Rajović miał rozwiązać problemy Legii Warszawa z napastnikiem, które były widoczne gołym okiem w poprzednim sezonie. Duńczyk miał być typowym egzekutorem, operującym w polu karnym. Miał królować w powietrzu, wygrywać pojedynki główkowe, strzelać seryjnie gole.
Na razie w PKO Bank Polski Ekstraklasie Rajović ma na koncie tylko jedno trafienie po uderzeniu głową – w ten sposób pokonał bramkarza Cracovii. Po uderzeniach głową więcej goli od niego strzeliło już dziesięciu zawodników w naszej lidze, w tym Luis Palma, który przecież nie zasłynął tym elementem piłkarskiego rzemiosła. Reprezentant Hondurasu może pochwalić się dwoma golami strzelonymi w ten sposób.
NUMER JEDEN W ATAKU
Cofnijmy się do początku sezonu. Edward Iordanescu, były już trener Legii, powoli wprowadzał rosłego napastnika do gry. W pierwszych trzech spotkaniach Rajović wchodził z ławki. Na debiut w pierwszym składzie musiał poczekać do rewanżowego starciu z AEK-iem Larnaka – od razu okrasił go golem. Duńczyk miał jeszcze jedną znakomitą sytuację, której nie wykorzystał.
Tak Mileta Rajović trafił na 2:0 ⚽️
Było blisko, żeby Duńczyk miał już na koncie dwa gole…
Po odejściach Ilji Szkurina, Marca Guala i Migouela Alfareli było jasne, że to Rajović będzie niekwestionowanym numerem jeden w ataku Legii, a Antonio Colak jedynie jego zmiennikiem. Tak też się stało. Były napastnik Watfordu uzbierał do tej pory 1200 minut we wszystkich rozgrywkach, przełożyło się to na pięć goli. Ma komfort gry, zaufanie trenera, na które – prawdę mówiąc – nie musiał specjalnie pracować z uwagi na ruchy kadrowe.
Całkiem solidny początek w Legii zalicza Mileta Rajović. 9 meczów (439 minut) i 4 gole, w tym 3 w 3 ostatnich meczach. Nie potrzebował czasu na aklimatyzację. Zastąpienie Nsame nie będzie łatwe, ale daje argumenty, żeby mu zaufać.
Od ponad miesiąca Rajović jest jednak zablokowany. Ostatni raz na listę strzelców wpisał się w ligowym starciu z Pogonią Szczecin – 28 września pokonał z rzutu karnego Valentina Cojocaru. Duńczyk do jedenastki nie był wyznaczony, poprosił Bartosza Kapustkę, by ten przekazał mu piłkę, bo potrzebował gola po dwóch występach bez bramki na koncie. Licznik minut wskazywał wówczas 190 minut bez trafienia. Ostatnią bramkę z gry zdobył dwa tygodnie wcześniej – 14 września z Radomiakiem po kuriozalnym błędzie Filipa Majchrowicza.
Rajović zatrzymał jeden licznik, ale jednocześnie uruchomił drugi. Dzisiaj jego niemoc strzelecka trwa już 581 minut. Problem Duńczyka polega na tym, że nie dochodzi nawet do sytuacji. Ktoś powie, że koledzy mu ich nie kreują, to nieprawda.
Według SofaScore.com, Rajović zmarnował pięć sytuacji w tym sezonie w rozgrywkach ligowych. Więcej od niego nie wykorzystali tylko Efthymios Koulouris (6), Antonin (7) oraz Tomas Bobcek (9). Nawet we wczorajszym spotkaniu z Widzewem zaliczono mu jedną zmarnowaną okazję – po dośrodkowaniu Pawła Wszołka, kiedy nie był w stanie nawet oddać strzału. Do tego należy doliczyć niewykorzystane szanse z Jagiellonią (dwie) i Górnikiem.
LICZBY
Niektórzy trenerzy stosują maksymę: oddaj chociaż celny strzał, daj szansę pomyłki bramkarzowi. Jak to wygląda w przypadku snajpera Legii? Rajović oddał w tym sezonie 19 strzałów w rozgrywkach ligowych. Jest to 23. wynik wśród wszystkich piłkarzy w Ekstraklasie, a w stołecznym zespole Duńczyk jest najlepszy pod tym względem.
Problem polega na tym, że tylko 9 z nich zmierzało w światło bramki (średnia na poziomie 0,9 celnego strzału na mecz – dla porównania najlepszy w tym zestawieniu, Jesus Imaz, ma 22 celne próby w 13 występach, średnio 1,69 na mecz). Ostatni raz Duńczyk sprawdził czujność bramkarza 19 października w starciu z Zagłębiem Lubin, kiedy świetnie obronił Dominik Hładun.
Mileta Rajović vs Widzew: -72 minuty -1/0 strzał/celny -0,16 xG -10 (!) kontaktów z piłką -4/3 podania/celne -wszystkie dryblingi/pojedynki nieudane/przegrane
Ani finisher, ani cichy pracuś, ani cokolwiek. Co tu dużo dodawać – liczby mówią same za siebie.
Od tamtej pory Rajović nie oddał choćby jednego celnego strzału. Mało tego, ta statystyka dotyczy nie tylko PKO Bank Polski Ekstraklasy, ale można do niej doliczyć także pucharowe starcia z Szachtarem Donieck i Pogonią Szczecin.
Na uwagę zasługuje też ogólna liczba prób podejmowanych przez Duńczyka. Z Widzewem doszedł do zaledwie jednego uderzenia, a identycznie było z Lechem i Szachtarem (wszystkie zablokowane lub niecelne). W tych trzech spotkaniach napastnik Legii wykręcił xG na poziomie 0,21 (łącznie! złożyło się na to 0,16+0,03+0,02). To pokazuje, jakiej jakości były to próby…
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.