Piłka łączy ich szczególnie mocno. Szerokiej publiczności pokazali się w tym samym polskim klubie, a dziś znowu grają w tej samej drużynie we Włoszech. Bardzo prawdopodobne, że w czerwcu wybiorą się wspólnie do Rosji. Nie na wakacje, choć lubią spędzać czas w swoim towarzystwie, ale na mistrzostwa świata.
ROZMAWIAŁ W GENUI KONRAD WITKOWSKI
– Zdajecie sobie sprawę, że w Polsce zapanowała swego rodzaju moda na Sampdorię? Po reakcjach w mediach społecznościowych widać, że jest coraz więcej osób, które wolą oglądać wasze mecze niż czołowych europejskich klubów. Bartosz Bereszyński: Polacy lubią śledzić, jak wiedzie się innym. Jednocześnie zmienia się nasza mentalność: jesteśmy mniej zawistni, a coraz bardziej staramy się doceniać drugą osobę i jej kibicować. Wiemy od władz klubu, że ostatnio znacznie wzrosła liczba polskich kibiców odwiedzających stronę internetową Sampdorii. Pierwszy był tutaj Karol, potem przyszedłem ja, a po transferze Dawida zainteresowanie klubem w Polsce stało się już naprawdę spore.
– Może w takim razie klub powinien pomyśleć o prowadzeniu komunikacji z kibicami również w języku polskim? – Karol Linetty: Na razie nie było takiej inicjatywy, więc chyba musimy podrzucić pomysł chłopakom, którzy się tym zajmują.
– Dawid Kownacki: Sampdoria prowadzi na Twitterze konta po włosku i angielsku, ale też na Facebooku często publikowane są wpisy w języku angielskim. Widzę choćby po moich znajomych, że wielu z nich interesuje się naszymi poczynaniami. Dla klubu to ważny aspekt, bo w ten sposób zyskuje nowych kibiców.
(…)
– Kiedy nowy piłkarz przychodzi do polskiego klubu, zwykle mówi się, że potrzebuje kilku miesięcy na adaptację. Wam w Serie A nikt takiego czasu nie dawał. – B.B.: Nie lubię tego stwierdzenia o czasie potrzebnym na aklimatyzację. Albo ktoś jest gotowy do gry, albo nie. Oczywiście, ten czas jest potrzebny, jeśli chodzi o sprawy pozaboiskowe: język na początku stanowi barierę, trzeba poznać taktykę nowej drużyny, znaleźć mieszkanie. Gdy załatwisz te wszystkie kwestie, głowa jest spokojniejsza, łatwiej skupić się wyłącznie na piłce. Natomiast jeśli chodzi o samą grę, to w Polsce czy we Włoszech masz wyjść na boisko i jak najlepiej zrealizować to, czego wymaga trener. Wiadomo, że tutaj są lepsi przeciwnicy. Przyjeżdżając do Genui, nie dawałem sobie kilku miesięcy na przystosowanie – zamierzałem grać od razu. Chłopaki przyszli do Sampdorii z podobnym nastawieniem: jak najszybciej chcieli wskoczyć do składu.
– D.K.: W topowych ligach europejskich nie ma czasu na aklimatyzację. Jeżeli klub decyduje się na transfer, liczy, że dany zawodnik od razu będzie gotowy do gry. Jeśli nie wskoczysz szybko na wysoki poziom, za chwilę na twoje miejsce przyjdzie inny piłkarz. U nas często mówi się, że nowy zawodnik potrzebuje czasu, bo jest zimno, są nowe warunki i tak dalej. To wymówki. Jak ktoś potrafi grać w piłkę, w każdym momencie będzie w stanie pokazać umiejętności.
– B.B.: Oczywiście, że forma zwykle idzie w górę po pierwszym przepracowanym okresie przygotowawczym. Wiem to na swoim przykładzie. Przychodząc w styczniu do Sampdorii, byłem po trzytygodniowym urlopie. Tymczasem drużyna cały czas trenowała, rozgrywki ligowe trwały w najlepsze. Pojawiłem się tutaj w połowie sezonu i musiałem dostosować się do trybu pracy zespołu. Nikt mi nie powiedział: „Pobiegaj sobie, idź na siłownię, a za cztery tygodnie zagrasz mecz”. Dziesięć dni po transferze wystąpiłem przeciwko Romie: czułem się jak wrzucony na kołowrotek, po 60 minutach nie wiedziałem, co się dzieje. Pod względem fizycznym nie byłem na to przygotowany. Natomiast regularną grą doszedłem do odpowiedniej dyspozycji. Pomogło też doświadczenie, bo już wiedziałem, jak mądrze rozkładać siły. Można nie być perfekcyjnie przygotowanym fizycznie i przez to nie pokazać pełni umiejętności, ale jakiś potencjał musi być widoczny od razu. Jeżeli ktoś potrzebuje aklimatyzacji do tego, aby celnie podać, to przepraszam, ale nie nadaje się do takiej ligi. Nikt tu nie rozkłada parasola ochronnego nad piłkarzami: nie radzisz sobie, przychodzi ktoś na twoją pozycję i jeśli wykorzysta szansę, musisz szukać nowego klubu.
(…)
CAŁY WYWIAD MOŻNA ZNALEŹĆ W NOWYM (13/2018) NUMERZE TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA”