Przejdź do treści
Wywiad tygodnia z Jackiem Magierą

Polska Ekstraklasa

Wywiad tygodnia z Jackiem Magierą

Nie tylko chciał być, ale i wiedział, że zostanie – kiedyś – trenerem Legii Warszawa. Przeznaczenie dogonił na najtrudniejszym zakręcie stołecznego zespołu w najnowszej historii, ale jednocześnie w momencie, na który fani czekali ponad 20 lat. Jacek Magiera jest przecież raptem drugim Polakiem w historii, który dostąpił zaszczytu poprowadzenia drużyny z Łazienkowskiej w zasadniczej fazie rozgrywek Champions League. Jak czuje się facet, który spełnił największe zawodowe marzenie jeszcze przed 40-tką?

Jacek Magiera zaczął budowanie swojej pozycji przy Łazienkowskiej



rozmawiał Adam GODLEWSKI

Masz jakiekolwiek przygotowanie przeciwpożarowe? Choćby solidny kurs w tym zakresie?

Szkolenie BHP obejmujące również takie elementy to od niedawna wymóg licencyjny. Zgodnie z prawem pracy, odbywałem kursy dotykające również tematyki przeciwpożarowej nie tylko w Legii Warszawa, ale w każdym klubie, do którego rzucały mnie losy. Czyli również Zagłębiu Sosnowiec, Widzewie Łódź i Cracovii. Tak jak każdy inny pracownik – mówi ze śmiechem Jacek Magiera (na zdjęciu). – Dobrze byłoby jednak, żeby w najbliższym czasie takie umiejętności i zdolności nie były mi potrzebne.

Naprawdę nie czujesz się jak strażak, który ma wyciągnąć Legię z tarapatów?

Moja córka uwielbia jednego strażaka – Sama. Od pół roku czytam jej książkę o przygodach tego zucha, i oboje znamy je już na pamięć. W pierwszej kolejności czuję się ojcem Małgosi i Jasia oraz mężem Madzi, to jest moja główna życiowa rola. Zdaję sobie sprawę, że przejąłem zespół w bardzo trudnym momencie, kiedy Legia była na przedostatnim miejscu w tabeli, na pewno jednak w moim podejściu do tego nie było żadnych wątków katastroficznych.

Czy dominowała radość ze spełnienia marzenia, czy jednak może pojawiła się refleksja typu: kurcze, było tyle łatwiejszych momentów, kiedy mogli, a nawet powinni mi dać tę Legię, a z jakiegoś powodu nie dali.

Powiem szczerze, oczywiście zrobiłem rachunek sumienia na własny użytek – wcześniej nie byłem na to gotowy. Nie przekazałbym zawodnikom tyle, ile jestem w stanie obecnie. Miniony rok na wolnym od Legii pozwolił mi złapać niezbędny dystans. To znaczy współpraca cały czas miała miejsce, ale była niewidzialna. Spojrzenie z boku na Motor Lublin jako osoba, która doradzała trenerom, i samodzielna praca w Zagłębiu Sosnowiec uczyniła ze mnie spokojnego człowieka…

… jeszcze bardziej?! Przecież to od zawsze był twój wyróżnik.

OK, niech będzie, bo rzeczywiście zawsze byłem tak odbierany. Zrobiła zatem ze mnie spokojniejszego człowieka, to znaczy takiego, który umie chłodno i analitycznie spojrzeć na detale i potrafi odciąć się od chęci zrobienia wszystkiego naraz. To było mi potrzebne. Gdybym objął drużynę w 2010 roku, to na pewno bym poległ; nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości. Dziś wiem, że sobie poradzę, ponieważ jestem do tego pod każdym względem przygotowany. Mogłem wejść do szatni z pewnością, że przekonam piłkarzy do swoich metod.

I nawet przez moment nie przeszło ci przez głowę, że szkoda Zagłębia?

Oczywiście, że przeszło, bo na pewno szkoda. W Sosnowcu stworzyliśmy świetną ekipę, a jeśli chodzi o szatnię – to takiej fajnej nie widziałem chyba nigdy wcześniej. To znaczy będącej tak za sobą, nakierowanej na wzajemną pomoc, naprawdę przyjaznej dla każdego. Nie zamierzam zatem ukrywać, że nie bez żalu odchodziłem z Zagłębia – właśnie ze względu na tę niepowtarzalną atmosferę.

