Przejdź do treści
Wywiad z Pawłem Żelemem: Kichamy i mamy katar, ale wyleczymy to przeziębienie

Polska Ekstraklasa

Wywiad z Pawłem Żelemem: Kichamy i mamy katar, ale wyleczymy to przeziębienie

Śląsk broni w obecnym sezonie czwartej pozycji, latem reprezentował polską ekstraklasę w eliminacjach Ligi Europy. Na dziś niewiele jednak wskazuje, Że – mimo teoretycznie silnego składu, predestynującego do walki o medale – zespół z Wrocławia zajmie miejsce nie tylko w czołówce, ale nawet w górnej połowie tabeli. O pozycji, również organizacyjnej i finansowej klubu z Dolnego Śląska mówi „Piłce Nożnej” jego prezes Paweł Żelem.

Celem Śląska Wrocław jest walka o miejsce w pierwszej szóstce tabeli Ekstraklasy (foto: Ł. Skwiot)

Rozmawiał ADAM GODLEWSKI

O co obecnie gra Śląsk w ekstraklasie?

Na spotkaniu przedsezonowym z właścicielami i trenerem przyjęliśmy, że realnie patrząc na potencjał drużyny chcemy walczyć o miejsca 1-6. I nie były to deklaracje bez pokrycia, tylko ocena możliwości poparta wzmocnieniem składu przez czterech zawodników: Marcela Gecova, Kamila Bilińskiego, Adama Kokoszkę oraz Jacka Kiełba – mówi Żelem. – W ocenie trenera Pawłowskiego byli to zawodnicy do gry w pierwszym składzie. Dziś jest kryzys, nie da się ukryć. Dopadł zresztą wszystkie zespoły, które grały w pucharach. Nawet Legię i Lecha, choć mają szersze kadry. Nadal chcemy grać o wysokie cele, ale dziś krawiec kraje jak mu materii staje. Musimy po prostu pozyskać zimą jeszcze lepszych zawodników.

Wasza kadra okazała się zbyt szczupła, aby walczyć na trzech frontach? I to jest główny powód zadyszki?

Historia lat poprzednich pokazuje, że w Polsce – kto gra w pucharach – później odbija mu się to czkawką. Mieliśmy na oku kilku innych zawodników, zagranicznych i polskich, ale ich oczekiwania nie były przystające do obecnej sytuacji w Śląsku. Wyobrażenie jest takie, że skoro to Wrocław, można tu płacić bardzo wysokie kontrakty. I być może również z tego powodu dziś miejsce w tabeli i wyniki nie są zgodne z oczekiwaniami.

A może problem tkwi gdzie indziej? Śląsk jest pionierem na skalę światową, zamiast poszukać efektu nowej miotły na ławce, wymienił asystentów oraz trenera od przygotowania motorycznego. Czego oczekujecie po takich ruchach?

Analizowaliśmy zaistniałą sytuację z właścicielami i trenerem Pawłowskim, a także z drużyną. Rozmowy były merytoryczne, trener przez cały czas miał pełne zaufanie wszystkich uczestników. Przypomnę tylko, że Tadeusz Pawłowski był wybierany na Trenera Roku 2014 w kilku prestiżowych plebiscytach, przede wszystkim przez tygodnik „Piłka Nożna”, zespół pod jego kierunkiem nie przegrał na własnym stadionie w minionym roku. I co – nagle stał się zły? Nie! Cały czas stałem na stanowisku, by dać popracować Pawłowskiemu. Pewnie, musi skorygować coś w swoim warsztacie i podejściu, ale nagle z najlepszego nie spadł na pozycję najgorszego szkoleniowca w lidze. Skład predestynuje nasz zespół do gry o czołowe lokaty, piłkarze też nie zapomnieli z dnia na dzień jak trzeba grać w piłkę. Tyle że Śląsk wyglądał od września źle pod względem fizycznym. Brakowało dynamiki, przyspieszenia, piłkarze męczyli się. Na wrześniowym spotkaniu z właścicielami trener zapewniał, że już od początku kolejnego miesiąca drużyna pod względem fizycznym będzie iść w górę. Opierał się na ocenach współpracowników. Nie widać jednak znaczącej poprawy. Na niedawnym spotkaniu trenera Pawłowskiego z właścicielami klubu padły z ust szkoleniowca konkretne wnioski, propozycje zmian, również personalnych. Trzeba było zatem poszukać nowych rozwiązań, dać drużynie nowy impuls. W postaci nie tylko innego trenera od przygotowania motorycznego, ale i asystentów. Nie wiem zresztą czy jest w Polsce drugi klub, w którym szkoleniowiec bramkarzy pracowałby 10 lat, drugi trener 8 lat, zaś asystent 6 lat.

