Przejdź do treści
Wywiad tygodnia z Robertem Sadowskim, prezesem Zagłębia Lubin

Polska Ekstraklasa

Wywiad tygodnia z Robertem Sadowskim, prezesem Zagłębia Lubin

Zagłębie Lubin odpadło z europejskich pucharów po dwumeczu z SonderjyskE, ale piłkarze nie przynieśli kibicom wstydu. Aktualnemu wiceliderowi ekstraklasy zabrakło obycia na międzynarodowej arenie, nie sposób natomiast zarzucać ekipie Piotra Stokowca braku ambicji. A już tym bardziej strachu przed tak zwanym wirusem UEFA. Czy w myśl powiedzenia „do odważnych świat należy”, Miedziowy klub nie spowolni teraz tempa działań?

Robert Sadowski bardzo dobrze radzi sobie na stanowisku prezesa Zagłębia Lubin

Jedenastka weekendu 4. kolejki LOTTO Ekstraklasy wg „Piłki Nożnej” – KLIKNIJ!

ROZMAWIAŁ ADAM GODLEWSKI

– Jak wychowanek klubu czuje się w roli prezesa Zagłębia?
– Najmniej istotne jest to, jak ja się czuję. Ważne jest tylko jak będę odbierany przez sztab, zawodników, pracowników klubu, kibiców i w ogóle ludzi piłki. Na ten temat można będzie jednak dyskutować dopiero po roku, dwóch, kiedy realne efekty mojego działania będzie można zauważyć, a w konsekwencji ocenić – mówi Robert Sadowski, który kieruje Zagłębiem od ponad dwóch miesięcy. – Obecnie pracujemy w dużym wymiarze godzin, co wynika także z gorącego okresu w jakim znalazł się klub. Od dziewięciu lat Zagłębie nie występowało w pucharach, a jeśli gra się w takim rytmie jak w pierwszej, drugiej i trzeciej rundzie kwalifikacji Ligi Europy, czyli co tydzień, a równolegle rozgrywa kolejne spotkania ligowe, to w kalendarzu musi zrobić się bardzo gęsto. Na szczęście regulaminy organizacyjne obowiązujące w ekstraklasie są bardzo spójne z tymi obowiązującymi w UEFA, więc oprócz drobnych korekt i wprowadzenia anglojęzycznych oznaczeń, nietrudno było dostosować nasz stadion do wymogów stawianych przez Europejską Unię Piłkarską. Pracując ponad jedenaście lat w Zagłębiu nie miałem obaw, żeby podjąć się roli prezesa, ponieważ posiadałem wystarczająco duże doświadczenie dotyczące organizacji klubu. Z wyłączeniem działu księgowości, zajmowałem się praktycznie wszystkim – marketingiem, PR, organizacją meczów, bezpieczeństwem, ticketingiem – więc tak naprawdę przejęcie kolejnych obowiązków i odpowiedzialności za cały klub, nie stanowiło dla mnie ogromnego problemu. Nie boję się wyzwań, twardo stąpam po ziemi, chcę iść do przodu. Na czele Zagłębia jest to możliwe.


– Nie miał pan obaw związanych ze startem w pucharach? Dziewięć lat temu przegrane eliminacje Ligi Mistrzów tak naprawdę stanowiły kres złotej drużyny Zagłębia. Teraz nie będzie podobnie?

Obawy w sporcie i wątpliwości powinny być zawsze, ale nie wolno ich uzewnętrzniać, bo to nikomu nie pomaga. Byliśmy optymistycznie nastawieni po losowaniu pierwszej rundy, po drugiej już znacznie mniej, ale potrafiliśmy wygrać dwumecze zarówno ze Slawiją Sofia jak i Partizanem Belgrad. Rzuty karne to wiadomo – loteria, ale wyszliśmy z nich obronną ręką. W trzeciej rundzie ponieśliśmy nieszczęśliwą porażkę z Duńczykami przed własną publicznością. Goście zamienili dwie, trzy sytuacje na dwie bramki, my sześć lub nawet siedem na jedną. Na tym opierałem optymizm przed rewanżem na terenie SondejyskE. W momencie, gdy w Lubinie podkręciliśmy tempo, przeciwnik się pogubił. Strzałów było dużo, dlatego wierzyłem w awans do czwartej rundy. Szkoda, że tak się nie stało, bo wyeliminował nas zespół, który nie przewyższał Zagłębia pod względem potencjału kadrowego i kultury gry. Kolejny dwumecz między tymi zespołami mógłby zakończyć się dla nas lepszym rezultatem, ale jednocześnie nie mam poczucia klęski. Dziękuję sztabowi i zawodnikom za te sześć meczów. Wracamy do gry w Lotto Ekstraklasie i Pucharze Polski, a doświadczenia z eliminacji Ligi Europy pomogą nam w przyszłości.