Jak długo zastanawiałeś się nad ofertą Legii?

Chwilę. Wiedziałem, że do Legii wrócę, ale razem z prezesem Bogusławem Leśnodorskim nie sądziliśmy, że nastąpi to tak szybko. Szacowaliśmy, iż dopiero po pełnej kadencji Besnika Hasiego. Żal było mi Zagłębia, ale wiem też, że na początku drużyna z Sosnowca patrzyła na mnie z dystansem. Wszystko załapało i pojawiła się chemia gdzieś po miesiącu, a wiadomo, że pomogły w tym wyniki. Z kolei zagłębiacy pomogli mi w szybkiej przeprowadzce na Łazienkowską. Nie mam bowiem wątpliwości, że gdyby tak dobrze nie wiodło się mojemu zespołowi w I lidze, szefowie Legii znacznie dłużej zastanawialiby się nad moją kandydaturą.

I nie ma w tobie nawet odrobiny żalu, że już przed sezonem powinna nadejść twoja kolej przy Ł3, gdyż wówczas miałbyś szansę lepiej przygotować zespół i inaczej pokierować transferami?

Nad tym się w ogóle nie zastanawiam, bo nic by to nie dało. Jesteśmy tu i teraz, czasu nie cofniemy, więc nie ma sensu gdybać. Muszę zrobić wszystko, aby wydobyć z każdego członka sztabu Legii sto procent, a przede wszystkim – z każdego zawodnika. Większość chłopaków z Sosnowca, myślę że na poziomie 99 procent, zapytałem, co każdy z nich zrobiłby na moim miejscu po otrzymaniu oferty z Legii. Bez wyjątku odpowiedzieli, że ruszyliby do Warszawy. Dlatego wiem, że mocno mi kibicują. Podczas pożegnalnej kolacji dostałem krawat, i usłyszałem, że miło im będzie, jeśli zobaczą mnie w tym krawacie podczas meczu Ligi Mistrzów. Będzie to bowiem oznaczało, że także dołożyli cegiełkę do tego, że jestem w tym miejscu, w którym aktualnie jestem.

Doczekali się?

Oczywiście. Miałem ten krawat w Lizbonie, założyłem na konferencję, i niczego nie zmieniałem już w tym elemencie garderoby przed meczem z Lechią. A skoro gadżet okazał się szczęśliwy, to będę miał go na sobie bardzo często.

Jesteś drugim po Pawle Janasie Polakiem, który prowadzi Legię w Lidze Mistrzów. I chyba bardzo podobnym człowiekiem do słynnego poprzednika. Równie spokojnym, ale też i takim, któremu złośliwi komentatorzy wytykają porównywalny brak ikry i charyzmy. Zgadasz się na takie analogie?

Jeśli chodzi o brak charyzmy, to jest to słowo bardzo modne ostatnio w moim kontekście, ale wielu spośród tych, którzy go używają, nie ma pojęcia, co w ogóle znaczy. Gdyby Janas nie miał charyzmy, to nie pojechałby na mistrzostwa świata w 1982 roku jako zawodnik, ani nie przeniósłby się do Auxerre, było przecież wielu zdolniejszych od niego. Natomiast właśnie dzięki charyzmie i włożonej pracy doszedł do wszystkiego, co osiągnął. Gdybym z kolei ja nie miał charyzmy, to przez dziewięć i pół roku nie byłbym zawodnikiem Legii, a przez kolejne siedem i pół sezonu nie pracowałbym w sztabie pierwszego zespołu. To tyle na ten temat, więcej nie zamierzam się w ogóle odnosić do tej kwestii, a już zwłaszcza dyskutować z ludźmi, którzy mnie w ogóle nie znają. A czy jesteśmy z Janasem podobni? Tak, z pewnością. Nigdy nie będę ukrywał, że od trenera Janasa bardzo dużo się nauczyłem. To on jako jeden z pierwszych, w olimpijskiej reprezentacji, której byłem kapitanem, dawał mi poprowadzić treningi. Kiedy był rozruch, pomeczowy, czy przedmeczowy, już 20 lat temu mogłem się wykazywać.

Akurat w tamtej młodzieżówce byłeś bardzo ważną postacią. Relacjonowałem każde zgrupowanie i mecz, więc wiem, co mówię.

