Przejdź do treści
Wywiad Tygodnia z Maciejem Wandzelem: Szkoda, że nie gramy do jednej bramki

Polska Ekstraklasa

Wywiad Tygodnia z Maciejem Wandzelem: Szkoda, że nie gramy do jednej bramki

Miniony tydzień zaczął się w polskim futbolu od sporej niespodzianki. Prezes PZPN Zbigniew Boniek był pewien, że trzecie podejście do zmian w statucie federacji wreszcie przyniesie długo oczekiwany sukces, tymczasem poniósł najbardziej spektakularną porażkę w obecnej kadencji. Twarz zwycięskiej opozycji dał przewodniczący Rady Nadzorczej Ekstraklasy SA, Maciej Wandzel, z którym rozmawialiśmy, gdy pozjazdowe emocje już opadły.

ROZMAWIAŁ ADAM GODLEWSKI

– Co się stało na walnym zgromadzeniu PZPN, dlaczego kluby profesjonalne obaliły nowelę statutu?
– Nie ukrywam, że jestem zdziwiony, iż istotna, ale wcale nie najistotniejsza, sprawa dla polskiego futbolu wzbudziła tak wielkie zainteresowanie mediów. Zapewne wpływ na to miał kontekst personalny i emocjonalne wypowiedzi, które towarzyszyły zjazdowi. Tygodnik „Piłka Nożna” jest czasopismem branżowym, więc zgodziłem się na wywiad, natomiast od niedzieli (rozmawialiśmy w sobotę – przyp. red.) sprawę definitywnie zamykam; nie będę poświęcał temu tematowi więcej czasu – zastrzegł na wstępie Wandzel, który jest również współwłaścicielem Legii Warszawa. – Statut jest konstytucją związku, najważniejszym aktem prawnym, który raz na kilka lat reguluje na nowo pewne sprawy istotne także dla klubów. Jednym z takich punktów była tym razem możliwość istnienia lub nieistnienia osiemnastozespołowej ekstraklasy. Projekt dostaliśmy dwa dni przed wigilią, a metę konsultacji wyznaczono na 12 stycznia, czyli chwilę po powrocie większości z nas z wakacji. Nie byliśmy zadowoleni z zaproponowanego trybu, a nawet byliśmy bardzo niezadowoleni, zwłaszcza że – powiedzmy sobie szczerze – takich rzeczy nigdy nie robi się przypadkiem. W okresie wakacji trudno o poważną pracę, wiele osób jest nieobecnych. Niemniej jednak delegowaliśmy najlepszych prawników z klubów do zespołu roboczego, który sformułował istotne dla nas poprawki, a następnie zostały one wysłane do PZPN. Prezes Zbigniew Boniek wykazał się wówczas pewną otwartością, ponieważ zezwolił na spotkanie naszego zespołu z Komisją Statutową, do którego doszło 26 stycznia. Wydawało się, że doszło wówczas do konsensusu, ale kilka dni później, konkretnie 1 lutego, okazało się, że do delegatów na zjazd rozesłano projekt, który znacząco nie korespondował z poczynionymi ustaleniami. Dowiedzieliśmy się o tym post factum z rozesłanego projektu. Mieliśmy wrażenie, że rozmowy, na które zostaliśmy zaproszeni, były procesem fikcyjnym. I to wywołało frustrację po naszej stronie. Uznaliśmy wówczas proces negocjacji za zakończony, o czym i z kim mieliśmy potem rozmawiać skoro nasza inicjatywa została odrzucona? Co więcej ostatnio mniej więcej w ten sam sposób wygląda współpraca z nami w wielu innych kwestiach. Skoro mleko się wylało, to nie będę tego ukrywał.