W Legii, czy Lechu trenerzy przychodzą do pracy z własnymi sztabowcami…

…i każdy zaczyna od zera, traci czas. Natomiast w Śląsku była zachowana ciągłość pracy. Może to jednak kwestia zmęczenia materiału ludzkiego? Wcześniej klub zmieniał pierwszych trenerów, a pozostali współpracownicy zostawali. A teraz postanowiliśmy zmienić współpracowników. Nowi asystenci to nowa mobilizacja w zespole. Na pewno u piłkarzy chęć do pracy jest teraz większa.

Były trener przygotowania motorycznego nie mógł pogodzić się z odejściem z klubu.

Mam więc okazję zakończyć telenowelę, rozkręconą przez Marka Świdra. W tygodniu poprzedzającym mecz z Lechem, trener Pawłowski podjął decyzję o ograniczeniu zadań pana Świdra. Miał w mniejszym niż dotychczas zakresie wykonywać pracę z piłkarzami podczas zajęć. Ale nadal pozostawał w sztabie pierwszej drużyny. Trener dwukrotnie wyraźnie i w obecności kierownika drużyny, potwierdził mi, iż poinformował pana Świdra o jego nowych zadaniach. I żeby była jasność – trener miał do tego święte prawo, bo dowodzi sztabem. A ze strony klubu czy mojej miał zawsze wsparcie dla podejmowanych decyzji. Następnie, w sobotę wieczorem, po meczu ligowym z Lechem, trener również przekazał swojemu podległemu pracownikowi zakres zadań. Reakcja pana Świdra była jednoznaczna – złożył pismo, że nie godzi się ze zmniejszeniem zakresu, nie znajduje uzasadnienia takiej decyzji i osłabia to jego pozycję w stosunku do zawodników. Konkluzja była taka, że pan Świder nie ma sobie absolutnie nic do zarzucenia. Czyli co – klub za wyniki, słabą dyspozycję fizyczną w meczach i brak poprawy gry miał złożyć na ołtarzu głowę trenera Pawłowskiego, a współpracownicy są cacy? Ta sytuacja dobitnie pokazała, jak pan Świder był lojalny wobec szkoleniowca. Pierwszy zszedł z pokładu. Co do dalszych zmian w sztabie, daliśmy trenerowi Pawłowskiemu drugie życie. Pytanie, jak z niego skorzysta? Idę o zakład, że 9 na 10 prezesów klubu zwolniłoby natychmiast z pracy pierwszego trenera. Tadeusz Pawłowski dostał natomiast kredyt zaufania ode mnie i właścicieli.

A czasami nie jest tak, że zatrudnienie w sztabie Dariusza Sztylki, a zatem klubowej legendy, to ukłon w kierunku kibiców? I czysta polityka?

Nie nazwałbym tego polityką, a nawet dyplomacją. Darek był kapitanem, liderem tej drużyny przez wiele lat, przemierzył z zespołem drogę od trzeciej ligi po mistrzostwo Polski. Jest rzeczywiście legendą, a na dodatek mieszka kilkaset metrów od stadionu. Przez ostatnie kilka lat przygotowywał się do zawodu, zrobił uprawnienia UEFA A, szkolił się w pracy z młodzieżą, a dziś może już coś dać Śląskowi w innej niż piłkarza roli. Uznaliśmy po prostu, że nadszedł jego czas.