Oczywiście, byłem ważną postacią i miałem wpływ na to, co działo się wówczas na treningach. I to mnie już przygotowywało do zawodu i powolutku budowało jako trenera. Nie ma zresztą sensu, abym teraz był fałszywie skromny – od zawsze miałem smykałkę do tego fachu. Kiedy miałem szesnaście lat, i debiutowałem w pierwszym zespole Rakowa Częstochowa – wtedy występującego w drugiej, czyli obecnej pierwszej lidze – w meczu z Wartą Poznań, już prowadziłem rozgrzewkę. I nikt nie miał pretensji, że młody się panoszy, tylko każdy wykonywał karnie wszystkie polecenia. Do roli pierwszego trenera przygotowywałem się bardzo długo i starannie. Już jako zawodnik, potem członek sztabu, a także ekspert telewizyjny. To ważne, bo komentując mecze najlepszych europejskich drużyn miałem możliwości obserwowania treningów Sevilli czy Liverpoolu, które wiele mi dały. Podobnie jak analizy taktyczne w trakcie finałów ostatnich mistrzostw Europy, które przeprowadzałem na żywo. Zobaczyłem sporo rozwiązań, które podczas meczów przelatują mi z różnych szufladek po głowie i pomagają podejmować decyzje. Jako pierwszy trener chcę zarządzać zasobami ludzkimi i nadzorować pracę, którą wykonywać będą moi współpracownicy, na których bardzo liczę. Także w trakcie meczów, gdy dwójkę specjalistów zawsze deleguję na górę, żeby z wysokości 30 metrów oglądali spotkanie i w przerwie dzielili się spostrzeżeniami, które z tej wysokości często pokrywają się z moimi, ale czasami – bardzo różnią. Co miało miejsce choćby w Lizbonie, gdzie z perspektywy ławki widać było wcale niedużo.

Idziesz drogą wytyczoną przez Janasa? Legia, potem młodzieżówka i pierwsza reprezentacja. Nie oszukujmy się – praca w stołecznym klubie promuje. Choć tylko dobrych i opromienionych sukcesami.

Halo, halo – spokojnie. Nic na ten temat nie mówimy, ja absolutnie nie chcę być postrzegany jako butny gość. Zamierzam pokornie pracować, ponieważ to jedyna słuszna droga. Nie ukrywam jednak, że w 1998 roku podczas sławetnego wyjazdu integracyjnego z drużyną Legii podczas kadencji trenera Jerzego Kopy wypisałem wszystkie cele, które chcę zrealizować. W zajęciach z NLP, czyli programowania neurolingwistycznego, uczestniczyło nie więcej niż jedna trzecia zespołu, ale kto się zdecydował – mógł naprawdę wiele skorzystać. W finale trzeba było się określić, co każdy z nas chce osiągnąć jako człowiek, jako mężczyzna. W życiu prywatnym i zawodowym. Swoją kartkę zachowałem do dziś i nie ukrywam, że cieszę się, bo z dziesięciu punktów – wypisywaliśmy po pięć w obu dziedzinach – po kilka już zrealizowałem…

… jesteś ojcem Jasia i Małgosi, zostałeś pierwszym trenerem Legii. Przynajmniej jednak w sferze zawodowej to nie był szczyt szczytów…

… ujmijmy to w ten sposób, że są cele, do których jeszcze nie dotarłem i szczyty, których nie zdobyłem. Będę oczywiście o nie walczył, ale uczciwie.

Wspomniałeś o roli sztabu. Masz zaufanie do współpracowników? Byłeś częścią kilku rozdań szkoleniowych w Legii, ale zdarzyło się i tak, że pierwszy trener starał się mocno cię marginalizować, wręcz odsuwać. Masz już skompletowane grono ludzi, na których będziesz mógł oprzeć pracę pierwszego zespołu?

Poza jedną osobą, której zatrudnienie wymuszają częste wyjazdy, wszystkie inne etaty są już obsadzone. Drugim trenerem jest Aleksandar Vuković, natomiast trenerem asystentem Geert Emmerechts, który jako piłkarz rozegrał ponad 300 meczów w belgijskiej ekstraklasie, a na Łazienkowską trafił wraz z trenerem Hasim, bardzo doświadczony szkoleniowiec. Od przygotowania fizycznego są ludzie, którzy pracowali wcześniej w akademii, Sebastian Krzepota i Piotr Zaręba, jest dwóch trenerów bramkarzy, dwóch analityków, czterech fizjo, dwóch doktorów, magazynierzy i kierownik drużyny.

