Aleksandar Vuković nie poprowadzi już Legii Warszawa. Serb został odsunięty od pierwszej drużyny po porażce z Górnikiem Zabrze. Za nim intensywne półtora roku. Z czego zapamiętamy szkoleniowca?
Mistrzostwo
Każdy sezon, w którym Legia nie wywalczy tytułu mistrzowskiego, oznacza rewolucję w klubie. W tym roku tak nie było. Warszawski zespół odskoczył reszcie stawki, przypieczętował złoty medal na trzy kolejki przed końcem.
Vuković poprowadził Legię do tytułu, choć droga była momentami wyboista i kręta. Szkoleniowiec jednak potrafił połączyć efektywność i efektownością, a jego drużynę w kilku spotkaniach oglądało się z największą przyjemnością.
Europejski koszmar
Za kadencji Vukovicia Legia nie podbiła Ligi Mistrzów, nie wywalczyła fazy grupowej Ligi Europy, choć w tym roku w eliminacjach jeszcze występuje. Patrząc jednak na wszystkie występy jego drużyny na arenie międzynarodowej trudno doszukiwać się wielu pozytywów.
Najpierw kompromitujący remis na Gibraltarze, który udało się zmazać tydzień później przy Łazienkowskiej, wygrywając 3:0. Później męczarnie z fińskim KuPS – jednobramkowe zwycięstwo w Polsce i remis po fatalnym spotkaniu w delegacji. Następnie remis z Atromitosem w Warszawie i zwycięstwo w Grecji, które napawało optymizmem przed ostatnią rundą. Cudu jednak nie było. Rangersi pokazali Legii miejsce w szeregu, choć trzeba przyznać, że warszawianie długimi fragmentami walczyli jak równy z równym i pozostawili po sobie przyzwoite wrażenie.
W tym sezonie zaczęło się podobnie jak rok remu. Najpierw droga przez mękę z mistrzem Irlandii Północnej, która zakończyła się sukcesem, ale sprawdzian przeprowadzony przez Omonię Nikozja został już oblany. Champions League nie ma i w tym sezonie na pewno nie będzie. Na mecz z ekipą z Kosowa Vuko już jednak szansy nie dostał.
Odkrycia
Vuković – w przeciwieństwie do swoich poprzedników – nie bał się korzystać z posiłków z akademii. To on objawił światu Michała Karbownika, którego przestawił na bok obrony, choć ten przecież całe życie występował w środku pola. To Vuko przedstawił szerszej publiczności Macieja Rosołka, który w kluczowych momentach ciągnął zespół (gole z Lechem, ŁKS i Piastem w poprzednim sezonie).
Jakby tego było mało, to Serb pokazał, że piłkarze, których wcześniej przy Ł3 już skreślono, potrafią grać w piłkę na wysokim poziomie. Mowa o Domagoju Antoliciu, który przy Vukoviciu wyrósł na najlepszego pomocnika w PKO BP Ekstraklasie, o Marco Vesoviciu, który był najlepszym prawym obrońcą ligi, czy o Jose Kante, który zastąpił Jarosława Niezgodę w ataku. Do tego należy doliczyć Luquinhasa, którego przestawił ze skrzydła do środka pola, co się okazało strzałem w dziesiątkę.
Dziwne konferencje
Pierwsze tygodnie pracy Vukovicia w Warszawie były trudne. Drużyna grała słabo, ale przechodziła kolejnych rywali w eliminacjach Ligi Europy. Serb dostawał trudne pytania, na które odpowiadał w przedziwny sposób. Niektórzy nawet mówili, że Vuko ma trochę swój świat, ale jak się okazało, chodziło o ochronę drużyny przed falą hejtu z zewnątrz.
Sprawiedliwość
Serb umie zarządzać szatnią. Czasami zaskakiwał wyjściowym zestawieniem, ale prawie z każdej decyzji spokojnie mógł się wybronić. Potrafił posadzić na ławce największe gwiazdy, kiedy nie prezentowały odpowiedniej dyspozycji i nie przez przypadek zyskał określenie Aleksandar Sprawiedliwy.
Dobre relacje
W szatni Legii nie ma praktycznie piłkarza, który narzekałby na relacje z trenerem. Vuko dbał o każdego zawodnika, nawet o tego, który praktycznie nie grał. Rozmawiał, żartował, tłumaczył swoje decyzje – każdy czuł się w tej drużynie potrzebny.
Do tego trzeba też doliczyć znakomite relacje z kibicami, których był ulubieńcem. Zresztą jego zachowanie na fecie pokazało, że tak naprawdę jest jednym z nich…
Dziwne decyzje
Do takich na pewno należało wystawianie Sandro Kulenovicia kosztem Carlitosa w pierwszych meczach poprzedniego sezonu. Ostatecznie obu przy Łazienkowskiej już nie ma, ale przez długie tygodnie te decyzje Vukovicia były szeroko i niezbyt pozytywnie komentowane w środowisku.
Czystka w szatni
Serb nie bał się podejmować trudnych decyzji (patrz Kulenović), które mogły zachwiać drużyną. To on dokonał swego rodzaju rewolucji w poprzednim sezonie, kiedy zdecydował się na rozstania z kluczowymi postaciami w szatni, czyli Miroslavem Radoviciem, Michałem Kucharczykiem czy Arkadiuszem Malarzem. – Oczyszczę tę drużynę – mówił po rozgrywkach 2018-19. I tak też zrobił.
Spełnianie kaprysów
Legia od kilkunastu miesięcy jest budowana z głową i rozmachem. Drużyna w zasadzie się nie osłabia, sprowadza piłkarzy ogranych w polskiej lidze i na papierze wszystkich bije na głowę. Duża w tym zasługa Vukovicia, którego filozofia budowania zespołu opierała się właśnie o piłkarzy z doświadczeniem w PKO BP Ekstraklasie. Szkoda tylko, że w tym sezonie nie potrafił wykorzystać ich potencjału…
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.