Kiedyś zostanie pierwszym trenerem Śląska?

W życiu słyszałem bardzo różne koncepcje, które już po miesiącu leżały w gruzach. Sztylka będzie pomagał Pawłowskiemu, do sztabu dołączył także Grzegorz Kowalski. A zatem trener z ogromną wiedzą i doświadczeniem, a także znajomością wrocławskich realiów. Żyje piłką przez całą dobę. Nie boi się stawiać na młodych zawodników, wykreował choćby Waldka Sobotę, który przyszedł do Śląska jako zawodnik niemal kompletny. Paweł Zieliński, brat Piotra, także wyszedł spod jego rąk. Przyszedł z trzeciej ligi, i mimo dużego przeskoku, ma coś do zaoferowania, ale jako drugi trener, choć złośliwi – jeszcze zanim Kowalski rozpoczął u nas pracę – zaczęli nim straszyć, że niebawem zastąpi Pawłowskiego. Nie ma takiej opcji.

A gdzie są młodzieżowcy wychowani w Śląsku? Tylko Biliński, który przez kraje nadbałtyckie i Rumunię wrócił do Wrocławia. Tak mocno zdrzemnęliście się w aspekcie szkolenia, że dziś musicie sięgać po chłopaków z okolic?

Gdy przyszedłem do klubu pod koniec 2013 roku chciałem, aby w kadrze było około 10 zawodników związanych z miastem i regionem. Akademia zaczęła żywot dopiero w 2012 roku, wcześniej piłkarze byli szkoleni pod egidą wojskowego Śląska. Dlatego na wychowanków jeszcze trochę poczekamy. Tyle że młodzież już atakuje. Nie przypominam sobie, aby przed 2013 rokiem w Śląsku było tylu kadrowiczów, co teraz. Maciek Pałaszewski to reprezentant Polski U-18. Z Wałbrzycha wzięliśmy Michała Bartkowiaka, który jest powoływany do kadry U-19. Z kolei Kamil Dankowski i Kuba Wrąbel są w reprezentacji U-21. Naturalnie, organizacja profesjonalnej akademii to wyzwanie, które stoi przed spółką. Musimy zwiększyć finansowanie, stworzyć bazę na miarę aspiracji Wrocławia i jeszcze lepsze warunki, byśmy mogli w perspektywie kilku lat czerpać z tego korzyść. W tej kwestii jednak potrzeba rozwiązań systemowych.

Nie odnosi pan wrażenia, że kłopoty Śląska zaczęły się wraz z odejściem Sebastiana Mili? Decyzja o rozstaniu wydaje się fatalna dla obu stron – doświadczony rozgrywający pogubił się w Gdańsku, a Śląsk dołuje.

Sebastian znacznie wcześniej dawał sygnały, że chciałby na koniec kariery wrócić do Gdańska. Dostał zapewnienie, że jeśli dostaniemy satysfakcjonującą ofertę, nie będziemy robić mu przeszkód w odejściu. A nie oszukujmy się – także dzięki wpływowi gotówki z jego transferu udało się spiąć budżet w 2015 roku. Poza tym było wiadomo, że kiedyś to życie bez Mili nadejdzie. Sebastian grał w Śląsku siedem lat, to szmat czasu. On sam potrzebował też nowego impulsu. Miał jeszcze 1,5-roczny kontrakt we Wrocławiu, mógł u nas grać. Chciał jednak odejść, mówił o tym głośno. Niech mu się więc darzy w Lechii jak najlepiej.

Ale właśnie nie darzy się!

Spokojnie, on zawsze spadał na cztery łapy. To nadal bardzo dobry zawodnik. Reprezentacja Polski jedzie na Euro 2016, zatem Milowy będzie miał motywację do ciężkiej pracy zimą.

Nie żałujecie także odpuszczenia Mateusza Cetnarskiego? Podobno jego los we Wrocławiu przesądziła przynależność do grupy bankietowej. To prawda?