Jesteś pewny, że nikt w tym gronie nie będzie mówił: skuś baba na dziada?

Generalnie ufam ludziom, natomiast stuprocentowej gwarancji nikt nie da. O ile Vuko znam od 2001 roku, graliśmy razem przez wiele sezonów, współpracowaliśmy także, kiedy odszedłem już ze sztabu, o tyle Geerta widziałem pierwszy raz, kiedy Legia przyjechała do Sosnowca na rozruch przed meczem z Górnikiem Zabrze. I tam zamieniliśmy dosłownie kilka słów, nie wiedząc, że za niecały miesiąc będę jego szefem. Do rozmów o kształcie sztabu wrócimy jeszcze po zakończeniu rundy, bo tak umówiłem się zarówno ze współpracownikami, jak i właścicielami klubu. Analityków jeszcze kształtujemy. To młodzi ludzie, a młodość ma to do siebie, że chciałaby przekazać nawet 70 informacji w minutę. Dlatego to ja decyduję, które wiadomości, maksymalnie dwie, trzy, są ważne i powinny trafić do zawodników. Inaczej się nie da, przecież całej butelki wody nie uda się zmieścić naraz w małej szklaneczce.

Jak wyglądali piłkarze pod względem motorycznym w momencie przejęcia przez ciebie zespołu? Pytam, ponieważ słyszałem od kompetentnej osoby, że w porównaniu z innymi kadrowiczami na zgrupowaniu przed meczem z Kazachstanem wyniki badań legionistów znacząco i niekorzystnie odbiegały.

Dopiero w tej chwili badamy zawodników, korzystając z przerwy na reprezentację. Oczywiście tych, którzy zostali, bo Michał Pazdan, Tomek Jodłowiec, Waleri Kazaiszwili, Nemanja Nikolić, Kasper Hamalainen i kilku innych wyjechało na zgrupowania drużyn narodowych. Mecz w Lizbonie odbył się po dwóch jednostkach treningowych, ale już przed poprzedzającym spotkanie ze Sportingiem starciem z Wisłą Kraków byłem na telefonie z Vuko. Przegadaliśmy cały mikrocykl, chwilę poświęciliśmy także personaliom, natomiast faktyczną pracę zacząłem dopiero w niedzielę od rozruchu. Dotąd miałem czas głównie na rozmowy, na integrację, na prezentację mojego pomysłu na grę, niż pracę na boisku. Zmieniłem sposób poruszania się zawodników po boisku, ponieważ na Sporting od początku chciałem wyjść wysoko. Po to, żeby pokazać, że nie jesteśmy chłopcem do bicia. I przynajmniej po części to się udało. Staraliśmy się łapać pewność siebie przez kombinacyjne budowanie akcji, co zaprocentowało w meczu z Lechią. O tym możemy dyskutować. Wyników badań nie znam, więc nie będę ich komentował.

Zapytam przewrotnie – miałeś pretensje o brak skuteczności do zawodników po wygranym efektownie meczu z Lechią?

Nie tyle pretensje, co uwagi, że w pierwszej połowie mieliśmy obowiązek strzelić trzy gole. Nawet jeśli Milinković-Savić dokonywał cudów bramce. W końcu jednak bramka padła, a zwycięstwo było przekonujące. Poprosiłem chłopaków, żeby cieszyli się maksymalnie dwa dni, a potem wracali do kieratu, bo nawet na chwilę nie możemy się zdrzemnąć, nawet przez moment.

Czerpiesz siłę szkoleniową z akademii. Podobnie będzie z zawodnikami? Czy jednak jest to, jak mówił Stanisław Czerczesow, przedszkole?