– W Lubinie na pańskiej posadzie jest szczególnie trudno, piłkarze też nie mają – po porażkach – łatwo. Dlatego, że Zagłębie funkcjonuje w małym środowisku, w którym każdy każdego zna.
– W każdym klubie, bez znaczenia, mniejszym czy większym, oczekiwania stawiane wobec władz są bardzo duże. W Lubinie, z racji mniejszej społeczności, doskonale się znamy, ale nie odczuwam szczególnego napięcia z jej strony. Mamy na tyle dobrze poukładany klub, a także pierwszy zespół, że naprawdę nie mamy się czego wstydzić. Nawet jak zdarzą się porażki, czy kryzysy. Bayern Monachium, FC Barcelona, czy Real Madryt też czasami przegrywają mecze i odpadają z pucharów, czy nie wygrywają ligi. Dlatego na poszczególnych cząstkowych wynikach nie ma nawet sensu się skupiać.

– Czy odpadnięcie w III rundzie kwalifikacji Ligi Europy zmieni w Zagłębiu optykę dotyczącą bieżącej działalności?
– Z całą pewnością wymusi zmianę kręgu piłkarzy, których sprowadzeniem do Lubina się interesowaliśmy. Natomiast w perspektywie długoterminowej nie zmieni w ogóle podejścia do pracy. Nadal będziemy zmierzali w kierunku wprowadzania do pierwszego zespołu głównie zawodników z naszej akademii. Dopiero jeśli w danym momencie nie znajdziemy ich u siebie, będziemy starali się ściągnąć perspektywicznych piłkarzy z innych klubów.

– Jaki cel stawia pan teraz przed sobą i Zagłębiem na rozpoczęty sezon?
– Tak naprawdę realne cele będzie można postawić po zakończeniu okna transferowego. Do tego czasu zostanie zamknięta kadra, choć zakończony właśnie przez Zagłębie udział w eliminacjach Ligi Europy już w dużym stopniu pokazał nam, które pozycje należałoby wzmocnić. Rozegramy do tego czasu jeszcze kilka kolejek Lotto Ekstraklasy, wyciągniemy wnioski i poznamy wszystkie wytyczne na kolejny sezon. Wiemy już, że organizacyjnie jesteśmy gotowi do startu w pucharach, a zatem nie ma przeszkód, aby plany sportowe kształtować na tym samym poziomie, co w poprzednich rozgrywkach. Natomiast jeśli chodzi o osobisty cel, chciałbym, aby w klubie widać było mój ślad. W postaci sumiennej i uczciwej pracy, bez patrzenia gdzie jest sufit. Jest sporo ścieżek rozwoju, którymi Zagłębie powinno podążyć. Oczywiście sukcesywnie. Na pierwszą, i najbardziej banalną, dotyczącą sprzedaży biletów już weszliśmy. Z trzydziestoprocentowego udziału biletów rozprowadzanych w przedsprzedaży, wskoczyliśmy na siedemdziesiąt, siedemdziesiąt pięć procent. Jak na dwa miesiące urzędowania, to bardzo dobry wzrost. Średnia frekwencja podczas trzech meczów w rundach kwalifikacyjnych wyniosła ponad dziewięć tysięcy, czyli była zdecydowanie wyższa od średniej z poprzedniego sezonu. To dobrze świadczy o pracy działu marketingu i pokazuje, że spotkania na odpowiednim poziomie sportowym mogą przyciągnąć na stadion więcej kibiców.

