsi od Cagliari (1:0). Starcie Verony z Bolonią zakończyło się remisem (1:1).