W poprzednim sezonie był jednym z najlepszych bramkarzy PKO Bank Polski Ekstraklasy, ale nie zdołał uratować Arki Gdynia przed spadkiem. Latem Pavels Steinbors trafił do Jagiellonii Białystok, której ma zapewnić spokój w bramce. I na razie zapewnia.
Białystok jest lepszym miejscem do życia niż Trójmiasto?
W Polsce jestem już kilka lat i… nie ma lepszego miejsca do życia niż Trójmiasto – mówi Steinbors. – Gdańsk, Gdynia czy Sopot mają klimat. Mieszkałem nad morzem, bardzo mi się tam podobało. Białystok też jest ładny, nie mam na co narzekać, ale Trójmiasto jest wyjątkowe. Nie to, że już tęsknię za nim, bo miałem ostatnio dużo spraw do załatwienia i nawet nie miałem czasu, aby to przeżywać, ale jeszcze kiedyś tam pojadę, choćby na wakacje.
A do Arki nie wrócisz?
Dopiero przyjechałem do Jagiellonii. Zresztą życie jest takie, że kiedy sobie chcesz coś zaplanować od początku do końca, zazwyczaj szybko sprawy się pokrzyżują.
Jagiellonia to najlepszy polski klub, w którym grałeś?
Każdy klub miał plusy – czy to był Górnik, czy Arka. Pod względem organizacyjnym Jaga jest jednak najlepsza. Na razie wszystko mi się podoba – ludzie w klubie są w porządku, mamy dobrego trenera, atmosfera w zespole jest fajna. Dużym plusem przeprowadzki do Białegostoku jest też skrócenie drogi do domu na Łotwie. Moja rodzina mieszka w Rydze, więc podróż tam zajmie mi kilka godzin mniej.
Miałeś jakieś inne propozycje?
Były różne oferty, także z zagranicznych klubów. Nazw i krajów nie chcę podawać, bo to było daleko od Łotwy i szybko odrzuciłem te opcje. Z Polski też miałem inne propozycje, ale Jaga była pierwsza na mojej liście.
Byłeś zły, że nie zostałeś Bramkarzem Sezonu 2019-20 w Ekstraklasie?
Dlaczego miałbym być zły? Wygrał Dusan Kuciak, mimo że gra w Lechii, nie jest tak, że się nie lubimy. Potrafimy ze sobą rozmawiać przed meczem czy po. Mamy wspólny zawód, gramy na tej samej pozycji, więc wypada pogratulować Dusanowi zwycięstwa. Ktokolwiek by nie wygrał, zrobiłbym to samo. Ja głosowałem na Radosława Majeckiego. Trudno jest być bramkarzem w Legii, kiedy przez 90 minut masz do obrony dwa trudne strzały i musisz być cały czas skoncentrowany. Dołożył swoją cegiełkę do mistrzostwa Polski i zapracował na transfer do Monaco.
Kto będzie pierwszym bramkarzem Jagiellonii w tym sezonie?
Trzeba zapytać trenera Bogdana Zająca.
A ty jak czujesz?
Nie wiem. Walka o miejsce w składzie jest duża. Jaga ma dobrych bramkarzy – są młodzi, mają spory potencjał. Trener będzie miał komfort wyboru. Dla mnie to też ciekawe doświadczenie, bo wszyscy pozostali golkiperzy są ode mnie co najmniej 10 lat młodsi. Nie przyszedłem siedzieć na ławce. Chcę grać. Zawsze od siebie wymagam maksimum.
To, że bramkarze w Jagiellonii są od ciebie sporo młodsi, w jakiś sposób ci przeszkadza?
Absolutnie nie. Żartuję, że ci najmłodsi mogliby być moimi synami. Najmłodszy w całym zespole jest Oliwier Wojciechowski – pomocnik, który ma 15 lat, a mój syn ma już 10, więc widzisz, że różnica nie jest duża. Kiedy jednak wychodzimy na murawę wszyscy są równi, niezależnie czy mają 15 lat czy 35. Nikt do mnie nie mówi per pan, gramy w piłkę, a nie siedzimy w biurze. Żaden ze mnie pan. Nigdy nie będę wymagał, aby ktoś mówił do mnie na pan w szatni.
W poprzednim sezonie małym objawieniem pod koniec rozgrywek był Xavier Dziekoński. Jakie wrażenie zrobił na tobie?
Jest bardzo dobrym materiałem na klasowego bramkarza. Ma przed sobą fajną przyszłość. Zadebiutował w Ekstraklasie w wieku 16 lat, dobrze gra nogami, potrafi bardzo fajnie posłać płaskie podanie – to na pewno jego atut. Teraz musi wszystkie dobre rzeczy chłonąć, zbierać doświadczenie. Bramkarz może być świetny fizycznie czy technicznie, ale i tak najważniejsza w rozwoju i formie jest głowa.
W Jadze jesteś najstarszym zawodnikiem.
Gdy idę do fizjoterapeutów koledzy żartują, że znowu dziadek przyszedł na masaż i tylko leży.
Ile lat jeszcze chcesz pograć w piłkę?