– A gdzie chciałby pan widzieć Zagłębie po upływie swojej kadencji? Zmieni pan diametralnie strategię funkcjonowania klubu, ewentualnie budowy pierwszego zespołu?
Nie zmienimy toku myślenia i logiki wprowadzonej w klubie już jakiś czas temu. Z całą pewnością nie będziemy szli w kierunku pozyskiwania tylko zawodników bardzo doświadczonych i tworzenia w pierwszym zespole kominów płacowych, bo to się źle odbijało na wewnętrznej atmosferze. W konsekwencji przyczyniło się to w jakimś stopniu do spadku przed dwoma laty. Na pewno nie wrócimy do tego co było złe, choć oczywiście nie wykluczam, że będą się zdarzały takie transfery jak Filipa Starzyńskiego. Tyle że jego trudno wrzucić do tego samego worka z nieudanymi transferami, bo to piłkarz perspektywiczny, znajdujący się na wznoszącej fali, na sprzedaży którego możemy jeszcze zarobić. Między innymi taki był powód jego ściągnięcia. Wiosną sprawdził się w Lubinie, w krótkim czasie wywalczył miejsce w kadrze Adama Nawałki na Euro 2016, potrafił w ciągu kilku miesięcy zbudować naprawdę wysoką formę. Udział w mistrzostwach Europy to duże osiągnięcie, które zostało zauważone przez całą Polskę. Nikt nie miał wątpliwości, że nie był to przypadkowy piłkarz w reprezentacji Polski.

– Starzyński nie kosztował 400, czy 500 tysięcy euro, jak podawała większość mediów, tylko 700 tysięcy.
– Umowa z Lokeren zawiera klauzulę tajności, więc nie chciałbym ryzykować jej złamania. Kwota, którą wydaliśmy, nie jest dwukrotnie wyższa od tej, którą prezentowały media. Jest pan jednak bliski kwoty zapisanej w umowie kontraktowej.

– To najdroższy transfer w historii klubu?
– Z tego co mi wiadomo, suma odstępnego, którą zapłaciliśmy Lokeren jest rzeczywiście najwyższa. Natomiast jeśli idzie o cały koszt transferu, to nie będzie najdroższy zawodnik w dziejach Zagłębia. Pozyskanie Starzyńskiego to inwestycja, która ma zapewnić klubowi stabilną rywalizację na kluczowej pozycji rozgrywającego, na której mamy Jana Vlaskę i Adriana Rakowskiego, a zatem także zawodników o sporym potencjale. Dla wszystkich trzech znajdzie się zarówno miejsce w zespole i rola do wykonania. Nasza polityka transferowa będzie opierała się na wprowadzaniu zawodników z akademii lub pozyskiwania zawodników 20-, maksymalnie 23-letnich. Wprowadzając ich do pierwszego zespołu, promując chcemy wzmacniać markę naszej akademii, a co za tym idzie – samego Zagłębia. Czyli podążać ścieżką, wydeptaną już przez takie kluby jak choćby Ajax Amsterdam.

– Mam rozumieć, że chcecie być małym Ajaksem?
– Tak tego nie nazywamy. Nie określamy jednoznacznie, że chcemy kopiować rozwiązania Ajaksu, Benfiki lub Udinese. Fakt, że wcześniej szefem akademii był Richard Grootscholtem nie oznacza, iż pójdziemy drogą identyczną jak Ajax. Chcemy wytyczyć własną, oryginalną.

– Nie ucieknie pan jednak od tego, że wzorce i podstawy akademii macie jednak holenderskie.
– Wzorce były wzięte rzeczywiście z tego kraju, ale teraz prace kontynuowane są już po modyfikacji dokonanej przez obecnego dyrektora Krzysztofa Paluszka. Idziemy w tym kierunku, żeby młodych zawodników, a troszkę ich mamy w kadrze pierwszego zespołu i takie status quo chcielibyśmy utrzymać na stałe, także za pięć, czy dziesięć lat pieczętować marką: Zagłębie. Tak, by skauci dobrych, zachodnich klubów wiedzieli, iż kilkukrotnie w trakcie sezonu warto podjechać do Lubina, bo tam mogą w każdej chwili wystawić nowych zawodników, którzy są już gotowi do wyzwań w najsilniejszych ligach.