Nic mi nie wiadomo o istnieniu jakiejś grupy bankietowej, przynajmniej od momentu, kiedy wróciłem do Śląska. Mateuszowi życzę jak najlepiej. Kilka miesięcy temu dzwonił do mnie z jakąś sprawą. Cieszył się, że wrócił do zdrowia, bo był moment zagrożenia. Odrodził się w ciągu tej rundy, w praktyce w ciągu ostatnich trzech miesięcy, a odszedł od nas już 22 miesiące temu. Zatem dużo czasu zajęła jego naprawa i udało się to dopiero jesienią trenerowi Jackowi Zielińskiemu. Wcześniej Cetnar grał mało i nierówno.

Na jakie pozycje szukacie uzupełnień przed rundą wiosenną?

Nikt w obecnej kadrze nie może być pewny swojej pozycji, a szukamy zawodników do każdej formacji, z wyjątkiem bramki. Mariusz Pawełek już niedługo z automatu powinien przedłużyć kontrakt do czerwca 2017 roku, bo rozegra zapisaną w kontrakcie i niezbędną ku temu liczbę minut. Na pewno do lata 2017 zostaje u nas Paweł Zieliński, któremu z automatu przedłużył się kontrakt, bo spełnił warunek wynikający z umowy.

Na zakręcie, na którym znalazł się Śląsk, ograniczyliście – choć naturalne wydawało się zwiększenie – rolę psychologa w sztabie. Dlaczego?

Nadal w klubie jest Ewa Moroch, i pozostaje do dyspozycji piłkarzy. Tyle że rzeczywiście w zmniejszonym zakresie, jeśli chodzi o pierwszy zespół. Ma się skupić przede wszystkim na akademii. Najlepszym psychologiem dla pierwszego zespołu powinien być pierwszy trener. Pewnie, znaleźliśmy się na sinusoidzie, ale nie przestaliśmy wierzyć w zwolnienie blokady. Powtórzę, że obecna sytuacja to pochodna startu w europejskich pucharach. Przydałaby się też jeszcze większa konkurencja, bo ona jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Ruch Chorzów przerabiał regularnie podobne kłopoty, Piast Gliwice czy nawet Śląsk w sezonie 2013-14, także po awansie do pucharów, miały problem w lidze, a teraz – oprócz nas także Jagiellonia. A o perturbacjach Legii z Lechem, też po starcie w Lidze Europy, wspomniałem już wcześniej.

To może pod naszą szerokością geograficzną nie opłaca się grać w pucharach?

Nie wyobrażam sobie sytuacji, byśmy mieli powiedzieć piłkarzom: nie grajmy o puchary, bo po co nam to? Takie sukcesy budują historię klubu. Trzeba zatem dobrać takie formy treningowe i mieć na tyle zbilansowaną i szeroką kadrę, żeby dawać radę także w Europie. Istotna jest też jakość zawodników. Ale żeby była jakość, to kluczowe są bilety NBP, które pozwalają na lepsze transfery. Jeśli ich nie ma w wystarczającej wysokości, trzeba nadrabiać deficyty ciężką pracą i nie obrażać się na rzeczywistość. Nie zmieniam jednak zdania, że miejsce Śląska jest w górnej części tabeli.

Jakie oczekiwania płacowe zawodników przystają do możliwości spółki, którą pan zarządza?

Jesteśmy jednym z czterech, pięciu najlepiej płacących klubów na polskim rynku. To znaczy i najwięcej, i regularnie. Na dziesięć tegorocznych wypłat, aż sześć razy zapłaciliśmy pensje piłkarzom przed terminem, dwukrotnie na czas i tylko dwukrotnie, na początku 2015 roku, z kilkudniowym poślizgiem. Wiem, jaki jest budżet płacowy w innych klubach. Zapewniam, że na tym tle nasza oferta jest konkurencyjna. Na jednym ze spotkań piłkarze usłyszeli, że jeśli komuś gra w Śląsku z różnych powodów nie odpowiada, to może odejść. Nic na siłę. Chcemy pracować z ludźmi świadomymi tego, że reprezentowanie Śląska i Wrocławia zobowiązuje.