Będziemy wprowadzać jednostki, nie całą falę naraz. Pod względem fizycznym i motorycznym, a także obycia piłkarskiego różnica jest zbyt duża, żeby silić się na takie eksperymenty. Przede wszystkim trzeba jednak postawić pytanie, jak definiujemy młodego zawodnika? Czy mamy na myśli 17-latka, czy 23-latka. Osobiście debiutowałem w ekstraklasie w wieku 17 lat, więc wychodzę z założenia, że piłkarz pięć lat starszy powinien mieć solidną dawkę rozegranych meczów o poważne stawki. Będę chciał dawać szansę młodym, ale priorytetem jest poukładanie spraw pierwszej drużyny. Na pewno nie będzie tak, że młody wiek będę traktował jako atut, zwłaszcza jedyny, zawodnika. Mam serce do akademii, wraz z Maćkiem Murawskim i Jackiem Bednarzem byliśmy współzałożycielami Młodych Wilków w Legii, i nie bez satysfakcji w Lizbonie wpuściłem na boisko totalnego wychowanka klubu, który był na pierwszym treningu sekcji młodzieżowej, którą współtworzyliśmy. Na pewno jednak młodzież będzie musiała na wszystko zapracować, nic nie przyjdzie za darmo. Po dobrych występach w drugim zespole, minuty w pierwszym najlepsi będą dostawać dla dodatkowego bodźca. Marchewka też jednak będzie przyznawana zgodnie z zasadami. Dziś juniorzy mają w Legii zapewnione dosłownie wszystko, począwszy od kucharza, który przygotuje im zdrowe i odpowiednio zbilansowane posiłki, czyli lepsze warunki niż ja jako senior przez całą karierę. Dlatego muszą mieć chęci i jasno sprecyzowane wymagania, którym powinni starać się sprostać.

Masz poczucie, że zawodnicy pierwszego zespołu zagrali dla ciebie?

Tak. Wystawiając piłkarzy w Lizbonie i później przeciw Lechii kierowałem się jasnym kryterium – przeświadczeniem, że stawiam na tych, o których wiem, że będą umierać dla Legii w tym spotkaniu. Pracowałem z wieloma legionistami już wcześniej, z innymi szczerze porozmawiałem i za Rzeźnika, Malarza, Beresia, Hlouska, Czerwińskiego, Jodłę, Guilherme, czy Hamalainena – który kiedy dowiedział się, że zagra, od razu złapał inną pewność siebie – mogłem ręczyć w stu procentach.

Kiedy przed jednym z treningów zaleciłeś piłkarzom oznaczenie słabszych nóg kolorowymi skarpetami, po to, żeby grali tylko nimi, nie obawiałeś się, że znajdą się tacy, którzy wskażą w ten sposób obie kończyny?

Nie. Praktykowałem takie ćwiczenia nie tylko w Zagłębiu Sosnowiec, ale już wcześniej w drugim zespole Legii – po to, żeby zbudować pewność siebie u piłkarzy. Skoro bowiem tak obiecująco są w stanie zagrać słabszymi nogami, to co może się wydarzyć, jeśli dołożą te lepsze?! To w ogóle bardzo ważne, aby piłkarz nie bał się kopać obiema nogami. W ligowej karierze strzeliłem 25 goli, z czego cztery – lewą nogą. Zrobiono medialną sensację z tamtych zajęć, tymczasem to był normalny trening dwa dni przed meczem, który nie mógł być zbyt mocny.

Jednym z twoich pierwszych posunięć było przesunięcie Odjdji-Ofoe do przodu. I okazało się, że on – jeśli jest dobrze ustawiony – umie grać na bardzo wysokim poziomie. Dużo będzie takich wolt?

Zobaczymy, w przypadku Vadisa też zareagowaliśmy na konkretną sytuację. Odjidja w Lizbonie miał utrzymywać się przy piłce, to bowiem potrafi robić bardzo dobrze, dlatego został ustawiony wyżej. Natomiast jest to piłkarz, który doskonale poradzi sobie nie tylko na dziesiątce, ale również na szóstce i ósemce, a w końcówce meczu z Lechią występował z powodzeniem także na jedenastce. Wie, że ma dużo swobody, ale w pierwszej kolejności musi wykonywać założenia.

Kazaiszwili poznał już imiona kolegów?

Nawet nie pytałem. Był z nami w Lizbonie, ale usiadł na trybunach, bo nie widziałem go wcześniej w żadnym meczu. Jest ambitny, ale musi mnie przekonać na treningach, że może być graczem pierwszego wyboru. Wchodząc na boisko w meczu z Lechią, pokazał spore umiejętności indywidualne, ale chciałbym, żeby grał nie tylko indywidualnie, ale i zespołowo. Musimy przede wszystkim tworzyć kolektyw, solowe rekordy może i są interesujące, lecz tylko wówczas, kiedy biega się na 100 metrów. W piłce nożnej, żeby osiągnąć sukces, trzeba współpracować.

