To będzie historia o czasach odległych, kiedy papierowe gazety były najlepszym nośnikiem informacji, a wszyscy piłkarze reprezentacji Brazylii grali w ojczyźnie. Będzie to historia o człowieku, dzięki któremu najlepszy napastnik w historii kolumbijskiej piłki nazywa się Falcao.
BARTŁOMIEJ RABIJ
Były kiedyś takie czasy – jeszcze gdy nie było internetu. Mało tego, kanałów telewizyjnych też było kilka. W zasadzie w latach, kiedy rozgrywa się ta historia w Polsce (wówczas jeszcze PRL…) było kanałów jeden i pół. Bo Dwójka zaczynała nadawać po południu. Czasy to były, kiedy brazylijski futbol cieszył się renomą najlepszego. Jak pisze w jednej ze swych książek Juca Kfouri, mistrzostwo świata z 1958 roku było pierwszym wydarzeniem, w którym Brazylia okazała się lepsza od „pierwszego świata”, czyli tego, który my jeszcze niedawno z uwielbieniem nazywaliśmy Zachodem. Ale już obrona tytułu w 1962 była okazaniem i potwierdzeniem „najlepszości”. Brazylia nie pokonała rywali, a dominowała, wtedy to cały świat marzył o brazylijskich piłkarzach i odebraniu im prymatu w piłce nożnej. Wprawdzie w 1966 w Anglii kanarkowym artystom nie poszło, bo po prostu, zrobili cyrk z przygotowań (naciski władz centralnych), ale za to w Meksyku w 1970 roku jeńców nie brali.
I właśnie w takich to czasach kształtowała się futbolowa świadomość Paulo Roberto Falcao, którego wprawdzie na mundialu w RFN w 1974 jeszcze w kadrze mało kto widział, bo miał 21 lat, a w owych czasach środkowi pomocnicy w Brazylii rzadko bywali młokosami, ale już cztery lata później w Argentynie nikt rozsądny kadry bez niego sobie nie wyobrażał…
Falcao szybko piął się w hierarchii asów Internacionalu Porto Alegre, ale początek lat 70. to dalej czas supremacji klubów z Rio i Sao Paulo. Wraz z pierwszą edycją mistrzostw Brazylii z 1971 roku (wcześniej rozgrywano turnieje metodą pucharową i nawet nazywały się Pucharem Brazylii), wygraną przez Atletico Mineiro Belo Horizonte, nastały czasy promocji lokalnych gwiazd. Brazylia była trzykrotnym mistrzem świata, za rok mieli mieć Taca Independencia, prestiżowy, międzynarodowy turniej z udziałem drużyn z całego świata, zatem „Revista Placar”, robiący furorę młody i kolorowy tygodnik piłkarski, wyskoczył przed konkurentów i ogłosił ranking „Bola Ouro” (Złota Piłka). Ani się brazylijscy kibice obejrzeli, a wyborem gracza roku żył cały kraj. W 1971 wygrał brylantowy technik Dirceu Lopes z Cruzeiro. W 1973 (edycji 1972 nie przeprowadzono) triumfowali obcokrajowcy – Ancheta z Urugwaju i bramkarz Cejas z Argentyny, w 1974 wygrał Zico, rok później znowu bramkarz – Valdir Peres. Rok 1976 należał do Internacionalu, prowadzonego przez trenera-weterana Rubensa Minelliego. Chilijczyk Elias Figueroa, lider obrony „colorado” został wybrany piłkarzem roku. Młody Paulo Roberto Falcao był już w gronie czołowych graczy w kraju, ale najlepsze dopiero miało nadejść.
Dostał powołanie do reprezentacji, w następnym roku Internacionalowi szło gorzej, ale Falcao wyrobił sobie markę najlepszego środkowego pomocnika w Brazylii. W 1978 roku, 25-latek grał wręcz rewelacyjnie. Był prawdziwym liderem ekipy idącej przez rozgrywki jak burza. Tele Santana po jednym z meczów miał powiedzieć, że obejrzał „perfekcyjny występ zawodnika kompletnego”. A jednak, selekcjoner Claudio Coutinho nie wziął największej – obok Zico – gwiazdy ligi brazylijskiej tamtego czasu na mundial. Brazylia zajęła w Argentynie tylko trzecie miejsce, nie przegrawszy żadnego meczu podczas turnieju.
Falcao faktycznie zagrał w klubie sezon niemal perfekcyjny. Do dziś uważa się, że brak powołania dla niego był kluczowym błędem ówczesnego selekcjonera. Jedna z najważniejszych absencji w historii brazylijskich występów w mistrzostwach świata!
