Z 4. ligi po Puchar Polski. „Chcemy być jak Bruk-Bet Termalica”
Odra Bytom Odrzański w 1/32 finału Pucharu Polski zmierzy się z
Wisłą Kraków. Dla IV-ligowego klubu z województwa lubuskiego to
największe wydarzenie w historii, ale w Bytomiu ambicje sięgają dużo
dalej. – Imponują mi Hoffenheim i Termalica, to dla nas punkt
odniesienia – mówi Piotr Michalewicz, prezes Odry.
Ładuję go trzy raz dziennie. Aktualnie stan baterii jest bardzo słaby.
Pytam, bo organizacja imprezy masowej podwyższonego ryzyka, na którą przyjdzie 1/3 mieszkańców gminy, to dla prezesa klubu z IV ligi musi być urwanie głowy.
To duże wyzwanie. Trzeba sobie jasno powiedzieć, organizujemy imprezę masową jako klub amatorski, który wciąż dopiero się profesjonalizuje. Nie mamy zbudowanych struktur organizacyjnych, które mogłyby teraz – w przypadku imprezy takiej rangi – nas odciążyć. Wszystkim zajmujemy się w bardzo wąskiej grupie osób. Mierzymy się z zupełnie nowymi rzeczami, z którymi do tej pory nie mieliśmy do czynienia. Z tym że już kiedyś mówiliśmy, że lubimy takie wyzwania, bo jeśli prześledzi się rzeczy, które robiliśmy – czy to organizacyjnie, jeśli chodzi o mecze, czy też organizacyjnie, jeśli chodzi o klub, jak przykładowo obóz na Majorce – widać, że lubimy wychodzić poza schemat. Oczywiście jest to dla nas duży ból głowy z wieloma rzeczami, ale z drugiej strony mamy nadzieję, że zwieńczeniem będzie czwartkowy mecz. Jesteśmy dumni, że do naszego miasta przyjedzie Wisła Kraków.
Mecz z Wisłą to największe wydarzenie w historii Odry?
Bezsprzecznie. Równie głośnym echem odbiło się otwarcie naszego stadionu, ale ten mecz dla klubu to największe wydarzenie. Nie boję się powiedzieć, że na sto procent też w przypadku miasta, gminy i powiatu. Nie przypominam sobie, by w najnowszej historii piłki nożnej Bytomia Odrzańskiego pojawiła się na naszej ziemi tak wielka, uznana marka w Polsce i zagrała mecz o coś. Bo to też jest ważne – Wisła nie przyjeżdża tutaj zagrać sparingu, tylko mecz w Pucharze Polski. Ale przed meczem nie zamierzamy mówić o tym, że chcemy gładko przegrać, tylko chcemy się postawić i sprawić niespodziankę.
Odra w ogóle jest w stanie sprawić niespodziankę z Wisłą?
Przed losowaniem miałem proroczy sen, bo trafiliśmy w nim na Wisłę. A ostatnio śniłem, że nawet nie w dogrywce i po karnych, ale w regulaminowym czasie wygraliśmy z Wisłą… Lubię sobie wizualizować takie rzeczy. Oczywiście chciałbym być jasno zrozumiany – ja nie mówię, że my na pewno z Wisłą wygramy, bo nie jestem wariatem, ale chcemy zrobić wszystko, żeby wiele osób – ludzi związanych z klubem i z miastem – na lata zapamiętało ten mecz. Wiem, że dla wielu kibiców, głównie starszych, którzy pamiętają dawne czasy naszego klubu, to jest historia, którą za parę lat przy grillu ze znajomymi będą opowiadać. I o to nam chodzi, by napisać fajną historię i – mam nadzieję – zwieńczoną nie tylko sukcesem organizacyjnym, bo samo doprowadzenie do tego meczu uważam już za ogromny sukces, ale też po cichu liczę na to, że dołożymy do tego sukces sportowy.
Jeszcze w sezonie 2021-22 Odra grała w okręgówce. W ciągu dwóch lat wywalczyliście trzy awanse, docierając do III ligi. Poprzedni sezon trochę zachwiał marsz w górę, bo spadliście z powrotem do IV ligi. Długofalowo, miejsce Odry jest na poziomie centralnym, czy celujecie jeszcze wyżej?