– Pojawiła się idea, aby rozszerzyć ligę już od sezonu 2016-17?
– Chcieliśmy zagwarantować sobie taką możliwość, ale na pewno w tego typu reformach potrzebne są okresy przejściowe. Najbliższy sezon był raczej wykluczony, za to następny – potencjalnie możliwy. Niestety, ta sprawa jest powiązana ze statutem w sferze, która określa pulę mandatów przysługujących klubom na zjeździe. A popełniono w tym względzie błąd niby techniczny, ale absurdalny. To znaczy liczba zespołów mogłaby zostać zwiększona do 18, natomiast dysponowałyby w dalszym ciągu 32 mandatami. Czyli na każdego uczestnika rozgrywek ekstraklasy przypadałoby słynne już 1,77 mandatu. A to uniemożliwiało odpowiedni rozdział, co spowodowałoby, że każdy kolejny zjazd mógłby zostać uznany za nieważny, gdyż statut zostałby obarczony wadą prawną, mógł być wręcz nie zaakceptowany przez ministra sportu. Tymczasem kluby powinny mieć zapisane 36 mandatów, czyli po dwa, co zwiększało jednak naszą pulę głosów na zjeździe z 27 do 29 procent. Kompletnie jednak nie o to nam chodziło, zatem proponowaliśmy aby zwiększyć proporcjonalnie pulę głosów także dla związków wojewódzkich, czyli zmienić liczbę delegatów na zjazd, aby parytety zostały utrzymane. Tyle że z przyczyn, których do dziś nie rozumiem, pan prezes nie chciał doprowadzić negocjacji w tej sprawie do końca. Najprawdopodobniej nie był w stanie dogadać podziału tych 6 mandatów w gronie działaczy związków wojewódzkich. I z tego powodu stworzono kompletnie niepoważną regulację. Na marginesie dodam, że w ogóle nasz postulat polegał na odejściu od regulowania statutowo liczby klubów ekstraklasy. Statut PZPN nie jest właściwym dokumentem do określania tego typu rzeczy. To powinna być wspólna decyzja klubów i zarządu związku.

– Czyli to ze strony Bońka nie było woli na kompromis?
– W przeddzień zjazdu okazało się, że rzekomo stworzono możliwość rozszerzenia ligi, ale – co prezes powiedział otwarcie – w tym celu istniałaby konieczność przeprowadzenia jeszcze jednego zjazdu statutowego, najprawdopodobniej w październiku. Czyli stworzono fikcję, a zaproponowane zapisy nie kreowały nawet możliwości prac z naszej strony nad zwiększeniem liczby zespołów występujących w ekstraklasie. Potem zarzucono nam, że głosowaliśmy przeciw własnemu postulatowi dotyczącemu rozszerzenia rozgrywek, tymczasem tak wcale nie było. Głosowaliśmy kompleksowo przeciwko nieprzygotowanej do końca i w sumie bezsensownej regulacji.

– Ważnym postulatem było również wprowadzenie przedstawiciela klubów zawodowych z automatu na stanowisko wiceprezesa związku bez konieczności poddawania się wyborczej weryfikacji.
– Owszem, bo obowiązujący dziś dwustopniowy system jest reliktem przeszłości. Razem z pierwszą ligą rekomendujemy kandydata na wiceprezesa PZPN i jednego członka zarządu, a potem muszą oni uzyskać jeszcze poparcie ponad połowy delegatów głosujących na zjeździe. Czyli nasi łącznicy ze związkiem, którzy potem reprezentują interesy klubów na forum związku, muszą najpierw zostać ostemplowani przez przedstawicieli związków wojewódzkich. Uznaliśmy więc, że skoro już zmieniamy statut, to powinniśmy zrezygnować z rozwiązań, które są nieprofesjonalne i zachęcają do prowadzenia polityki. Dodam, iż również chcieliśmy zlikwidować zasadę, że kluby głosują nad wiceprezesem ds. piłki amatorskiej. To powinna być suwerenna decyzja prezesów związków wojewódzkich, których znaczenie dla PZPN szanujemy, i z którymi chcemy współpracować.

– Tyle że to jest sprawa polityczna, a przy okazji klarowna – Boniek nie chce Wandzela wśród wiceprezesów PZPN i broni się przed tym wszelkimi dostępnymi metodami.
– Proszę o takie kwestie pytać pana prezesa Bońka, mnie nawet trudno to skomentować. Rozumiem jednak, że przy pewnej dozie dociekliwości można pokusić się i o taką interpretację zdarzeń na zjeździe. Nam chodziło jednak właśnie o to, aby właśnie uniknąć interpretacji i podtekstów. Kluby powinny mieć w zarządzie takich przedstawicieli jakich w danym momencie wybiorą. Nie chcieliśmy, aby zostawało pole do spekulacji, chcieliśmy normalności.