Rok później Falcao stał się już niekwestionowanym królem Porto Alegre, a kto wie czy nie całej Brazylii. Internacional prowadzony na boisku przez niego po mistrzowsku wygrał tytuł bez jednej porażki. Był to jedyny taki wyczyn w czasach turniejów mieszanych, czyli systemu, który obowiązywał w Campeonato Brasileiro do 2002 roku. Sam zawodnik został wybrany graczem roku, średnia ocen rekordowa – 9,2 punktu na mecz! W skali od 0 do 10. Dzisiejsze asy o podobne wyniki nawet się nie ocierają. A pamiętać trzeba, że w 1974 roku poprzeczkę wysoko zawiesił sam Zico, który w pierwszym sezonie jako „dycha” Flamengo grał cudownie, strzelał filmowe gole, dryblował, rzucał podania „z innej bajki”. Jego 8,74 było oceną jakiej nie dostawali Pele czy Rivelino. Biały Pele był od nich pod tym względem lepszy.
Ale 9,20 Paulo Roberto Falcao musiało być wydarzeniem wielkiej wagi, skoro 40 lat później, kiedy plebiscyt trafił w samodzielne władanie telewizji ESPN (kilka lat temu magazyn „Placar” został zamknięty przez wydawcę, firmę Abril), ci uhonorowali asa Internacionalu Super Piłką. Zaś starsi dziennikarze przypominali, że w całym sezonie Falcao nie dostał niższej noty niż ósemka! Co oczywiście również jest rekordowym wynikiem. Przypomniano niesamowite akcje piłkarza, o którym pisano w tamtych czasach: „Jedyny, który potrafi znaleźć się w każdym zakątku boiska, zawsze znaleźć rozwiązanie w trudnej sytuacji. Zaskoczyć rywala dryblingiem, trikiem albo zdobyć przestrzeń zaskakującym podaniem”. Cudowny gol przeciwko Atletico Mineiro z roku 1976, po przypominającej cyrkowe popisy serii podań głową z Esurinho, uważany jest za najpiękniejszy w historii goli strzelonych na Beira-Rio w Porto Alegre.
Jednak wielu kibicom ten bezczelny zestaw piłkarskich grepsów i zabaw składających się w akcję z cyklu „klękajcie narody”, kojarzy się właśnie z 1979, kiedy to Falcao był najlepszy w Brazylii i całej Ameryce Południowej. W 1980 włoska Roma kupiła go za 1,5 miliona USD, co wtedy było prawdziwą górą pieniędzy. Falcao w Rzymie grał przez wiele lat, stając się ikoną klubu, najważniejszym stranieri w historii stołecznej drużyny. Był tak dobry, że mógł w wywiadzie dla UOL powiedzieć: – Na początku lat 80. byłem najlepszy na świecie. Nie mam światowego tytułu bo wówczas najważniejszy dawało „France Football” i była to nagroda tylko dla piłkarzy europejskich.
Pytanie czy Król Rzymu albo boski, jak dzisiaj wspominają go włoskie media, w Romie był lepszy niż w 1979 w Internacionalu? Paulo Vinicius Coelho rozwiewa wątpliwości: – W swoim ostatnim sezonie (przed wyjazdem do Włoch – dop. red.) dosłownie latał. Grał tak, że inni musieli grać lepiej, aby za nim nadążać. Niczego nie nadużywał, po prostu rozgrywał idealne mecze, prawie zawsze wybierając dokładnie takie zagranie, jakie było potrzebne. A już odbiór piłki to było coś z innego wymiaru. Falcao po prostu wiedział, gdzie należy być, by przeciąć podanie, zgarnąć drugą piłkę i zacząć akcję. Był silnikiem napędzającym całą, niepohamowaną maszynę.
Taki właśnie był Il Divino, boski Paulo Roberto Falcao, jeden z największych brazylijskich piłkarzy, którzy nie wygrali mundialu.
Bezpardonowy faul w meczu Porto! Legenda brutalnie potraktowana przez rywala [WIDEO]
FC Porto pokonało Gil Vicente 3:0 w swoim ostatnim ligowym meczu. Jakub Kiwior i Jan Bednarek rozegrali pełne 90 minut, a Oskar Pietuszewski wszedł z ławki rezerwowych w 77. minucie. Kilka minut wcześniej Martin Fernandez wyleciał z boiska za brutalny faul na Thiago Silvie.
On wciąż to ma! N’Golo Kante z pięknym golem! [WIDEO]
Al-Ittihad pokonało Al-Okhdood 2:1 w Saudi Pro League. Drugiego gola dla zwycięzców zdobył N'Golo Kante, który popisał się świetnym strzałem z dystansu.
Jest przełom w sprawie Polaka! Transfer bliski finalizacji
Blisko sfinalizowania transferu jest kilkukrotny reprezentant Polski. Według najnowszych informacji przełamany został impas pomiędzy negocjującymi klubami.
Oficjalnie: Sebastian Szymański odchodzi z Fenerbahce
Sebastian Szymański oficjalnie poinformował o odejściu z Fenerbahce. Reprezentant Polski opublikował pożegnalny wpis w mediach społecznościowych, a według doniesień medialnych jego kolejnym kierunkiem może być francuska Ligue 1.