Zapraszamy na odprawę pomeczową Zbigniewa Muchy, czyli podsumowanie minionej kolejki PKO BP Ekstraklasy.
Ojrzyński nie dokończy sezonu w Stali Mielec.
Kolejkę zamknęły śląskie derby. Krótko: górą Piast (czwarty kolejny mecz bez straconego gola), znów kapitalne trafienie Jakuba Świerczoka i znów udany występ Gerarda Badii, dla którego były to dziesiąte derby z Górnikiem. Mecze, które akurat Hiszpan uwielbia i pokazał to również w poniedziałek. – Dzisiejszym meczem chcieliśmy zmazać plamę z Pucharu Polski – przyznał Jakub Czerwiński w rozmowie z Canal+. Wczoraj urodziny obchodzili Waldemar Fornalik (58) i Marcin Brosz (48). Dziś cieszyć mógł się tylko ten starszy.
***
W niedzielę hitem było starcie słabującego Lecha z rozpędzoną Legią. Kolejorz dość nieoczekiwanie nie pozwolił błyszczeć Legii. W pierwszej połowie goście byli zneutralizowani przez grających z ogromnym zaangażowaniem poznaniaków. Skrzydła Legii, jej najmocniejsza broń, nie istniały, odcięty od podań Tomas Pekhart – w tej sytuacji również. Lider był albo ciut zaskoczony zmianą ustawienia Lecha, który wyszedł trzema środkowymi obrońcami i wahadłowymi – Tymoteuszem Puchaczem i Jakubem Kamińskim, albo usztywniony odmienną taktyką przeciwnika. – Biorąc pod uwagę nasze wyniki, byliśmy otwarci na każde nowe rozwiązanie – oznajmił Bartosz Salamon w przerwie meczu, dodając, że w ten sposób trenowali cały tydzień. A trenowali pod okiem tymczasowego szkoleniowca, Janusza Góry. Pytanie jednak, czy nowe ustawienie taktyczne Lecha to jego autorski pomysł, czy jednak już Macieja Skorży, który w praktyce miał przejąć drużynę dopiero po meczu z Legią. Wydaje się, że mimo wszystko to drugie. 22 punkty dzieliły i wciąż dzielą oba kluby w tabeli. To największy dystans, odkąd Lech w XXI wieku wrócił do Ekstraklasy. Na boisku tej różnicy widać nie było. Skończyło się na 0:0, ale groźniejsze sytuacje miał Lech – Artur Boruc częściej musiał się wykazywać niż bramkarz gospodarzy. Pytanie co by było, gdyby na ławce zamiast trybunach siedział już Skorża. Dlaczego w hicie z Legią nowy trener nie zdecydował się prowadzić drużyny z ławki? Co miał do stracenia? Niewiele, zgoła nic. Do wygrania zaś sporo.
***
Sprawa wydaje się jasna – Legia wygrywając w poprzedniej kolejce z Pogonią praktycznie zamknęła dywagacje na temat: „Kto zostanie mistrzem?”. Pokonani przy Łazienkowskiej Portowcy też zdawali sobie z tego sprawę, ale w tej sytuacji postanowili sprawić, by emocji związanych z rozdaniem medali było jak najmniej. Czują oddech Rakowa, więc mocno pilnują drugiej pozycji. Wisła Płock w sobotę nawet nie zipnęła w Szczecinie. Pewne zwycięstwo Pogoni, Nafciarze dwa miesiące czekają na wygraną, miesiąc na gola. Radosław Sobolewski kilka dni wcześniej ogłosił, że z końcem sezonu odchodzi z Płocka. To był jednak optymistyczny anons. W poniedziałek został zwolniony. Pytanie czy jego następca będzie miał okazję budować nową drużynę w Ekstraklasie czy jednak I lidze? • • • Utarło się twierdzenie, że Raków 2021 to już nie ten Raków co w roku ubiegłym. Po części jest to prawda, ale biorąc pod uwagę, że klub z Częstochowy od bardzo dawna musi radzić sobie bez swojego Van Dijka, czyli Tomasa Petraska, że w związku z przełożonym meczem ze Stalą, piłkarze Marka Papszuna mieli blisko trzy tygodnie przerwy, że zmagali się z atakiem koronawirusa, że na Reymonta zabrakło Iviego Lopeza, to wygrana nad Wisłą jest podwójnie cenna. W dodatku odniesiona została w całkiem efektownym stylu, a liderem zespołu był tym razem Marcin Cebula. Trzy punkty wywiezione z Krakowa są o tyle ważne, bo Raków (ostatnią porażkę zanotował dwa miesiące temu) jest na trzeciej pozycji, ale margines pomyłki ma niewielki – z tyłu nacierają inni. Wciąż jednak Raków trzyma dwie sroki za ogon. Wciąż ma dwa okna na Europę – w tym tygodniu zmierzy się w półfinale Pucharu Polski z Cracovią.