Zgadza się pan, że przy przychodach średnich polskich klubów optimum to 6 milionów złotych rocznie na budżet płacowy?

My płacimy więcej (wedle niepotwierdzonych informacji „PN” – 9 milionów). Do tego dochodzą nagrody za wyniki sportowe i sukcesy w lidze. Plus spory budżet na koszty funkcjonowania pierwszego zespołu. Stoję jednak na stanowisku, że jeśli klub umówi się z zawodnikiem na określone wynagrodzenie, musi ono zostać wypłacone w terminie. Kiedy przychodziłem do Śląska dwa lata temu, klub był w bardzo trudnej sytuacji finansowej. Nie zapominajmy o tym.

A dziś jaka jest?

Klub realizuje w zasadzie na bieżąco podjęte zobowiązania. Poza pracownikami, nie mamy też grosza zaległości wobec Urzędu Skarbowego czy ZUS. Budżet, który był zaplanowany na rok 2015 nie tylko się spina, ale z bilansu po 9 miesiącach wynika, że mamy nawet 2,5 miliona zysku. Dzięki temu możliwe było regulowanie zobowiązań z lat poprzednich, bo to nie jest tak, że pieniądze leżą na koncie. Jeszcze nie jest idealnie, ale na pewno funkcjonowanie spółki nie jest zagrożone.

Rozumiem, że budżet jest niższy niż wówczas, kiedy obejmował pan rządy w klubie?

Aktualny budżet to 23 miliony złotych. Poprzedni rok był bardzo bolesny, ponieważ trzeba było spłacić wiele zaległości. W tym i zeszłym roku spółka spłaciła prawie 18 milionów złotych zobowiązań, które powstały przed moim przyjściem w listopadzie 2013 roku. Premie za udział w pucharach, wynagrodzenia i odprawy dla byłych piłkarzy, pożyczki, zobowiązania wobec Skarbu Państwa, agencji menedżerskich czy byłych kontrahentów. Dziś klub jest w stanie się bilansować.

I spłacać zobowiązanie wobec miasta, które znacząco obciążają budżet klubu?

To pożyczka z czasów współpracy Śląska z panem Solorzem. Władze miasta założyły za siebie i współwłaściciela, czyli cypryjską spółkę Bithell Holdings Ltd, po 6 milionów złotych. Czyli w sumie 12. Podczas udzielania pożyczki, w imieniu spółki Bithell, jej pełnomocnik, pan mecenas Józef Birka złożył oświadczenie, które nigdy nie zostało cofnięte, że do końca roku 2012 spółka ta ureguluje swoje zobowiązanie wobec Śląska. Jak dotąd to nie nastąpiło, dlatego od kilku miesięcy prowadzone są kroki prawne, mające na celu zabezpieczenie interesu spółki akcyjnej Śląsk. Sprawa jest o tyle wyjątkowa, że podmiot, który ma zobowiązanie wobec Śląska, ma siedzibę na Cyprze. Ale Bithell Holdings Ltd ma też aktywa w Polsce, bo jest udziałowcem dużych giełdowych spółek należących do pana Solorza, jak np. Elektrim SA.

Jakie konkretnie dziś są zobowiązania Śląska?

Pochodzą w zasadzie z tytułu wspomnianej pożyczki. Obecnie sięgają 11 milionów złotych, ponieważ milion w tym roku udało się spłacić. Po wyjaśnieniu sprawy z zobowiązaniem spółki Bithell wobec Śląska pozostanie zatem kwestia ustalenia, w jakiej formie i trybie oddamy pozostałą kwotę do gminy. 2014 rok spółka zakończyła wynikiem dodatnim, zysk wyniósł ponad 500 tysięcy złotych. W 2015 w oparciu o twarde dane z Rachunku Zysków i Strat – powinno być jeszcze lepiej.

