Wywiad Tygodnia z Piotrem Zielińskim: Dziadka zawsze zaczynam w środku
Już kiedy przechodził z Zagłębia Lubin do Udinese Calcio za 100 tysięcy euro, mówiło się, że ma duży talent. Ale niewielu widziało go w akcji, więc wszystkie opinie na temat Piotra Zielińskiego niektórzy traktowali z przymrużeniem oka. Dwa lata później eksperci nie mają podobnych wątpliwości. Młody Polak zagrał już dwa mecze od pierwszej minuty w Serie A i szybko został okrzyknięty człowiekiem, który zbawi polską piłkę. Co więcej, poważny włoski dziennik „La Gazzetta dello Sport” podał informację, że już jego transfer negocjuje Juventus Turyn.
ROZMAWIAŁ PRZEMYSŁAW PAWLAK
Oglądał pan mecz Borussii Dortmund z Realem Madryt? Jak mogłoby być inaczej? Widziałem, co zrobił Robert Lewandowski, strzelić cztery gole najlepszej i najbardziej utytułowanej drużynie na świecie to jest wyczyn – mówi Zieliński. – Inna sprawa, że Real zagrał bardzo słabo. Ale to już nie problem Lewego, może teraz trafi do jeszcze lepszego klubu. W każdym razie udowodnił, że Polak jednak potrafi! Szkoda tylko, że akurat zdarzyło się to w meczu z tym rywalem, bo tak się składa, że kibicuję Królewskim.
Jak ten wyczyn odebrała szatnia Udinese? A może w ogóle przeszedł bez echa? Jak bez echa? Od razu wszyscy pytali o Roberta. Choć uczciwie przyznaję, że niektórzy mieli wątpliwości, czy jest Polakiem. Po prostu tego nie wiedzieli. Ale teraz już wiedzą. – Uuu Lewandowski, aj Lewandowski – przewijało się przez szatnię. Fajnie było, bo zaraz zaczęli dopytywać o reprezentację Polski, przewidywali, że Lewy już długo w Dortmundzie nie zostanie. Zresztą koledzy z Udinese docenili nie tylko Roberta, dużo ciepłych słów padło również pod adresem Łukasza Piszczka i Jakuba Błaszczykowskiego. A mnie było naprawdę miło. Może kiedyś będę miał okazję zagrać z Robertem w jednej drużynie… Najlepiej w Realu (śmiech).
Do Madrytu droga z Udinese daleka, ale za to bliżej do Turynu. Ile jest prawdy w doniesieniach włoskich mediów o zainteresowaniu pana osobą Juventusu? Wiem tyle samo ile pan. Żadnej konkretnej oferty nie dostałem, nikt się ze mną nie kontaktował, ale widziałem tę informację we włoskiej prasie. Nie sądzę, żebym gdziekolwiek odszedł po zakończeniu sezonu. Ewentualnie może być tak, że jakiś klub, na przykład Juventus, wykupi 25 procent praw do mojej karty. Będę sobie dalej grał w Udine, a kiedy uzna za stosowne, dopłaci resztę.
(…)
Cały wywiad w najnowszym wydaniu tygodnika Piłka Nożna