***
Biała Gwiazda przegrała drugi kolejny mecz. Wypadła lepiej niż z Podbeskidziem, ale niewątpliwie ma problem. Wciąż jeszcze mały, bo mimo wszystko jej dorobek punktowy jest dość znaczny, wiec wydaje się, że kwestie spadku/utrzymania rozstrzygać będą między sobą Podbeskidzie, Cracovia, Wisła Płock i Stal. Ta ostatnia punktem wywalczonym na wyjeździe z Wartą teoretycznie brzydzić się nie powinna, ale optyka zmienia się, jeśli spojrzymy szerzej. Otóż może być to dla klubu z Mielca strata niepowetowana. Jest na ostatnim miejscu w tabeli, a plan gry do końca sezonu przedstawia się następująco: Raków (mecz zaległy), Zagłębie, Jagiellonia, Pogoń, Lech, Legia, Śląsk. Nie jest to wymarzony zestaw rywali. W tygodniku napisaliśmy (jutro w sprzedaży), że jeśli Leszkowi Ojrzyńskiemu powiedzie się ta misja, oficjalnie zostanie mianowany Pierwszym Ratownikiem Ekstraklasy. Już wiadomo, że ta misja mu się nie powiedzie. Nie dlatego, że jest słabym trenerem, ale dlatego, że nie będzie miał szansy powalczyć do końca. W poniedziałek został zwolniony, zastąpił go Włodzimierz Gąsior. Ojrzyński w 14 meczach zdobył 15 punktów, ale z pewnością musiał być zaskoczony decyzją klubu. Prezes Stali Jacek Klimek na antenie Canal+ przyznał, że w zwolnieniu Ojrzyńskiego nie ma żadnych podtekstów, liczył się tylko aspekt sportowy. Mała liczba punktów zdobyta w ostatnich meczach, ostatnie miejsce w tabeli – wg szefa klubu był to ostatni moment na zmianę. Wybrano Gąsiora, jako człowieka ze środowiska, znającego zespół i zawodników, doświadczonego w walce o utrzymanie.
***
Śląsk podzielił się punktami z Lechią. Gdyby WKS zagrał obie połowy z takim rozmachem jak pierwszą, z nikim punktami dzielić by się nie musiał. Niemniej widać rękę Jacka Magiery. Nie chodzi tylko o zmianę ustawienia i nowych zawodników, ale momentami Śląsk – w co pewnie trudno uwierzyć – grał z rozmachem. Gdyby w El Clasico Leo Messi popisał się takim podaniem jak Krzysztof Mączyński do Patryka Janasika, mówiła by o tym cała Europa. O podaniu Mączyńskiego nikt mówić nie będzie, ale odnotować je warto.
***
Kamień z serca spadł Martinowi Seveli. Zagłębie gra ostatnio słabiutko i przez długi czas wydawało się, że Podbeskidzie wywiezie pełną pulę z Lubina. Momentami beniaminek poczynał sobie nader śmiało, a Miedziowi nie mieli specjalnie pomysłu, co zrobić z tym fantem. Wystarczyły dwa, dość bliźniacze stałe fragmenty gry, by Zagłębie – nie po raz pierwszy w tym sezonie – w końcówce odwróciło losy meczu. Dwie centry Filipa Starzyńskiego, dwa zgrania głową Sasy Balicia i najpierw Patryk Szysz, a potem Damian Oko pozbawili złudzeń drużynę Roberta Kasperczyka. Być może dzięki temu Sevela uratował posadę, niemniej gra Zagłębia dobrze nie rokuje.
***
Rafał Grzyb działa już na dobre w Białymstoku. Oto część spostrzeżeń Leszka Orłowskiego (całość w tygodniku „PN”) po meczu z Cracovią: „Gra Jagi w pierwszym kwadransie radowała oczy, była świeża. Piłkarze postępowali jakby obowiązywała ich tylko jedna zasada: jeśli masz jakiś pomysł, to od razu go realizuj, jeśli coś przychodzi ci do głowy, zrób to, a potem okaże się, czy było to głupie czy mądre. Były radosne podania do przodu, urocze biegnięcie dwóch zawodników do jednej piłki. Po stracie Jaga szybko zaczynała pressować, też mocno improwizując, czyli każdy biegł do tego przeciwnika, którego akurat sobie umyślił (…). I oto w środku tej dobroci zdarzyła się rzecz bardzo zła, bo wskutek juniorskich błędów dwóch kolejnych obrońców stojących na drodze piłki (teoria dziur w serze) rywal strzelił gola. Od tego momentu, aż do końca to on dominował, prezentując futbol lepiej poukładany, zorganizowany, przemyślany. Jednak bramki zdobyła Jagiellonia, bo taki, niesprawiedliwy, bywa futbol (…). Kierunek jest w sumie słuszny, lubimy futbol oparty na improwizacji w ataku i agresywności w obronie. Jednak trzeba też trochę porządku, umiejętności zagrania w poprzek od czasu do czasu, jak to mawiają Hiszpanie: pauzy”.
***
A Cracovia to jest jakaś wielka tajemnica. Być może na tym etapie sezonu cała uwaga Pasów skupia się wyłącznie na półfinale PP. Już raz zasmakowali uczucia triumfu, chcą powtórki. Oby tylko przy Kałuży nie obudzili się z rękami w nocnikach. Z Pucharu może przecież nic nie wyjść, a widmo degradacji nie jest wcale tak zupełnie odrealnione.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.