Z czego wyniknęła taka naprawa finansów? Zwłaszcza że przychodów nie zwiększyliście, Śląsk nie ma, i to już od dłuższego czasu, głównego sponsora.

Sytuacja finansowa poprawiła się, bo zracjonalizowaliśmy wydatki. W 2013 roku spółka wygenerowała ponad 41 milionów złotych kosztów, natomiast rok 2014 zamknęliśmy z kosztami w wysokości 26 milionów. Sporą część oszczędności udało się wypracować na wynagrodzeniach, pochodnych kosztach zakontraktowania zawodników i tzw. usługach obcych. Kominy płacowe zostały zlikwidowane. Przestaliśmy po prostu zaciągać zobowiązania, na których spłatę nie byłoby nas stać. Niektórzy niemal z dnia na dzień przestali żerować na klubie. Ale też w wielu pozycjach kosztowych nastąpiła racjonalizacja wydatków. Przykład pierwszy z brzegu to choćby sprzątanie ogromnego stadionu, na którym gramy mecze ligowe. Wypowiedzieliśmy umowę i okazało się nagle, że ta sama firma może nadal sprzątać, ale niemal trzykrotnie taniej. A tylko ten zabieg pozwolił Śląskowi na oszczędność w skali roku na poziomie około 300 tysięcy złotych. Takich pozycji jest znacznie więcej.

Zatem dlaczego, skoro jest tak zdrowo, nikt nie chce wykupić akcji klubu od miasta?

Kwestie właścicielskie są poza zarządem spółki. Choć nie ukrywam, że dobrze byłoby już wiedzieć, w którą stronę mamy podążać. Ta sytuacja nie jest komfortowa z punktu widzenia ani bieżącego prowadzenia klubu, ani z punktu widzenia planowania. Z publicznych informacji wiemy, że przejęciem pozostałych udziałów zainteresowane jest Wrocławskie Konsorcjom Sportowe Spółka Akcyjna, która przystąpiła do publicznego ogłoszenia miasta. Inni byli aktywni raczej tylko w mediach.

Ile chce pan dostać od sponsora głównego?

Dotychczas w całości za rozmowy sponsoringowe, a także za marketing i relacje ze Stadionem Miejskim, odpowiadał wiceprezes Marek Drabczyk, który przed miesiącem zrezygnował z pracy w zarządzie Śląska. Proszę jednak wybaczyć – kwoty nie padną, bo pieniądze lubią ciszę.

Drabczyk uznał misję za porażkę, skoro ustąpił?

Nie chciałbym się wypowiadać za Marka. Przyszedł z bogatym bagażem doświadczeń z Legii, a potem nastąpiła weryfikacja we Wrocławiu. A w naszym fachu jest podobnie jak z oceną piłkarzy – jesteś tak dobry, jak twój ostatni mecz. Jeśli nie masz wyników, nic cię nie obroni. Śląsk to klub z tradycjami, Wrocław jest świetnym miastem do życia i rozwoju. Ubolewam jednak nad tym, że dwuletnia praca kolegi, mimo jego starań, nie zakończyła się zawarciem kontraktu, który dałby spółce finansowy oddech i pozwolił choćby na pozyskanie lepszych piłkarzy. W tym roku zbilansowaliśmy budżet bez przychodów zewnętrznych ze sponsoringu czy reklamy, ale na dłuższą metę tak się nie da. Jeśli chcemy klub rozwijać, należy w niego zainwestować lub stworzyć odpowiednie warunki do generowania przychodów.

Mówi pan: Wrocław to świetne miasto, tymczasem frekwencja na meczach Śląska jest słaba. Dlaczego?