– Czyli przede wszystkim zależy wam na marce producenta dobrych piłkarzy?
– Owszem, co jednak nie wyklucza, że możemy równocześnie być także klubem o ustabilizowanej pozycji sportowej, przynajmniej w kraju, który regularnie bije się o start w pucharach i często rywalizuje na międzynarodowym poziomie. Zresztą nie oszukujmy się, każda dodatkowa runda w eliminacjach tegorocznych Ligi Europy to powiększenie o kilka procent wartości Jarka Kubickiego, Krzyśka Piątka, Jarka Jacha, czy innych zawodników. A fakt, że trzy kolejki Lotto Ekstraklasy rozegraliśmy na zero z tyłu mimo rywalizacji pucharowej, świadczy o tym, że mamy kadrowy zapas i wirus UEFA, o którym w Polsce tak często mówiło się w minionych latach, a nawet tego lata, Zagłębia nie dotknął. Druga połowa pierwszego meczu z SonderjyskE pokazała, że my po przerwie byliśmy w stanie przyśpieszyć i zagrać jeszcze mocniej niż w pierwszej.

– Zespołowi Czesława Michniewicza przed dziewięciu laty zabrakło jakości, aby ograć Steauę Bukareszt. Teraz powody odpadnięcia z SonderjyskE były inne. Można postawić tezę, że obecna drużyna Piotra Stokowca była bardziej zgrana niż tamta?
– Próbując porównywać trzeba pamiętać, że trener Michniewicz zmienił system gry przed rywalizacją ze Steauą w porównaniu do rundy wiosennej. Ciężko teoretyzować, zwłaszcza z dzisiejszej perspektywy, ale to mogło mieć wpływ na losy dwumeczu z mistrzem Rumunii. Zresztą doskonale pamiętam sytuację z Bukaresztu, kiedy Rui Miguel miał przy stanie 1:1 piłkę meczową. Gdyby szybciej wyciągnął nogę, piłka prawdopodobnie wpadłaby do bramki i to my bylibyśmy w kolejnej rundzie eliminacji. Dziś, przez to, że trener Stokowiec spędził z zawodnikami już ponad dwa sezony, i przed sezonem obyło się bez rewolucji kadrowej, start w pucharach był łatwiejszy o tyle, że nie trzeba było zmieniać koncepcji gry. Nasza strategia była podobna jak wiosną, choć w pierwszych dwóch rundach trzeba było poradzić sobie bez Filipa Starzyńskiego. Dlatego wydaje mi się, że znajomość gry w ciemno, automatyzmy, to różnica na korzyść obecnego zespołu Zagłębia w porównaniu do tego sprzed dziewięciu lat.

– Wszystkie transferowe życzenia Stokowca zostały spełnione przed startem w LE?
– Myślę, że nie ma takiego trenera na świecie, w żadnym klubie, który byłby w pełni zadowolony po oknie transferowym. Ale Zagłębie jeszcze nie zakończyło działalności na rynku; odwrotnie – sprowadzenie Filipa i awans do III rundy eliminacji otworzyło przed nami nowe możliwości. Z powodów prestiżowych, ale też finansowych. Inaczej traktuje się klub, który jest na czele ekstraklasy, i który nie przynosi wstydu w Europie, od ligowego średniaka. Dlatego jestem optymistą, myślę, że trener Stokowiec wkrótce będzie miał do dyspozycji jednego, może nawet dwóch dodatkowych zawodników.

– Na jaką pozycję?
– Nie chciałbym wychodzić przed szereg, ale w mojej ocenie w pierwszej kolejności potrzebujemy wzmocnienia na skrzydle.

– Rozumiem, że nie mieliście takiej siły przebicia, żeby Maciej Dąbrowski został w Lubinie?
– Kiedy Legia złożyła wniosek o chęci skorzystania z klauzuli odstępnego zapisanej w kontrakcie zawodnika, transferowa machina ruszyła automatycznie. A że nie była skomplikowana, to poszczególne części formalne szybko się zamknęły. Trener Stokowiec doskonale wie, jak dobrym zawodnikiem jest Maciej, ale nie tylko w mojej ocenie w polskiej lidze nie ma piłkarzy nie do zastąpienia. Zresztą nie po to już w ubiegłej rundzie mieliśmy trzech zawodników na pozycji stopera, żeby teraz załamywać ręce. Jarek Jach od dłuższego czasu buduje sportowy potencjał i jest już gotowy do zastąpienia Macieja, a od niedawna w zespole jest także doświadczony Sebastian Madera. I to nie tylko z tego powodu, że kwestię klauzuli Macieja mieliśmy cały czas w pamięci i zamierzaliśmy się zabezpieczyć na wypadek, gdyby ktoś chciał z niej skorzystać. Nie chcieliśmy po prostu, aby kartki lub kontuzje wywoływały w klubie nerwowe ruchy. Sebastian nie jest zawodnikiem przypadkowym, w naszej lidze ma ustaloną markę, rozegrał w polskiej ekstraklasie wiele spotkań, występował w europejskich pucharach. Dużo radości z gry obu tych środkowych obrońców przeżyjemy, nie mam co do tego wątpliwości.