W jakim języku komunikujesz się z zawodnikami?

Różnie. W szatni językiem obowiązującym jest polski. Są oczywiście ludzie, którzy tłumaczą. Nie powiem, że o obróbce skrawaniem będę rozmawiał po angielsku, gdyż na tyle nie znam tego języka. Owszem, dogaduję się w podstawowych kwestiach, ale przy poważniejszych rozmowach indywidualnych prosiłem o pomoc Konrada Paśniewskiego, kierownika zespołu. Intensywnie przypominam sobie zarówno angielski, jak hiszpański, który miałem opanowany w dobrym stopniu, ale w ostatnich latach nie używałem. Dwa razy w tygodniu o siódmej rano chodzę na lekcje. Nie zmienia to jednak faktu, że docelowo wszyscy piłkarze dostali zalecenie, żeby komunikować się po polsku. Obcokrajowcy mają się uczyć, pół roku to czas, który wystarcza do przyswojenia języka w stopniu pozwalającym na funkcjonowanie w szatni i na boisku. A Legia jest polskim klubem, który ma polską szatnię. Mogą mówić śmiesznie, początkowo nawet bez sensu, bo to także buduje atmosferę, i pozwala piłkarzom otwierać się na siebie, ale muszą to robić, muszą próbować. Szatnia piłkarska jest specyficzna – kiedy trzeba, mocno pracujemy, ale jest też czas na wspólne żarty, nikt nie przychodzi tu przecież pod krawatem.

Rzeźniczak czy Radović mogą, z racji stażu i wieku, liczyć u ciebie na specjalne traktowanie?

Nigdy nie miałem z żadnym z nich problemów, i nie zamierzam ich szukać. Taryfy ulgowej mieć jednak nie będą żadnej, nawet Kuba, który jest jedynym zawodnikiem, z którym kiedyś grałem. Na treningu mówi do mnie: per trenerze, jak każdy. Poza boiskiem ma wybór, ale chyba cały czas mówi trenerze, to normalny chłopak. Tylko kiedy kilka lat temu pojechaliśmy razem na urlop, mówił mi po imieniu, ale trudno, żeby z siebie albo ze mnie robił oszołoma. Wychodzę zresztą z prostego założenia, że to, w jaki sposób do kogoś się zwracasz, wcale nie jest wyznacznikiem szacunku. Może przecież mówić: panie docencie habilitowany, a mieć delikwenta głęboko w… Wiadomo gdzie. Szacunek buduje się w inny sposób.

A Rado? Nie jest tajemnicą, że u Macieja Skorży rzucił kiedyś butami o ścianę i nie wyszedł na drugą połowę.

Pamiętam tę sytuację, w meczu ze Śląskiem Wrocław przy Łazienkowskiej.

I?

I wychodzę z założenia, że Rado jest teraz o sześć lat starszy. Czyli znacznie dojrzalszy, bo wiek odgrywa istotną rolę. Miałem z Mirkiem tylko jedno spięcie, w 2007 roku, kiedy nie chciał biegać interwałów. Skończyło się po sekundzie, i od tamtej pory nie mieliśmy już żadnych problemów. Powiedziałem wówczas co sądzę na temat jego podejścia i później już zawsze było OK. Nie wiem, czy mi to pamięta, ale chyba nawet nie chcę, żeby sobie przypominał.

Wyobrażasz sobie, żeby ktoś w twoim zespole w przerwie rzucił butami o ścianę?

Nie, mam inną wizję prowadzenia zespołu. Nie przechodzi mi przez myśl, że zawodowiec mógłby tak się zachować, nawet pod wpływem wzburzenia i emocji. Piłkarz powinien przecież wyżywać się na boisku. Gdyby jednak doszło do takiej sytuacji, wiedziałbym jak zareagować.

A gdzie ty się wyżywasz? Masz opinię niezwykle ułożonego w pracy.