To złożona kwestia. Wiosną walczyliśmy w lidze o medale, twierdza Wrocław była niezdobyta od wielu miesięcy, na rundę finałową przyjeżdżały Legia, Górnik czy Lechia, a mimo to na trybunach zasiadało osiem albo dziewięć tysięcy ludzi. Z tego chyba jasno wynika, że miasto ma znacznie szerszą ofertę kulturalną i rozrywkową, nie tylko piłkarską. Trzeba naprawdę ciężkiej pracy, żeby ludzie identyfikowali się ze Śląskiem. Inna rzecz, że kibice sygnalizują przesyt ligowej piłki. W ciągu zaledwie 3 miesięcy graliśmy wiosną aż trzykrotnie u siebie z Legią – raz w Pucharze Polski i dwukrotnie w lidze. I z każdym kolejnym meczem frekwencja była mniejsza, bo ludziom to się przejadało.

Dopóki nie przyjdą efekty tej ciężkiej pracy u podstaw, może nie warto rozgrywać meczów na Stadionie na Maślicach? Przy Oporowskiej frekwencja na wspomnianym poziomie byłaby OK.

Na pewno relacje i model biznesowy pomiędzy Śląskiem a Stadionem nie są takie, jak być powinny i potrzebne będzie w nich nowe otwarcie. Ale kluczem do wszystkiego jest wyjaśnienie kwestii właścicielskich.

Mam rozumieć, że na organizacji meczów we Wrocławiu w ogóle nie zarabiacie?

A ja rozumiem, że chce mnie pan sprowokować do deklaracji, że wrócimy do gry przy ulicy Oporowskiej. Będę się jednak upierał, że po rozstrzygnięciu spraw właścicielskich powinny nastąpić poważne rozmowy o nowym modelu biznesowym. Od dłuższego czasu przychody z lóż czy strefy biznesowej zasilają konto operatora, klub nie czerpie z tego korzyści. Klub jako organizator imprezy masowej zadbał o to, że niemal przez cały rok mieliśmy mecze zwykłe, a nie podwyższonego ryzyka. A to oznacza, że kibice mogli na każdym meczu kupować na stadionie piwo. Tyle że dochód klubu ze sprzedanego piwa wynosi okrągłe 0,00. Korzyści mają więc wszyscy dookoła, tylko nie Śląsk. To nie jest normalna sytuacja. Czy gdyby nie było meczu Śląska, to kibic przyjeżdżałby na stadion napić się piwa? Pojawia się więc pytanie, czy klub ma być ozdobą dla stadionu? Jeśli klub – w ramach pracy nad budowaniem frekwencji – zachęca rodzinę z dziećmi (2+2) do przyjścia na mecz, oferując bilet rodzinny za 23 zł, zaś ta sama rodzina musi zapłacić więcej za znajdujący się obok, niemal pusty parking stadionu, to ludzie cisną na Śląsk, choć owe opłaty parkingowe zasilają konto operatora, a nie klubu. Zrażają się do tego i mówią wprost: prędko tu nie wrócimy. Wszystko więc co złe idzie na nasze konto. Tymczasem bez partycypowania w podziale przychodów z dnia meczowego i strefy biznesowej klub nigdy nie będzie miał szansy się rozwijać, nie zbuduje większego budżetu i nie sprowadzi lepszych piłkarzy, którzy mogą przyciągnąć publikę. I tak koło się zamyka.

Nie obawia się pan etykietki: zawód – prezes? Nawet jeśli jest pan najmłodszym szefem zawodowego klubu w Polsce?

Prezesem się bywa, a człowiekiem trzeba być zawsze. I mieć swoje zasady. Pracuję z pasją, podporządkowałem wszystko przez ostatnie dwa lata pracy dla Śląska. Nie jestem przyspawany do stołka. Skończyłem kierunek ekonomiczny i administrację, parałem się też dziennikarstwem, byłem najmłodszym redaktorem naczelnym gazety w Polsce, tak jak teraz jestem najmłodszym prezesem. Nie mam oczywiście nic do dziennikarzy, ale kiedy jeden ze znanych przedstawicieli mediów proponował transfery piłkarzy panu trenerowi Staszkowi Levemu, byłem przeciwny tym transakcjom. Podobnie jak nie uległem sugestiom, żeby w miejsce Pawłowskiego zatrudnić znajomych kilku reporterów, mimo że usilnie telefonicznie zachwalali swoich faworytów.