– A tak szczerze – były instrumenty finansowe w Zagłębiu, żeby Dąbrowskiego zatrzymać? Stać było kierowany przez pana klub na taką podwyżkę, żeby była konkurencyjna wobec warunków zaproponowanych przez Legię?
– Myślę, że nie było takich warunków finansowych, które mogły odwrócić sytuację i spowodować, żeby Maciej przedłożyłby ofertę Zagłębia ponad propozycję Legii.

– Ile dokładnie wynosiła klauzula na wykup karty Dąbrowskiego – 350 tysięcy euro?
– Plus minus.

– Na kanwie przypadku Dąbrowskiego zmodyfikuje pan politykę kontraktową w Zagłębiu? To znaczy nie będzie nie tylko kominów płacowych, ale też sum odstępnego w umowach zawodników?
– Kominów płacowych nie ma nawet w tej chwili, to znaczy po zatrudnieniu Filipa Starzyńskiego, dysproporcje nawet nie zbliżyły się do poziomu, jaki zaistniał kiedyś w klubie. A Dąbrowski był jedynym zawodnikiem, który miał wpisaną klauzulę. Wynikało to z momentu i okoliczności, w jakich przychodził do Lubina. Dlatego nie mam jakichkolwiek pretensji do dyrektora sportowego Piotra Burlikowskiego. Naprawdę nie było wówczas możliwości, aby pozyskać Dąbrowskiego na lepszych warunkach dla klubu. Klauzula odstępnego i tak została wynegocjowana na maksymalnie wysokim poziomie, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że Zagłębie grało wówczas w pierwszej lidze, a przychodził do nas zawodnik z ekstraklasy. Tak naprawdę za rozsądne pieniądze pozyskaliśmy wtedy piłkarza, którego teraz za całkiem dobrą kwotę – mając na uwadze pozycję zawodnika i wewnątrzkrajowy charakter transferu – oddaliśmy do zespołu mistrza Polski.

– W klubach ekstraklasy rynkowa rzeczywistość jest chlebem powszednim od wielu lat, ale wśród kibiców nadal pokutuje przekonanie, że szefowie Zagłębia mogą pójść do KGHM i bogaty właściciel dosypie każdą wskazaną kwotę. Prawda to, czy fałsz?
– Czasów, kiedy można było dobierać środki u właściciela klubu to ja, szczerze mówiąc, nie pamiętam. Uczciwie mówiąc – nie przypominam sobie, żeby przez minione jedenaście i pół roku ktokolwiek z klubu poszedł do zarządu KGHM PM S.A. i upomniał się o milion albo dwa na transfer piłkarza. Proszę sobie przypomnieć, że nawet przed dwumeczem ze Steauą w kwalifikacjach Ligi Mistrzów nie było finansowo-transferowego szaleństwa w Zagłębiu. Teraz tym bardziej obyło się bez takich planów pójścia na skróty – ani ja, ani nikt w klubie nie wpadł na pomysł, żeby temat Starzyńskiego załatwić jeszcze przed finałami Euro 2016 za na przykład 2 miliony euro. Gdyby było tak, jak myśli część piłkarskiej Polski, transfer Filipa dopięlibyśmy bez negocjacji już pierwszego czerwca, a potem dokupilibyśmy jeszcze napastnika i stopera, w sumie za pięć milionów euro. I wszyscy w klubie i regionie byliby zadowoleni, zwłaszcza trener, który miałby do dyspozycji zawodników z wysokiej półki. Tyle że to tak nie działa. To sfera niezdrowej wyobraźni, a my musimy twardo stąpać po ziemi.