– A czy to jest normalne, że dziś Ekstraklasa SA ma de facto martwego przedstawiciela w zarządzie związku? 3,5 roku temu został nim Bogusław Biszof, ówczesny prezes spółki, który jednak dziś nie ma już z jej strukturami żadnych związków.
– Oczywiście, że nie jest to zdrowe. Nie chcę w tym momencie kierować nawet pół złego słowa pod adresem Bogusława, którego lubię i cenię, bo był bardzo dobrym prezesem spółki, ale dziś nawet dla niego status wiceprezesa nie jest komfortowy. Gdyby jednak zrezygnował, zarząd PZPN przestałby istnieć. Po zakończeniu jego kadencji rok temu powinniśmy zebrać się z kolegami z pierwszej ligi i wybrać następcę i właśnie to byłaby normalność.

– Czyli przyznaje pan, a właściwie to już przyznał, że mimo iż obaliliście nowelę, zmiana statutu jest konieczna. A nawet niezbędna dla normalnego funkcjonowania związku.
– Absolutnie zgadzamy się z tą koniecznością. Dlatego jak tylko opadnie kurz, popatrzymy jak wszyscy aktorzy tego dramatu będą się zachowywać. Jeśli w sposób normalny i kompetentny, to już za kilka dni wyjdziemy z inicjatywą, aby zaproponować w najbliższym czasie małą nowelizację statutu, jeszcze przed zjazdem październikowym. Czyli przegłosować poprawki dotyczące kilku najbardziej istotnych kwestii. Natomiast statut napisany od nowa, od podstaw, powinien powstać już na spokojnie i bez pośpiechu w następnej kadencji władz PZPN, pod kierunkiem nowej Komisji Statutowej.

– Wasze minipoprawki będą istotnie różnić się od noweli zaproponowanej przez prawników PZPN, którą storpedowaliście?
– Zakres zmian będzie znacznie węższy, ponieważ nie ma teraz sensu regulować kwestii, które nie są palącymi potrzebami albo budzą kontrowersje. A w miarę palące teraz są tylko dwie. Pierwsza to dostosowanie statutu do ustawy o sporcie w punkcie zabraniającym członkom zarządu bycia delegatami na zjazd, co jest absurdalne. Druga dotyczy funkcjonowania związkowych organów jurysdykcyjnych, których wyroki nie są teraz respektowane przez FIFA i CAS. A być powinny. Te dwie kwestie upadły jako skutek uboczny wydarzeń na ostatnim zjeździe i warto to zmienić. Wszystkie inne zapisy mogą poczekać do czasu po październikowych wyborach. Zgadzam się z prezesem – możemy żyć ze starym statutem. Bez małej nowelizacji też.

– Pytanie tylko, czy będziecie mieli partnera do rozmów, bo kuluary aż huczą, że prezes Boniek emocjonalnie zareagował na porażkę w głosowaniu. Najpierw wyrzucił prezesa Ruchu Chorzów Dariusza Smagorowicza z obiadu dla zarządu, a w noc pozjazdową wysyłał do opozycjonistów obraźliwe SMS-y i groził zemstą.
– Nie będę się publicznie odnosił do tych wydarzeń. Ze względu na interes związku i mój szacunek do urzędu prezesa. Powtórzę natomiast, że my zrobiliśmy absolutnie wszystko, aby uniknąć publicznego sporu. Rano przed zjazdem wysłałem maila do pana prezesa, w którym poprosiłem, żeby bez względu na prognozowany wynik głosowania, do niego nie doszło. Bo to nie jest mecz, a ucierpi wizerunek polskiej piłki. Nalegałem, aby ogłosić dwutygodniową przerwę w zjeździe, albo zwołać następny, powiedzmy miesiąc później. Niestety, prezes nie uznał moich argumentów i tylko dlatego byliśmy świadkami sytuacji, która wcale nie musiała zaistnieć. Jesteśmy profesjonalistami, mamy mandaty swoich organizacji do działania na rzecz ich interesu: prezes Boniek PZPN, ja natomiast Ekstraklasy SA, w której przewodniczę Radzie Nadzorczej. Możemy się czasami mniej lubić, albo odczuwać emocje, ale naszym obowiązkiem jest współdziałać. I nie wyobrażam sobie innej sytuacji. Deklaruję, że z naszej strony nie będzie w tym względzie żadnych barier.