I niech tak zostanie. Piłkarze wiedzą, jaki jestem naprawdę. Rozmawiam z nimi w każdej sytuacji, w podróży, przy posiłkach, a jeszcze więcej wyczytuję czyniąc obserwacje. Z mimiki twarzy, z wyrazu oczu. Po tygodniu wspólnej pracy już wiem, nawet nie zamieniając słowa, kto jest wesoły, a kto się smuci. Bo dużo widzę. Jeśli oni również, to wiedzą, czego się po mnie spodziewać.

Kto będzie – wzorem Jacka Magiery z lat poprzednich – wyłapywał patologie, pod agencjami towarzyskimi albo w kasynach, w zespole Legii?

Świadomość jest najważniejsza, zawsze powtarzam, że nie jest sztuką bawić się w trakcie kariery – prawdziwą sztuką jest bawić się po czterdziestce, dlatego nie lubię bałaganu w szatni. Bo w bałaganie nic dobrego się nie urodzi. Najpierw trzeba zrobić porządek wokół siebie, pozamiatać, a dopiero potem brać się za poważną pracę. Teraz to Aco Vuković przejął rolę wychowawcy, ale zawodników młodych, których trzeba jeszcze kształtować jest w tym momencie w pierwszym zespole Legii trzech. I raczej nie sprawiają problemów.

Czyli wśród starszych legionistów nie zaobserwowałeś skłonności do patologii?

To są dorośli ludzie, którzy sami za siebie odpowiadają. Nie mam żadnej wiedzy na ten temat, i niczego niepokojącego dotąd nie zauważyłem.

O co tak naprawdę grasz w tym sezonie?

O jak najlepszy wynik. Chcę, żebyśmy wygrywali. Na koniec rundy chciałbym uzbierać najwięcej punktów jak to możliwe, ale nawet nie wiem, ile kolejek pozostało jesienią do rozegrania. W głowie mam jeszcze zakodowany terminarz Zagłębia Sosnowiec, legijnego jeszcze się nie nauczyłem.

To frazesy. Do Legii nie przychodzi się zdobywać wicemistrzostwa.

Oczywiście, że nie. Nikt mi jednak konkretnego celu nie postawił. I trudno, żeby tak było, skoro w momencie, w którym przejąłem zespół strata do pierwszej drużyny w tabeli była dwucyfrowa. Dlatego po prostu wymagam, żeby piłkarze dzień meczu traktowali jak czerwoną kartkę w kalendarzu. To za każdym razem ma być święto. Dla nich i kibiców. Mecze ligowe są bardzo ważne, dają przecież szansę obrony tytułu mistrza Polski, która z kolei otwiera możliwość gry w europejskich pucharach. Nie powiem jednak, że Liga Mistrzów jest nieważna. Za chwilę gramy z Realem Madryt i nie mam wątpliwości, że każdy piłkarz w Polsce chciałby być na naszym miejscu. Musimy stawiać sobie konkretne cele – zdobyć gola, zremisować, a nawet wygrać mecz w tych rozgrywkach. I właśnie tak postępujemy.

Wyobrażasz sobie w ogóle, że Legia mogłaby nie obronić tytułu?

Nie myślę o tym. Mamy cele krótkofalowe, w zasięgu wzroku, i długofalowe – w podświadomości. Czyli tak naprawdę na dziś koncentruję się na tym, żeby tak przygotować zespół, aby wygrać w Szczecinie. Dopiero potem przyjdzie czas na rozmyślanie o Realu.

Mecz w Polsce z Królewskimi będzie świętem, a nie stypą, rozgrywaną bez udziału publiczności?

Może nie tyle liczę na to, bo nie mam żadnego wpływu na decyzje drugiej instancji w UEFA, co chciałbym, aby był wielkim świętem. Przecież Królewscy tylko trzykrotnie w pucharach stawali na drodze polskich zespołów. Jesienią 1988 roku, kiedy to Górnik Zabrze mierzył się z Realem, byłem na Stadionie Śląskim w Chorzowie, siedziałem za bramką, na którą gola strzelił Hugo Sanchez, a potem zrobił swojego słynnego fikołka. Pamiętam, że w rewanżu było 2:3, a Piotr Jegor strzelił w Madrycie gola z prawie połowy boiska. To były wielkie wydarzenia dla polskiego futbolu, teraz może – a w zasadzie powinno być – identycznie.

Kibice zgotowali ci iście królewskie przywitanie w Warszawie. Spodziewałeś się, że tak będzie?