Jeszcze kilka lat temu nie dość, że byliśmy w okręgówce, to na dodatek mieliśmy jedno boisko i trybunę na wale. Teraz mamy najnowocześniejszy stadion w województwie lubuskim. Koszt budowy obiektu wyniósł prawie 15 milionów złotych. To wszystko wydarzyło się tylko w ciągu pięciu lat. Zwieńczeniem tego procesu jest właśnie mecz z Wisłą. W III lidze już byliśmy i chcemy w niej znowu być. Gdy ktoś mnie pyta, gdzie jest nasz sufit, to na dzisiaj takim „małym sufitem” jest trzecia liga. Niedawno zdałem sobie sprawę, że pewnie nie spocznę jako prezes, dopóki nie osiągniemy poziomu centralnego. Nie jest to coś, czego nie da się zrobić. Oczywiście, wszystko dyktują finanse. Warto jednak zaznaczyć, że kiedy zaczynaliśmy projekt, budżet klubu wynosił 100 tysięcy rocznie, z czego aż 90 procent to były środki miejskie, a ledwie 10 tysięcy pozyskiwaliśmy z innych źródeł. W poprzednim roku budżet klubu to było już 400 tysięcy z miasta i milion sto tysięcy od sponsorów, czyli w sumie 1,5 miliona złotych. To ogromna różnica. A nie mamy za sobą bogatego miasta czy bogatego jednego sponsora. Akademia, w której pięć lat temu trenowało 25 chłopców, aktualnie ma w swoich szeregach 150 dzieci. Przypomnę tylko, że mówimy o gminie, która ma niecałe 6,5 tysiąca mieszkańców. Również to, co robimy marketingowo, też wielokrotnie wykracza poza pewne schematy. Odpowiadając jednak jednym zdaniem – chcielibyśmy wskoczyć na stałe na poziom centralny. Jesteśmy chwilę po spadku, ale aktualnie mamy 8 meczów ligowych za sobą i 8 zwycięstw. Dążymy do celu.
Odra w pewnych aspektach przypomina, zachowując odpowiednie proporcje, Bruk-Bet Termalikę Nieciecza, czyli klub z małego ośrodka, ale z ambicjami, z bogatą siatką sponsorską z regionu i z nowoczesną infrastrukturą. Zgodzi się pan?
Nawet niedawno oglądałem ciekawy materiał o Bruk-Becie i szukałem kontaktu do ludzi z Niecieczy, by wybrać się tam i zobaczyć od środka strukturę klubu. Bruk-Bet może imponować, ponieważ jest to klub w stu procentach prywatny. My otrzymujemy pomoc z miasta i bardzo ją doceniamy, bo zdajemy sobie sprawę z możliwości gminy, wiemy, że to jest ogromna kwota, niemniej dalej niewiele znacząca w porównaniu choćby z klubami trzecioligowymi, gdzie dotacje sięgają około miliona złotych rocznie. Wracając do klubu z Niecieczy, jest dla nas punktem odniesienia, podobnie jak – zachowując odpowiednie proporcje – Hoffenheim. Grając w Football Managera, zawsze wybierałem ten klub, bo lubię romantyczne historie w piłce. Gdy Bruk-Bet zaczynał, każdy mówił, że się nie da, że Ekstraklasa nigdy nie zawita do Niecieczy. Przełamali jednak schemat. Czasem trzeba myśleć inaczej. Mnie nie udało się zostać dobrym piłkarzem, ale chyba jestem lepszym prezesem.
Skąd pomysł, by zaangażować się w Odrę? Na co dzień prowadzi pan biznes w branży gastronomicznej w Zielonej Górze.
Jako dwudziestoparolatek grałem w piłkę w Bytomiu Odrzańskim i tak się złożyło, że w dawny prezes ściągnął mnie do klubu. W tamtym czasie mocniej działałem biznesowo, a piłka była dla mnie tylko rzeczą dodatkową. Przyjechałem na trening, miałem być bramkarzem. Finalnie wydarzyło się tak, że kupiłem chłopakom dresy. I tak to się zaczęło. Potem ówczesny prezes dostał się do rady miasta w wyborach uzupełniających i trzeba było na szybko znaleźć następcę. Postanowiłem, że się zaangażuję, choć miał to być tylko rok, by dokończyć kadencję. Prezesowanie bardzo mi się jednak spodobało. Zacząłem od małych sukcesów – bez środków gminnych postawiliśmy drugie boisko, później zrobiliśmy oświetlenie. Burmistrz widząc nasze działania, dostrzegł nasz potencjał i zaangażował się w rozwój infrastruktury. Wybudowaliśmy stadion, do tego cały czas rozwijamy bazę. Na dzisiaj mamy dwa pełnowymiarowe boiska, wszystkie są oświetlone. Burmistrz i miasto wiedzą, że żeby mnie zatrzymać, musimy się rozwijać. Żeby nie było jak kiedyś – gdy jeszcze grałem w piłkę, zajęliśmy trzecie miejsce, to było w IV lidze. Dwa pierwsze zespoły nie chciały awansu i my jako trzeci zespół w tabeli zostaliśmy zaproszeni do trzeciej ligi. W urzędzie miasta postanowiono jednak, że nie ma na to środków. Ale jako prezes dopiąłem swego.