– A ze strony prezesa PZPN? Boniek zawsze chce wygrywać, tymczasem został dotkliwie ograny przez kluby na zjeździe i jest rozjuszony, co widać na każdym kroku. Szybko ochłonie, pańskim zdaniem, po porażce?
– Upłynęło już trochę czasu, więc emocje opadły po każdej stronie. Na pewno jednak nie zamierzam zajmować się analizą psychologiczną pana prezesa. Byłoby to wysoce niestosowne. Deklarujemy elastyczność, my będziemy w stanie wznieść się ponad nasze odczucia i ograniczenia – tyle mogę obiecać. Zjazd traktuję jako jednorazowe zdarzenie, osobiście żyję już najbliższym meczem Legii. Hasło przewodnie PZPN brzmi: „Łączy nas piłka”, my przy Łazienkowskiej mamy nasze: „#Let football win”. Mam nadzieję, że oba będą obowiązywać w, i to nie tylko najbliższej, przyszłości.

– Rozumiem pańskie pragmatyczne podejście, ale wszyscy słyszeli uwagi pod adresem Legii i Ekstraklasy SA ze strony prezesa Bońka. Że jesteście amatorami od Celtiku, chcecie psuć rangę Pucharu Polski, a nie umiecie nawet pozyskać sponsora tytularnego dla rozgrywek. Nad tym w biznesie przechodzi się do porządku dziennego?
– Nie było to zbyt przyjemne, ale czasami najlepszą metodą w takich sytuacjach jest powściągliwość i milczenie. Wybieram właśnie ten wariant. Jak zawsze zapraszamy pana prezesa na Łazienkowską do loży zarządu, będzie mógł omówić swoje krytyczne uwagi z sympatykami Legii.

– Podczas zjazdu nie sprawiał pan jednak wrażenia osoby, która jest gotowa nadstawić drugi policzek. Tylko zdeterminowanego fightera, który zagrzewał do walki i aktywnie zarządzał kryzysową sytuacją.
– Kilku z nas, nowych właścicieli klubów, pochodzi z biznesu, nawet zarzucano nam, że jesteśmy chłopakami od marketingu i nie znamy się na piłce. Pewnie, uczyliśmy się futbolu, natomiast kompetencje przeniesione z biznesu, na przykład umiejętność zarządzania procesami, i planowania działania, to nasz atut i wartość dodana, którą wnieśliśmy do środowiska piłkarskiego. A nie coś z czego ktokolwiek powinien czynić zarzut. Umiemy się skutecznie zorganizować i walczyć o swoje. Co w tym złego?