– Rozumiem zatem, że tak jak ligowi konkurenci – macie konkretny budżet i uczciwie musicie ten plan finansowy wykonywać?
– Naprawdę nie ma czegoś takiego, jak szybkie telefony do KGHM. I nigdy już nie będzie. Odkąd jestem w klubie, zawsze pracowało się na twardych liczbach. Co gorsza, budżetu przygotowywanego we wrześniu-październiku roku poprzedniego. Zatem bez uwzględnienia ewentualnego sukcesu sportowego na koniec sezonu. Premie za wyniki sportowe z Ekstraklasy S.A. stanowią nagrodę, ale to nie są jeszcze takie kwoty, żeby dawały komfort na rynku transferowym. Piast Gliwice też przecież nie miał latem takich możliwości, aby poszaleć na rynku, nie zdołał nawet zatrzymać wszystkich ważnych zawodników.

– Rozmach działalności waszej akademii jest ogromny. Nawet nie ukrywacie, że przyklubową szkołę, boiska i internat, wybudowaliście na kredyt. W jakiej wysokości, i w jakim trybie będzie spłacany?
– Ratę kredytową uczciwie spłacamy teraz w każdym kwartale, a docelowo chcielibyśmy tę inwestycję pokryć z transferów wychowanków akademii. Już teraz mamy kilka sreber rodowych, które powinny wyjść z Lubina za rozsądne pieniądze. Co oczywiście nie oznacza jednak, że stanie się tak za chwilę, bo nie jesteśmy w finansowym przymusie. Kredyt został zaciągnięty na 10 lat, na rozsądny procent, a mówimy o kwocie oscylującej wokół połowy rocznego budżetu Zagłębia. Tymczasem bursa wybudowana tuż przy boiskach, szybko zapewni nam oszczędności. A docelowo, kiedy spłacimy kredyt, funkcjonowanie własnego internatu będzie stanowić czysty zysk.

– Proces spłaty zobowiązań można znacznie przyspieszyć, zwłaszcza gdyby udało się korzystnie sprzedać pierwszego, zaliczanego do sreber rodowych, piłkarza. Zagłębie działa w tym kierunku?
– Jest też droga alternatywna – różnicę można nadrobić dzięki premiom z UEFA za dobry wynik sportowy w europejskich pucharach. Więc nie jest tak, że musimy w ekspresowym tempie szukać kontrahentów na naszych wychowanków. Przejście do trzeciej rundy eliminacji Ligi Europy praktycznie rozwiązało w Zagłębiu problem zapłaty rocznej raty kredytu. Koszt pożyczki jest z punktu widzenia budżetu wysoki, ale nie powinien determinować polityki kadrowej klubu. Naprawdę wszystko mamy pod kontrolą.

– Chce pan powiedzieć, że polskiemu klubowi opłaca się grać w rundach wstępnych w Lidze Europy? Prezes Legii Bogusław Leśnodorski ujawnił, że za organizację wyjazdu na mecz pucharowy płaci milion złotych. Tymczasem UEFA nie płaci nawet tyle w trzech początkowych seriach kwalifikacji mniej prestiżowych rozgrywek klubowych.
– Zagłębie nie ma tak wysokich kosztów. Fakt, mieliśmy duże szczęście w losowaniu jeśli idzie o odległości, które przekładają się na ceny czarterów. Przy okazji ekonomicznie podeszliśmy do organizacji wyjazdów, ale mieliśmy naprawdę bardzo dobre hotele w Bułgarii, Serbii czy w Danii. Pierwszy mecz w Sofii kosztował nas około 250 tysięcy złotych, ten w Belgradzie podobnie. Wyprawa do Danii to wydatek jeszcze mniejszy. Przy dobrym losowaniu, czyli sensownej odległości rywali, jeśli nie przekracza się na trasie trzech, czterech tysięcy kilometrów, również pierwsze rundy w europejskiej pucharach są opłacalne dla polskich klubów. Naprawdę nie ma sensu narzekać. Inna sprawa, że podejście do pucharowej logistyki determinuje budżet, który w przypadku Zagłębia jest dużo, dużo niższy niż jeszcze kilka lat temu. Raporty finansowe publikowane przez Deloitte jednoznacznie wykazują różnicę..