Dopóki będę miał zdrowie i będę potrzebny. Jeśli któregoś z tych dwóch elementów zabraknie, wtedy zakończę karierę. Na razie w ogóle nie myślę o odwieszeniu butów na kołek. Oczywiście zastanawiam się nad tym, co będę robił po karierze, ale nie wiem, kiedy to się stanie.
To co będziesz robił po karierze?
Chciałbym zostać przy piłce, może będzie możliwość popracować z bramkarzami w jakimś klubie. Mam sporo doświadczenia i mogę pomóc młodszym zawodnikom. Innej roli też nie wykluczam.
W Jagiellonii podpisałeś kontrakt na dwa lata z opcją przedłużenia o rok. Co się musi stać, aby umowa była prolongowana?
Obie strony muszą wyrazić chęć dalszej współpracy. Nie mam żadnych zapisów, że muszę rozegrać określoną liczbę minut. Jagiellonia po prostu musi stwierdzić, że chcą mnie dalej, a ja muszę chcieć dalej tu być.
Kiedy podjąłeś decyzję, że odchodzisz z Arki?
Czekałem do ostatniej chwili, nie chciałem odchodzić. Brałem pod uwagę występy w pierwszej lidze, ale po rozmowie z właścicielem klubu było to niemożliwe.
Dlaczego?
Dostałem propozycję obniżki pensji i nie mogłem sobie pozwolić na takie obcięcie wynagrodzenia. Mieszkam w Polsce, muszę się tu utrzymać, a moja rodzina mieszka w Rydze i ją też muszę utrzymać. Zapewniam byt dwóm domom. Gdybym zgodził się na ofertę Arki, nie byłoby to możliwe.
Obniżka na poziomie 50 procent czy większa?
Większa.
Co poczułeś, kiedy usłyszałeś tę kwotę?
Podziękowałem za propozycję. Rozumiem Arkę, bo w pierwszej lidze są inne pieniądze niż w Ekstraklasie i klub nie może sobie pozwolić na kosmiczne wydatki. Zdawałem sobie z tego sprawę, ale liczyłem, że się dogadamy. Nie było jednak pola do negocjacji.
Przed zmianą właścicielską mówiło się, że Arka, jeśli spadnie, to nie do pierwszej, a do czwartej ligi.
Taki klub jak Arka nie może tak po prostu zbankrutować i spaść do czwartej ligi. Na szczęście wszystko się wyprostowało, przyszedł nowy właściciel, miasto wróciło do gry, sytuacja się poprawiła. Choć kiedy nie dostawaliśmy pieniędzy, było ciężko. Nowy właściciel potrzebuje czasu, aby wyprostować pewne rzeczy, nie da się tego zrobić w dwa miesiące. Musiałby w Gdyni pojawić się szejk, aby z miejsca wszystko uregulować. Zaległości są powoli spłacane.
Czułeś duży żal, kiedy Arka spadła z ligi?
Żal nie jest dobrym słowem, które wypadałoby użyć. Należałoby mocniej to określić. Przez cztery lata wierzyłem, że Arkę stać na coś więcej niż tylko walka o utrzymanie. Najpierw zdobyliśmy Puchar Polski, później dwa Superpuchary, a w końcu, w tym roku, spadliśmy z ligi. Gdzie tu logika? Szkoda, że władze Arki nie wykorzystały momentu, przecież w tak krótkim okresie zdobyliśmy więcej pucharów niż przez ponad 80 lat. To była doskonała chwila, aby klub wykonał krok do przodu i dojechał do rywali ze środka tabeli. Małymi krokami trzeba było budować coś większego, lepszego. Zrozumiałbym spadek, jeśli byśmy przez trzy poprzednie lata ledwo utrzymywali się w lidze, mieli przewagę punktu nad strefą spadkową, cudem byśmy uchodzili z życiem. A my odnosiliśmy sukcesy! Był taki moment, kiedy wydawało się, że już dobijamy do takiego miejsca, że kilka kolejek przed końcem sezonu będziemy pewni utrzymania. To były chyba rozgrywki 2017-18, kiedy zapewniliśmy sobie byt kilka kolejek przed końcem. Nie udało się tego pociągnąć, dlatego teraz trzeba budować zespół od nowa. Arka musi grać w Ekstraklasie! W Gdyni jest świetny stadion, znakomici kibice, dobra baza – wszystko, co potrzeba do gry na najwyższym poziomie w Polsce. Jestem przekonany, że trener Mamrot poukłada drużynę i za rok spotkamy się w Ekstraklasie.
Czyja to wina, że Arka nie zrobiła tego kroku do przodu?
Nie ma jednego człowieka, który byłby za to winny. Każdy dołożył trochę od siebie – zarówno działacze, jak i piłkarze.
Zmiany trenerów pomagały?
Absolutnie nie. Przez cztery lata Arka cały czas była w fazie budowy. Przez cztery lata mieliśmy ośmiu trenerów, a każdy wymaga czegoś innego, ma swój styl pracy, kompletnie różny pomysł na drużynę. Nie jest łatwo, kiedy jednego dnia słyszysz, że masz grać tak, a za tydzień ktoś inny wymaga od ciebie czegoś innego.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.