– Akcja rzeczywiście planowana była szeroko, pan w przeddzień zjazdu spotkał się z klubami pierwszoligowymi i agitował do utworzenia wspólnego frontu. Także w sprawie ograniczenia liczby obcokrajowców spoza Unii Europejskiej wprowadzonej przez PZPN. To także jest dziś kość niezgody między Ekstraklasą SA i związkiem.
– Wprowadzono kiedyś pewną regulację, która była osobistym projektem prezesa Bońka – i nie zaprzeczam, że ze znacznym wyprzedzeniem została konsultowana z klubami, a przedstawiciele klubów w zarządzie PZPN poparli to rozwiązanie – ale w praniu okazało się, że wszyscy popełniliśmy poważny błąd. Ideą pomysłu było to, aby grało więcej młodych polskich zawodników zamiast słabych piłkarzy zagranicznych. Po czasie okazało się, że regulacja ma wyłącznie negatywne konsekwencje. To znaczy niczego nie zmieniła na korzyść, mieliśmy i mamy około 130 zawodników zagranicznych w ekstraklasie. Zmiana polega na tym, że zamiast graczy spoza Unii Europejskiej pojawiło się więcej Słowaków, Czechów i Węgrów, których obecnie jest 39. To niestety nie jest jedyny słaby efekt niewątpliwie pięknej intencji, ponieważ przez taki zapis bardzo zmalała również nasza efektywność i konkurencyjność na międzynarodowym rynku transferowym. Nie możemy sięgać na przykład po najzdolniejszych zawodników z Bałkanów czy Ukrainy. Za chwilę będzie mogło występować jednocześnie w naszej ekstraklasie tylko dwóch zawodników spoza Unii, dlatego nie chcą do nas przychodzić, bo z góry wiedzą, że ich szanse na grę są minimalne. Zniechęciliśmy przede wszystkim Serbów i Ukraińców, a przecież obywateli tego drugiego państwa przebywa w Polsce bardzo wielu. A tak naprawdę, jaka jest różnica między utalentowanym piłkarzem z Serbii i Chorwacji? Pomijam już fakt, że takie dyskryminujące przepisy okazały się nielegalne i jest już kilka wyroków sądowych w tych sprawach.

– Jaki zgłosiliście pomysł poprawiający zły, w waszej ocenie, zapis?
– Wystąpiliśmy z konkretnym projektem do prezesa Bońka – skoro dziś jest wymóg, żeby w 25-osobowej kadrze było ośmiu zawodników wychowanych w Polsce, zaproponowaliśmy, aby tę kwotę powiększyć do jedenastu, przy jednoczesnym wycofaniu się z pomysłu ograniczeń w kwestii zatrudniania zawodników spoza UE. Chcemy popierać obecność Polaków, a nie dyskryminować obywateli kilku wybranych krajów. Zrobiliśmy coś wspólnie, mówię o felernym zapisie w regulaminie rozgrywek, ale popełniliśmy błąd. Dlatego wystąpiliśmy do prezesa Bońka o zmianę. Tyle że z uwagi na trwającą dziwną zimną wojnę, mimo że naprawdę znacząco obniżyliśmy naszą konkurencyjność, nie można zrobić niczego konstruktywnego. Nie współpracujemy dostatecznie mocno w wielu sprawach ze związkiem. Tymczasem w Niemczech DFB i Bundesliga grają w każdym obszarze do jednej bramki. Zbigniew Boniek ma do dziś status gwiazdy, zna się z prezydentem FIFA, zrobił bardzo wiele dla wizerunku PZPN i całego polskiego futbolu, wybrał znakomitego selekcjonera, który zbudował świetną reprezentację, mamy pełne stadiony na meczach kadry – czapki z głów, ale na tym praca na rzecz rozwoju futbolu się nie kończy. Trzeba mieć wizję i strategię, umieć jako wyrozumiały lider łączyć ludzi wokół wspólnych idei. Warto także dbać o jakość współpracy z ligą zawodową, opartą na zaufaniu, a pozbawionej elementów ambicjonalnych. I o to właśnie apelujemy, ale niestety bezskutecznie.