Budżet Śląska na rok 2016 będzie uwzględniał walkę w grupie spadkowej w serii finałowej ESA 37?

Teraz kichamy i mamy katar, ale nie mam wątpliwości, że wyleczymy to przeziębienie. Plan finansowy na 2016 rok będzie niebawem przedmiotem rozmów z właścicielami i musi uwzględniać różne scenariusze. Tym niemniej cały czas wierzymy w grę w górnej ósemce. Wiem, że podchodzimy do tematu optymistycznie, ale to wciąż realne. Ta drużyna musi wreszcie odpalić. A wtedy ruszy do przodu. 

WYWIAD UKAZAŁ SIĘ RÓWNIEŻ W NAJNOWSZYM NUMERZE TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA”

Możliwość komentowania została wyłączona.

Najnowsze wydanie tygodnika PN

Nr 28/2026

Nr 28/2026

Polska Ekstraklasa

Z Arsenalu do Cracovii. Młody pomocnik przy ul. Kałuży

Cracovia tego lata nie jest specjalnie aktywna na rynku transferowym, skupiając się głównie na ściąganiu młodych i perspektywicznych piłkarzy. Kolejny z nich właśnie zawitał przy ul. Kałuży.

2024.05.19 Krakow
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
N/z Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Foto Mateusz Sobczak / PressFocus

2024.05.19 Krakow
Football Polish League PKO Ekstraklasa season 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Credit: Mateusz Sobczak / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie! Górnik Zabrze z kolejnym transferem!

Nowy obrońca melduje się w Zabrzu. Maximilian Dietz podpisał kontrakt z triumfatorem Pucharu Polski!

2026.05.23 Zabrze
Pilka nozna PKO BP Ekstraklasa Sezon 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
N/z Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Foto Marcin Bulanda / PressFocus

2026.05.23 Zabrze
Football Polish PKO BP Ekstraklasa League Season 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Credit: Marcin Bulanda / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Reprezentant Polski zmienia klub! Zostały już tylko formalności!

Związany z Górnikiem Zabrze Kryspin Szcześniak będzie miał nowy klub. Według mediów, zawodnik zmieni barwy, ale pozostanie w PKO BP Ekstraklasa.

2025.11.13, Warszawa 
Pilka nozna, Reprezentacja Polski 
Trening przed meczem Polska - Holandia 
N/z Kryspin Szczesniak 
Fot Rafal Oleksiewicz / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Cztery sygnały po Superpucharze. Jaki Lech przystępuje do sezonu?

Po raz pierwszy od dekady i siódmy w historii Lech sięgnął po Superpuchar Polski. Na podstawie spotkania o najmniej prestiżowe z krajowych trofeów trudno o daleko idące wnioski, natomiast pewne sygnały przed przystąpieniem do gry o Champions League zostały przez Kolejorza wysłane.

2026.07.16 Poznan
Pilka nozna Superpuchar polski
Lech Poznan - Gornik Zabrze
N/z Mikael Ishak gol radosc bramka
Foto Pawel Jaskolka / PressFocus

2026.07.16 Poznan
Football Polish Supercup 
Lech Poznan - Gornik Zabrze 

Credit: Pawel Jaskolka / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie: Cracovia przedłużyła kontrakt i wypożyczyła zawodnika

Bartosz Biedrzycki podpisał nową umowę z Cracovią. Jednocześnie Pasy postanowiły wypożyczyć 23-latka do pierwszoligowej Odry Opole.

2025.08.03 Krakow
Pilka nozna , PKO BP Ekstraklasa sezon 2025/26
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
N/z Bartosz Biedrzycki
Foto Krzysztof Porebski / PressFocus

2025.08.03 Krakow
Football Polish top league , 2025/2026 season
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
Bartosz Biedrzycki
Credit: Krzysztof Porebski / PressFocus
Czytaj więcej