Jak udało się ściągnąć Krzysztofa Drzazgę do Odry?
Krzysiek pochodzi z Przemkowa, skąd jest około pół godziny drogi do Bytomia Odrzańskiego. Tak się składa, że mój przyjaciel jest jednocześnie przyjacielem Krzysztofa z dawnych lat. Przez niego nawiązaliśmy kontakt. Wiedziałem, że Krzysiek jest bez klubu. Zaproponowaliśmy mu możliwość niezobowiązujących treningów z nami, żeby mógł być w pełnej dyspozycji. W międzyczasie jego negocjacje z potencjalnymi klubami się przeciągały i nie były dla niego zadowalające. W pierwszym tygodniu w ogóle nie było tematu, że Krzysiek może u nas grać. W drugim tygodniu treningów poruszyliśmy ten temat, ale początkowo Krzysiek nie był zainteresowany. W trzecim i czwartym tygodniu niekończące się negocjacje już go zmęczyły. Wtedy postanowił usiąść z nami do stołu. Naszym sponsorom też bardzo zależało, by go pozyskać. Tydzień przed rozpoczęciem ligi rozmowy nabrały rumieńców. Krzysiek wszystkie inne oferty odrzucił i został z nami. Powiedział nawet, że takiej bazy, jaką mamy, mógłby nam pozazdrościć niejeden klub z 1. Ligi.
Poza Drzazgą, czy wszyscy piłkarze w Odrze są zatrudnieni na profesjonalnych kontraktach, czy też część zawodników łączy grę z pracą zawodową?
Proporcje rozkładają się mniej więcej 80 do 20. Większość to zawodnicy kontraktowi, pozostali łączą grę w klubie z normalną pracą. Trzeba też tutaj zaznaczyć, że wielu zawodników kontraktowych jednocześnie pracuje w klubie, na przykład w akademii, gdzie sporą część trenerów stanowią nasi gracze. Kilku zawodników dorabiają sobie też u naszych sponsorów.
Co będzie pierwsze? Odra awansuje na poziom centralny, czy Robert Skowron przestanie być prezesem LZPN?
Ja już trochę jestem daleko za tym naszym układem zamkniętym, jeśli chodzi o Lubuski Związek Piłki Nożnej. Skupiam się na swojej robocie, aczkolwiek nie ukrywam, że przy okazji ostatnich wyborów miałem bardzo dużą ochotę zmierzyć się w otwartej debacie. Niestety, nie udało się. Zobaczymy, czy w przyszłości będę miał chęci wystartować. A odpowiadając na pytanie wprost – prędzej Odra awansuje na poziom centralny, niż pan Robert opuści stołek. Jeśli w tym sezonie zrobilibyśmy awans i w następnym roku kolejny, to jeszcze będę miał trochę czasu, by pomyśleć, czy chciałbym sprawdzić się w roli działacza.
Czyli na ten moment nie zaprząta pan sobie głowy LZPN?
Miałem okazję być na ostatnich wyborach w lubuskim związku i byłem przerażony tym, jak one są zorganizowane i w jaki sposób przebiegają. To jest szczelny układ zamknięty. Myślałem, że to środowisko się trochę oczyszcza, ale niestety tak nie jest. Wiadomo, że w następnych wyborach w PZPN pan Kulesza nie będzie mógł już startować, więc wówczas może nastąpić ukruszenie betonu i przewrót w lokalnych związkach. Dzisiaj jednak mam ogromną robotę do wykonania w Bytomiu Odrzańskim. Naprawiam lubuską piłkę, robiąc swój klub. Mam nadzieję, że ta dobra robota, kiedy będę chciał coś zmienić szerzej, zostanie zauważona.
Sensacja w Bydgoszczy! Trzecioligowiec wyrzucił Wisłę z Pucharu Polski! [WIDEO]
Po pierwszej połowie chyba nikt nie spodziewał się takiego rezultatu. A jednak, bydgoski Zawsza koncertowo rozprawił się z Białą Gwiazdą wygrywając aż 4:1 i wyrzucając Wisłę z Pucharu Polski.
Mocne słowa Zielińskiego. „Jest mi zwyczajnie wstyd”
Korona Kielce odpadła z Pucharu Polski po porażce z drugoligową Chojniczanką. Trener Jacek Zieliński w mocnych słowach skomentował klęskę swojego zespołu.
Kolejna niespodzianka w Pucharze Polski! Jagiellonia poza rozgrywkami!
Jagiellonia miała potężną przewagę na boisku, ale to GKS Katowice świętuje awans do ćwierćfinału Pucharu Polski! Śląski zespół odprawił z kwitkiem Dumę Podlasia.