– Prezesi klubów I ligi usłyszeli od pana, że Legia przegrała właśnie przez omawiane rozwiązanie Andriję Vukcevicia, 20-letniego lewego obrońcę z Czarnogóry, z Sevillą. To prawda, czy fałsz?
– Prawda. Prowadziliśmy zaawansowane rozmowy, mieliśmy już wypracowane porozumienie z Buducnostią Pogorica i zawodnikiem, ale na skutek braku decyzji po naszej stronie, wynikającej ze wspomnianego limitu, transfer upadł. Nie mogliśmy sobie pozwolić na zwiększenie liczby obcokrajowców spoza Unii Europejskiej w naszej kadrze, nie wiedzieliśmy w jakim kierunku potoczą się rozmowy z PZPN, stąd nasze zawahanie, które okazało się bardzo kosztowne. W tym okienku chłopak trafił do Sevilli. Oczywiście zobaczymy jak sobie poradzi, ale takie sytuacje są bardzo frustrujące. Dlaczego zamykamy się na najzdolniejszych młodych zawodników z krajów o wielkiej kulturze futbolowej? Przegrywamy konkurencję z innymi ligami. Mamy w Legii przygotowane transfery trzech topowych Ukraińców z roczników 95-98. Są gotowi, aby u nas grać i nie możemy ich przyjąć z powodu jakiejś uchwały? Jako kraj uważamy się za partnera Ukrainy, przyjmujemy kilkaset tysięcy, a może milion Ukraińców, a nie możemy zaprosić kilku piłkarzy? Jak o tym mówię, to mi emocje rosną. I wcale to nie oznacza, że gwałtownie powiększa się liczba młodych Polaków przygotowanych do gry w ekstraklasie. Te argumenty są zabójczo oczywiste. Co stoi na przeszkodzie?

– Zastanawialiście się, aby wzorem I i II ligi, wprowadzić nakaz wystawiania młodzieżowca w meczach ekstraklasy, co byłoby bodaj najsilniejszym bodźcem do promowania wychowanków?
– Możemy pochylić się nad takim rozwiązaniem, bo każda pozytywna propozycja jest lepsza od dyskryminacji. Tylko trzeba chcieć rozmawiać. Osobiście uważam jednak, że powinna decydować siła rynku, a najlepiej o perspektywy młodych polskich piłkarzy zadbamy podnosząc jakość szkolenia w akademiach. Pan prezes stwierdził, że przygotowuje superprogram kontrybucji dla klubów, które najlepiej promują wychowanków. Chciałbym to wreszcie zobaczyć, bo dla nas to fundamentalna sprawa. Mam pełen wykaz z nazwiskami młodych Belgów, którzy wyszli z tamtejszych klubów do Premiership i dzięki temu dali klubom zarobić gigantyczne sumy na rozwój. De Bruyne, Benteke, Kompany, Mignolet i wielu innych. I w ten sposób napędzili cały tamtejszy rynek. Pojawiła się uznana marka młodego belgijskiego piłkarza nawet jeśli byli też tacy jak Hazard, którzy grali w innej lidze. I to jest jedyny kierunek, w którym powinniśmy pójść w Polsce. Z uwagi na kształt rynku płatnej telewizji nie będziemy krezusami. Naszą marką musi być nasza najzdolniejsza młodzież. Zaraz usłyszę Lewandowski, potem Linetty i Kapustka – to prawda wszyscy cieszymy się, ale chcemy, aby dobrych przykładów było więcej. I może być więcej. Tymczasem nawet przez moment nie odniosłem wrażenia, żebyśmy w tym punkcie mieli poparcie federacji.

– A nie jest czasami tak, że właśnie podejście do szkolenia stanowi obecnie główną oś sporu między PZPN i Ekstraklasą SA? Spółka chce związać się z agencją Double Pass, co publicznie torpeduje Boniek, który lansuje Narodowy Model Szkolenia, który ma być lada dzień ogłoszony.
– Owszem, to właśnie jest merytoryczna oś sporu. Związek ma sztandarowy program, który nazywa się Akademią Młodego Orła. I bardzo dobrze, że ma, nie zamierzam tego w ogóle krytykować. Tyle że szkoli w nim 1000 chłopaków w całym kraju, natomiast w akademii samego Lecha Poznań trenuje 1300 zawodników. Dla nas to jest topowy, priorytetowy projekt na lata, który ma zapewnić podstawy całemu naszemu futbolowi, jakich nigdy dotąd nie miał. Chcemy w tym celu podjąć współpracę z firmą, która ma same sukcesy w tym zakresie. Na rynku niemieckim, belgijskim, w Premier League, MLS i wielu innych. Co ciekawe pomysł Double Pass dał PZPN już podczas kadencji prezesa Bońka, ale z nieznanych mi powodów to współdziałanie zostało zawieszone. Wcześniej pan Bogdan Basałaj zrobił w tej sprawie dużo dobrego w związku. Dobrze byłoby, gdybyśmy mieli nadal poparcie federacji w tym kluczowym przedsięwzięciu, ale jeśli okaże się to niemożliwe, to po prostu sami przeprowadzimy ten projekt.