– …około stu milionów, dzielących Zagłębie od Legii.
– No właśnie. Tymczasem osiem, dziewięć lat temu byliśmy bardzo blisko stołecznego klubu w zestawieniach finansowych. Ta tendencja się zatrzymała, wręcz cofnęła. KGHM jest w dalszym ciągu naszym głównym sponsorem, ale pieniędzy musimy szukać również w innych źródłach. Z biletów, karnetów, od innych reklamodawców. Latem z jednej strony łatwiej było o widzów na stadionie, nie grała jeszcze piłka siatkowa i dwa ekstraklasowe zespoły, męski i żeński, piłki ręcznej. Z drugiej jednak – był to okres urlopowy, a wcześniej wykupionych wyjazdów wakacyjnych nie da się przesunąć. Pewnie także z uwagi na wspomniany fakt, na stadionie widzieliśmy sporą grupę nowych fanów. Chcemy oczywiście, żeby zostali z nami jak najdłużej. Do tego niezbędny jest jednak wizerunek przejrzystego, czystego klubu, bez nadymania, afer i hipokryzji. Przede wszystkim w oczach oponentów Zagłębia, którzy może wreszcie kiedyś zapomną, że mamy tak potężnego właściciela. I zrozumieją, że do wszystkiego staramy się dochodzić ciężką pracą, ponieważ nie mamy innej drogi.


WYWIAD UKAZAŁ SIĘ W 32. NUMERZE TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA” (9 sierpnia 2016 r.)

Możliwość komentowania została wyłączona.

Najnowsze wydanie tygodnika PN

Nr 28/2026

Nr 28/2026

Polska Ekstraklasa

Z Arsenalu do Cracovii. Młody pomocnik przy ul. Kałuży

Cracovia tego lata nie jest specjalnie aktywna na rynku transferowym, skupiając się głównie na ściąganiu młodych i perspektywicznych piłkarzy. Kolejny z nich właśnie zawitał przy ul. Kałuży.

2024.05.19 Krakow
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
N/z Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Foto Mateusz Sobczak / PressFocus

2024.05.19 Krakow
Football Polish League PKO Ekstraklasa season 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Credit: Mateusz Sobczak / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie! Górnik Zabrze z kolejnym transferem!

Nowy obrońca melduje się w Zabrzu. Maximilian Dietz podpisał kontrakt z triumfatorem Pucharu Polski!

2026.05.23 Zabrze
Pilka nozna PKO BP Ekstraklasa Sezon 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
N/z Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Foto Marcin Bulanda / PressFocus

2026.05.23 Zabrze
Football Polish PKO BP Ekstraklasa League Season 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Credit: Marcin Bulanda / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Reprezentant Polski zmienia klub! Zostały już tylko formalności!

Związany z Górnikiem Zabrze Kryspin Szcześniak będzie miał nowy klub. Według mediów, zawodnik zmieni barwy, ale pozostanie w PKO BP Ekstraklasa.

2025.11.13, Warszawa 
Pilka nozna, Reprezentacja Polski 
Trening przed meczem Polska - Holandia 
N/z Kryspin Szczesniak 
Fot Rafal Oleksiewicz / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Cztery sygnały po Superpucharze. Jaki Lech przystępuje do sezonu?

Po raz pierwszy od dekady i siódmy w historii Lech sięgnął po Superpuchar Polski. Na podstawie spotkania o najmniej prestiżowe z krajowych trofeów trudno o daleko idące wnioski, natomiast pewne sygnały przed przystąpieniem do gry o Champions League zostały przez Kolejorza wysłane.

2026.07.16 Poznan
Pilka nozna Superpuchar polski
Lech Poznan - Gornik Zabrze
N/z Mikael Ishak gol radosc bramka
Foto Pawel Jaskolka / PressFocus

2026.07.16 Poznan
Football Polish Supercup 
Lech Poznan - Gornik Zabrze 

Credit: Pawel Jaskolka / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie: Cracovia przedłużyła kontrakt i wypożyczyła zawodnika

Bartosz Biedrzycki podpisał nową umowę z Cracovią. Jednocześnie Pasy postanowiły wypożyczyć 23-latka do pierwszoligowej Odry Opole.

2025.08.03 Krakow
Pilka nozna , PKO BP Ekstraklasa sezon 2025/26
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
N/z Bartosz Biedrzycki
Foto Krzysztof Porebski / PressFocus

2025.08.03 Krakow
Football Polish top league , 2025/2026 season
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
Bartosz Biedrzycki
Credit: Krzysztof Porebski / PressFocus
Czytaj więcej