Nie, była to niezwykle miła niespodzianka. Tak naprawdę jednak dotarła do mnie już po meczu. W trakcie gry byłem wyłączony. Skoncentrowałem się na tym, żeby piłkarze podnieśli głowy, a do drużyny wróciły chęć i jakość – aby nadal nie grali jakoś, tylko żeby w naszych poczynaniach była jakość. To „ć” robi wielką różnicę.

I jak oceniasz – wróciły?

Radość z gry na pewno. Guilherme cieszył się wraz z kolegami z goli wbijanych Lechii jak za najlepszych lat zespół, w którym sam grałem.

Jan Urban zabierał piłkarzy Legii na lampkę wina, żeby przełamać kryzys. Ty nie zastosowałeś podobnego zabiegu. Nie lubisz wina?

Lubię. Z alkoholi – nawet najbardziej. Tylko nie uznałem tego za konieczne, a poza tym nigdy nie piję w pracy. Tu muszę być skupiony na obowiązkach. Zawodowcem jest się przez jedenaście miesięcy, przez dwanaście się nie da, bo człowiek zgłupieje. Dlatego jestem zwolennikiem poluzowania w przerwie świątecznej, a nawet letniej.



Wywiad ukazał się w najnowszym numerze Tygodnika „Piłka Nożna”

Możliwość komentowania została wyłączona.

Najnowsze wydanie tygodnika PN

Nr 28/2026

Nr 28/2026

Polska Ekstraklasa

Z Arsenalu do Cracovii. Młody pomocnik przy ul. Kałuży

Cracovia tego lata nie jest specjalnie aktywna na rynku transferowym, skupiając się głównie na ściąganiu młodych i perspektywicznych piłkarzy. Kolejny z nich właśnie zawitał przy ul. Kałuży.

2024.05.19 Krakow
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
N/z Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Foto Mateusz Sobczak / PressFocus

2024.05.19 Krakow
Football Polish League PKO Ekstraklasa season 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Credit: Mateusz Sobczak / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie! Górnik Zabrze z kolejnym transferem!

Nowy obrońca melduje się w Zabrzu. Maximilian Dietz podpisał kontrakt z triumfatorem Pucharu Polski!

2026.05.23 Zabrze
Pilka nozna PKO BP Ekstraklasa Sezon 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
N/z Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Foto Marcin Bulanda / PressFocus

2026.05.23 Zabrze
Football Polish PKO BP Ekstraklasa League Season 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Credit: Marcin Bulanda / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Reprezentant Polski zmienia klub! Zostały już tylko formalności!

Związany z Górnikiem Zabrze Kryspin Szcześniak będzie miał nowy klub. Według mediów, zawodnik zmieni barwy, ale pozostanie w PKO BP Ekstraklasa.

2025.11.13, Warszawa 
Pilka nozna, Reprezentacja Polski 
Trening przed meczem Polska - Holandia 
N/z Kryspin Szczesniak 
Fot Rafal Oleksiewicz / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Cztery sygnały po Superpucharze. Jaki Lech przystępuje do sezonu?

Po raz pierwszy od dekady i siódmy w historii Lech sięgnął po Superpuchar Polski. Na podstawie spotkania o najmniej prestiżowe z krajowych trofeów trudno o daleko idące wnioski, natomiast pewne sygnały przed przystąpieniem do gry o Champions League zostały przez Kolejorza wysłane.

2026.07.16 Poznan
Pilka nozna Superpuchar polski
Lech Poznan - Gornik Zabrze
N/z Mikael Ishak gol radosc bramka
Foto Pawel Jaskolka / PressFocus

2026.07.16 Poznan
Football Polish Supercup 
Lech Poznan - Gornik Zabrze 

Credit: Pawel Jaskolka / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie: Cracovia przedłużyła kontrakt i wypożyczyła zawodnika

Bartosz Biedrzycki podpisał nową umowę z Cracovią. Jednocześnie Pasy postanowiły wypożyczyć 23-latka do pierwszoligowej Odry Opole.

2025.08.03 Krakow
Pilka nozna , PKO BP Ekstraklasa sezon 2025/26
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
N/z Bartosz Biedrzycki
Foto Krzysztof Porebski / PressFocus

2025.08.03 Krakow
Football Polish top league , 2025/2026 season
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
Bartosz Biedrzycki
Credit: Krzysztof Porebski / PressFocus
Czytaj więcej