– Będziecie zabiegali o dofinansowanie z Ministerstwa Sportu?
– Oczywiście. Chcemy w sposób uczciwy i przejrzysty aplikować o środki na ten cel. Mamy spore szanse na zrozumienie naszej idei przez pana ministra, także kilka innych instytucji oraz przez sponsorów. Tyle że dotarcie do urzędników państwowych, a później samorządowych byłoby łatwiejsze, gdyby za naszymi działaniami stała również organizacja społeczna jaką jest PZPN. Bez wsparcia związku nie jest to niemożliwe, tylko może okazać się trudniejsze. Inna sprawa, że zupełnie nie rozumiem, z jakiego powodu nie możemy liczyć na pomoc federacji. Przy niemałej nadwyżce na koncie PZPN sięgającej sto kilkadziesiąt milionów złotych brak woli dodatkowego wsparcia zmian w szkoleniu młodzieży może zaskakiwać. Federacja mogłaby i powinna partycypować w gratyfikacji klubów, które będą szkoliły najlepiej. A przede wszystkim pomóc w zakładaniu akademii klubom pierwszoligowym. One naprawdę zasługują na znacznie większe wsparcie niż zwolnienie z opłat za dojazdy i diety sędziów.

– Zjazd statutowy był preludium i próbą sił przed październikowym zjazdem wyborczym? Teraz kluby zorganizowały się wokół idei – będą umiały zjednoczyć się również wokół personaliów?
– Wiadomo, że będziemy chcieli, aby najlepsi spośród nas znaleźli się w zarządzie PZPN. Ekstraklasa od trzech lat jest skonsolidowana jak nigdy, podstawą naszego działania jest konsensus, mimo że pochodzimy z małych i dużych miast, mamy właścicieli prywatnych i samorządowych, potrafimy grać do jednej bramki. Udowodniliśmy to wielokrotnie, nie tylko podczas zjazdu statutowego związku. Nie zawsze jest łatwo, ale podstawą naszych działań jest otwarta komunikacja, szanowanie wewnętrznej demokracji, liczenie się ze zdaniem innych. No i umiejętność słuchania.

– Pan już zadeklarował, że nie będzie startował na prezesa PZPN. A widzi pan siebie w roli wiceprezesa reprezentującego profesjonalne kluby w zarządzie związku?
– Jeszcze raz wyraźnie podkreślę, że nie jestem zainteresowany kandydowaniem na szefa związku, bo to jest sprzeczne z moimi planami zawodowymi i prywatnymi oraz zaangażowaniem w Legię. Natomiast ewentualne moje wejście do zarządu PZPN, który spotyka się 12 razy w roku, to zupełnie inna sprawa. I tego nie wykluczam. Uważam, że mógłbym swoim profilem kompetencyjnym i doświadczeniem dołożyć się do tego, żeby w PZPN działo się jeszcze lepiej. Nie jestem jednak do tej myśli przywiązany. Jeśli moja osoba miałaby budzić w tym zakresie kontrowersje, to na pewno znajdziemy kogoś jeszcze bardziej nastawionego na kompromis.

– W środowisku huczy, że kluby zawodowe w jesiennych wyborach na prezesa poprą Cezarego Kuleszę. Te pogłoski polegają na prawdzie?
– Czarka lubię i cenię, jest bardzo popularny w środowisku, ale nic mi nie wiadomo na ten moment, żeby miał startować. To raczej plotki rozsiewane przez jego antagonistów. PZPN to organizacja, która skupia żywioł piłki amatorskiej i profesjonalnej, ale także sędziów, kobiety, trenerów, futsal, futbol plażowy. Na czele związku powinna stać zatem osoba, która będzie autorytetem dla tych wszystkich środowisk. Nie wydaje mi się, aby było prawdopodobne, żeby to przedstawiciel klubów dostał skuteczny mandat w tym zakresie. Szukając odpowiedniego kandydata cztery lata temu poparliśmy praktycznie wszyscy z klubów zawodowych Zbigniewa Bońka…

