Z ziemi polskiej do włoskiej, czyli nasi rodacy w Serie A
W ostatnich dniach do polskich kibiców dotarło kilka istotnych wieści z Półwyspu Apenińskiego. Czy istnieje realna szansa na to, by we Włoszech głośno było o jakimś jeszcze – poza Kamilem Glikiem – Polaku?
Kamil Wilczek jako król strzelców ekstraklasy przenosi się do beniaminka Serie A – Carpi FC
Gdyby kilka miesięcy temu spytać włoskich tifosich, czy kojarzą jakiegoś naszego rodaka grającego w ich lidze, bez chwili wahania wskazaliby na kapitana Torino. A czy na kogoś jeszcze? W spotkaniach Coppa Italia uczestniczył Łukasz Skorupski, regularnie końcówki w Empoli grywał Piotr Zieliński… i na tym właściwie można by zakończyć.
Istnieje spore prawdopodobieństwo, że w nadchodzącym sezonie Serie A na włoskich boiskach będziemy oglądać naszych rodaków dużo częściej. Po pierwsze z Romy wyrwał się Skorupski. Stołeczny klub postanowił wypożyczyć go do Empoli. Tam rywalami zabrzanina będą 26-letni Alberto Pelagotti oraz aż 38-letni Maurizio Pugliesi. Trudno przypuszczać, by któryś z nich mógł pozbawić Polaka miejsca w bramce. Tym bardziej, że przedstawiciele Romy na pewno nie wypuszczali Skorupskiego po to, by ten doświadczenia nabierał jedynie trenując, i to z o wiele słabszą ekipą.
Tymczasem w porzuconej przez Sinisę Mihajlovicia Sampdorii Polaków będzie dwóch. Czy spotykać się będą tylko na treningach? Paweł Wszołek od serbskiego szkoleniowca szans zbyt wiele nie otrzymywał. Być może pod wodzą Waltera Zengi powiedzie mu się lepiej. A jeśli nie jemu, to może chociaż mającemu niemałe już doświadczenie w calcio Bartoszowi Salamonowi? Historia jego występów nie każe patrzeć w przyszłość z hurraoptymizmem. Owszem, 24-letni obrońca był już podstawowym graczem włoskich klubów, ale zdecydowanie nie Sampdorii. W jej barwach zaliczył tylko cztery występy. To zresztą niejedyny problem Salamona. W zespole blucerchiatich rywalizować będzie m.in. z przychodzącym z Ajaksu Amsterdam Niklasem Moisanderem. O ile oczywiście Polak po raz kolejny nie zostanie wypożyczony.
Z największym jednak zaciekawieniem kibice znad Wisły będą przyglądać się atakowi beniaminka Serie A – Carpi FC. Napad biancorossich zasilił niedawno król strzelców T-Mobile Ekstraklasy – Kamil Wilczek. 27-latek przed przenosinami do Włoch konsultował się oczywiście z Glikiem.
– Bardzo polecał mi włoską ligę, przekonywał, że to dobra droga. Na pewno w jakimś stopniu te rozmowy pomogły w podjęciu takiej, a nie innej decyzji – zdradził Wilczek.
W ciągu najbliższych tygodni były snajper Piasta Gliwice będzie musiał z kapitanem Torino rozmawiać o wiele więcej. W końcu trudno byłoby we Włoszech znaleźć jakiegoś Polaka, który o grze defensywnej w tym kraju wiedziałby więcej. A że przystosować się do nowych warunków trzeba, przekonał się już niejeden nasz rodak. Warto wspomnieć przykład Radosława Matusiaka, który przed ośmioma laty zmieniał GKS Bełchatów na Palermo. Szybko okazało się, że na włoskich boiskach strzela się dużo trudniej. O wiele ciężej było też wywalczyć miejsce w składzie. Ostatecznie Matusiak w barwach rosanerich zaliczył jedynie trzy występy. W spotkaniu z outsiderem – Ascoli – strzelił bramkę, która – jak się później okazało – była zarazem jego powitalnym, jak i pożegnalnym trafieniem.
Wilczkowi wypada życzyć, by lepiej przystosował się do panujących w Italii realiów. Swoją drogą, będzie mu zdecydowanie łatwiej – jego Carpi na boisko będzie wychodzić bez żadnej presji. W końcu po raz pierwszy w historii awansowało do najwyższej klasy rozgrywkowej.