3 czerwca 1892 roku powołano do życia jeden z najsłynniejszych klubów piłkarskich na świecie. Liverpool FC, bo o nim mowa obchodzi swoje 128. urodziny.
128 lat to piękny wiek (fot. Reuters)
Wszystko zaczęło się od wniosku Johna Houldinga skierowanym do Izby Handlu o zatwierdzenie założenia nowego piłkarskiego zespołu, który swoje mecze rozgrywałby na Anfield. Było to pokłosie zdarzeń, do których doszło kilka miesięcy wcześniej, gdy wspomniany Houlding wszedł w konflikt z działaczami… Evertonu.
Późniejszy założyciel Liverpoolu przedstawił projekt wykupienia działek, na których znajdował się stadion, ale jego propozycja spotkała się z dość chłodnym przyjęciem. Efektem tego było próba zarejestrowania przez niego nowej spółki pod nazwą The Everton Football Club and Athletic Grounds Company Limited, na co jednak nie uzyskał zgody.
Konflikt w Evertonie rozgorzał na dobre i 15 marca 1892 roku Houdling został usunięty ze swojego stanowiska, natomiast sam klub przeniósł się w inną część miasta, gdzie następnie zbudował swój nowy obiekt. Znany lokalny biznesmen pozostał więc ze swoim starym stadionem, na którym nie miał kto grać i jak się okazało, była to iskra, która rozpaliła płomień historii. 3 czerwca 1892 roku oficjalnie powołano do życia Liverpool FC.
Tego właśnie dnia zaczęła się długa podróż The Reds, którzy mają w swojej kolekcji kilkadziesiąt różnych trofeów. Osiemnaście tytułów mistrza Anglii, sześć wygranych w Lidze Mistrzów (Pucharze Mistrzów), trzy Pucharu UEFA, cztery Superpuchary Europy, czy w końcu siedem zwycięstw w rozgrywkach FC Cup to dorobek, którym pochwalić mogą się wyłącznie najlepsi z najlepszych.
Liverpool to jednak nie tylko gabloty pełne pucharów i medali. To również wiele ikonicznych postaci, jak choćby Bill Shankly, Bob Paiseley, Kenny Dalglish, Ian Rush, Rafael Benitez czy Steven Gerrard. Klub zawsze chwalił się swoimi legendami i zawsze o nie dbał. Tak samo jak o kibiców, a także pamięć o nich…
W historii Liverpoolu są bowiem również ciemne karty, a konkretnie dwie wielkie tragedie – ta na Heysel i tak na Hillsborough, gdzieś śmierć poniosło 96 fanów drużyny.
A skoro już jesteśmy przy kibicach, to warto przypomnieć, że Anfield to jeden z najsłynniejszych stadionów piłkarskich świata. Elektryczna atmosfera, „You’ll Never Walk Alone” śpiewane na kilkadziesiąt tysięcy gardeł – to robi wrażenie na każdym rywalu, nawet tym, który jest przyzwyczajony do grania na najważniejszych europejskich boiskach.
Niewykluczone, że już niedługo Juergen Klopp i jego podopieczni sprawią sobie najlepszy z możliwych prezentów urodzinowych. Liverpool jest bowiem liderem Premier League i do pierwszego od trzydziestu lat mistrzostwa Anglii brakuje mu już tylko sześciu punktów. Wydaje się, że niedługo po wznowieniu rozgrywek ligowych mrożone od tygodni szampany na Anfield, w końcu będą mogły zostać otworzone.
„Jesteśmy Liverpool FC. To znaczy więcej” – powiedział wspomniany Klopp, który przytoczył słowa swojego innej ikonu klubu, Billa Shankleya.
Cole Palmer opuści Chelsea? Liam Rosenior stawia sprawę jasno
W ostatnim czasie w brytyjskich mediach pojawiło się sporo plotek łączących Cole’a Palmera z odejściem z Chelsea. Liam Rosenior, szkoleniowiec The Blues, przed dzisiejszym meczem Ligi Mistrzów z Napoli skomentował te doniesienia.