– … i tak będzie również za osiem miesięcy?
– Uczciwie mówiąc – zobaczymy. Pan prezes jeszcze nie zadeklarował, czy powtórnie wystartuje. Jeśli podejmie decyzję na tak, to na dziś wciąż jest najpoważniejszym kandydatem, aby kontynuować pracę na obecnym stanowisku. My będziemy szukać poparcia dla naszych postulatów klubowych, wydelegujemy najlepszych spośród nas do pracy w PZPN i będziemy szukać porozumienia tak, aby wszyscy, którzy tworzą piłkarską rodzinę, mieli poczucie uczestnictwa w tym, jak ona funkcjonuje. Wiele dobrego dzieje się w polskiej piłce, cieszymy się, ale droga na szczyt wciąż przed nami.


Wywiad ukazał się w najnowszym numerze tygodnika „Piłka Nożna”

Możliwość komentowania została wyłączona.

Najnowsze wydanie tygodnika PN

Nr 28/2026

Nr 28/2026

Polska Ekstraklasa

Z Arsenalu do Cracovii. Młody pomocnik przy ul. Kałuży

Cracovia tego lata nie jest specjalnie aktywna na rynku transferowym, skupiając się głównie na ściąganiu młodych i perspektywicznych piłkarzy. Kolejny z nich właśnie zawitał przy ul. Kałuży.

2024.05.19 Krakow
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
N/z Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Foto Mateusz Sobczak / PressFocus

2024.05.19 Krakow
Football Polish League PKO Ekstraklasa season 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Credit: Mateusz Sobczak / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie! Górnik Zabrze z kolejnym transferem!

Nowy obrońca melduje się w Zabrzu. Maximilian Dietz podpisał kontrakt z triumfatorem Pucharu Polski!

2026.05.23 Zabrze
Pilka nozna PKO BP Ekstraklasa Sezon 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
N/z Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Foto Marcin Bulanda / PressFocus

2026.05.23 Zabrze
Football Polish PKO BP Ekstraklasa League Season 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Credit: Marcin Bulanda / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Reprezentant Polski zmienia klub! Zostały już tylko formalności!

Związany z Górnikiem Zabrze Kryspin Szcześniak będzie miał nowy klub. Według mediów, zawodnik zmieni barwy, ale pozostanie w PKO BP Ekstraklasa.

2025.11.13, Warszawa 
Pilka nozna, Reprezentacja Polski 
Trening przed meczem Polska - Holandia 
N/z Kryspin Szczesniak 
Fot Rafal Oleksiewicz / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Cztery sygnały po Superpucharze. Jaki Lech przystępuje do sezonu?

Po raz pierwszy od dekady i siódmy w historii Lech sięgnął po Superpuchar Polski. Na podstawie spotkania o najmniej prestiżowe z krajowych trofeów trudno o daleko idące wnioski, natomiast pewne sygnały przed przystąpieniem do gry o Champions League zostały przez Kolejorza wysłane.

2026.07.16 Poznan
Pilka nozna Superpuchar polski
Lech Poznan - Gornik Zabrze
N/z Mikael Ishak gol radosc bramka
Foto Pawel Jaskolka / PressFocus

2026.07.16 Poznan
Football Polish Supercup 
Lech Poznan - Gornik Zabrze 

Credit: Pawel Jaskolka / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie: Cracovia przedłużyła kontrakt i wypożyczyła zawodnika

Bartosz Biedrzycki podpisał nową umowę z Cracovią. Jednocześnie Pasy postanowiły wypożyczyć 23-latka do pierwszoligowej Odry Opole.

2025.08.03 Krakow
Pilka nozna , PKO BP Ekstraklasa sezon 2025/26
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
N/z Bartosz Biedrzycki
Foto Krzysztof Porebski / PressFocus

2025.08.03 Krakow
Football Polish top league , 2025/2026 season
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
Bartosz Biedrzycki
Credit: Krzysztof Porebski / PressFocus
Czytaj więcej