Z 0:2 na 3:2, Śląsk odrobił straty i zdobył Gdańsk!
Kibice, którzy pofatygowali się w to niedzielne popołudnie na gdańską PGE Arenę, z całą pewnością nie żałują pieniędzy wydanych na bilety. Miejscowa Lechia przegrała co prawda ze Śląskiem Wrocław 2:3, jednak poziom meczu stał na wysokim poziomie i mógł zadowolić nawet najbardziej wybrednego fana futbolu.
Sebastian Milan bohaterem Śląska Wrocław
Oba zespoły przed przerwą przeznaczoną na mecze
reprezentacji narodowych zaczęły grać całkiem niezły futbol i można
śmiało postawić tezę, że zawieszenie rozgrywek nie było dla nich
najlepszym rozwiązaniem. Wszyscy zastanawiali się więc, kto zdoła
przedłużyć dobrą passę i dopisać na swoje konto kolejne punkty.
Już
pierwsze minuty spotkania pokazały, że więcej do powiedzenia będą mieć
gospodarze. To oni prowadzili grę i to właśnie oni dyktowali tempo
zawodów. Prym w tym wiódł oczywiście Abdou Razack Traore, którego
wszędzie było pełno. Gwiazdor Lechii miał swoje szanse, jednak albo
brakowało mu skuteczności, albo dobrze w bramce Śląska spisywał się Marian Kelemen. Także goście mieli swoją okazję. W 34. minucie gola dla Śląska mógł zdobyć Piotr Ćwielong, ale na posterunku był Bartosz Kaniecki.
Gospodarze w końcu dopięli swego i zdobyli gola w najlepszym momencie, czyli w samej końcówce pierwszej połowy. Przemysław Kaźmierczak sfaulował
w polu karnym Traore i arbiter nie zawahał się ze wskazaniem na
jedenasty metr. Co prawda piłka wpadła do bramki Śląska po dobitce Łukasza Surmy, ale gwizdek był pierwszy i Lechia musiała strzelać karnego. Pewnym egzekutorem okazał się sam poszkodowany.
Ten
sam zawodnik tuż po zmianie stron podwyższył na 2:0 dla miejscowych.
Traore „zatańczył” z obrońcami Śląska, zbiegł na dobrą pozycję od
oddania strzału i uderzył na bramkę Kelemena. Lechia prowadziła już 2:0 i
wydawało się, że trzy punkty muszą zostać w Gdańsku. Nic z tego.
W 62. minucie na ładny techniczny strzał zza pola karnego zdecydował się Sebastian Mila
i mistrzowie Polski złapali kontakt z rywalem. Minęło kilka minut, a na
PGE Arenie mieliśmy już remis. Mila ponownie dostał dobrą piłkę przed
szesnastką Lechii i nie zastanawiając się zbyt długo, oddał strzał.
Piłka odbiła się jeszcze od jednego z rywali i wpadła do siatki obok
zmylonego Kanieckiego.
Gospodarze nie zdążyli się jeszcze
podnieść po tych dwóch mocnych ciosach, a leżeli na deskach po raz
trzeci. Kaźmierczak wrzucił dobrą piłkę przed bramkę Lechii, a tam
świetnie znalazł się Rok Elsner, który głową skierował ją do siatki. Ależ powrót Śląska!
Wynik nie uległ zmianie. Śląsk dzięki trzem punktom zdobytym w Gdańsku, zrównał się w tabeli w Górnikiem Zabrze i Lechem Poznań. Lechia zajmuje bezpieczne miejsce w środku stawki.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.