Zlatan jak Deperdieu, czyli jak zawodnicy w Ligue 1 postanowili się zbuntować
Jeśli coś idzie za dobrze, to można być pewnym, że prędzej czy później pojawi się ktoś, kto będzie chciał to zepsuć. Właśnie taki los może czekać ligę francuską, która znajduje się w przededniu ogromnego kryzysu. Czy go przetrwa?
Wszyscy zapewne pamiętają głośną aferę z Gerardem Depardieu w roli głównej. Słynny francuski aktor zbuntował się przeciwko drakońskim stawkom podatkowym w swoim kraju i postanowił zrzec się obywatelstwa, szukając lepszego jutra w Belgii, a następnie w Rosji, gdzie gościny udzielił mu sam Władimir Putin. Jedni odsądzali go od czci i wiary, inni całkowicie rozumieli, że nie chce on być ofiarą „skoku na kasę” lewicowego rządu w Paryżu, który wymyślił sobie uzdrawianie francuskiej gospodarki przy pomocy 75-procentowego podatku od najbogatszych obywateli swojego kraju. Po ludziach reprezentujących lewą stronę politycznego salonu nie można się było niczego innego spodziewać, jednak zapoczątkowany w grudniu minionego roku trend łupienia najbardziej majętnych miał się w kolejnych miesiącach rozlać na pozostałe dziedziny życia, w tym piłkę nożną.
Dojenie najbogatszych
Wiadomo, bycie zawodowym piłkarzem i to takim prezentującym określone umiejętności, to w dziewięciu na dziesięć przypadków gwarancja wysokich zarobków i dostatniego życia praktycznie do końca swoich dni. Nie inaczej jest w przypadku klubów francuskich, szczególnie jeśli mówimy o Paris Saint-Germain, Monaco*, Lyonie czy Marsylii, gdzie płaci się naprawdę niezłe pieniądze. To właśnie w tych klubach grono milionerów jest największe, a w całej Ligue 1 liczba zawodników, którzy zarabiają powyżej milion euro rocznie wynosi aż 120, podzielonych na czternaście klubów. Dużo i dlatego nic dziwnego, że łakomym wzrokiem na ich pieniądze spojrzeli rządzący, których szefem jest lewicowy prezydent Francois Hollande. Nałożenie także na piłkarzy 75-procentowej stawki podatkowej nie tylko poważnie zasiliłoby budżet francuskiego rządu, ale także podreperowało lecące na łeb na szyję sondaże lewicy, której coraz więcej rodaków ma po prostu dość. Uderzenie w najbogatszych, mogłoby przysporzyć rządzącym sympatię tych uboższych, którzy zazwyczaj w czasach kryzysowych najbardziej dostają po kieszeni.
Co więc mają w tej sytuacji zrobić ci, którym państwo będzie wydzierało z gardeł – ciężej lub łatwiej – zarobione pieniądze? Wyjścia są dwa. Można potulnie spuścić głowę i dać się – mówiąc nieładnie – doić. Można także podobnie jak Depardieu, podjąć jakieś działania. Piłkarze we Francji biernie siedzieć nie zamierzają i stąd idea strajku. W ramach protestu przeciwko drakońskim stawkom podatkowym, w ostatni weekend listopada na żadnym francuskim boisku nie zobaczymy piłkarzy walczących o ligowe punkty. Decyzja o strajku został podjęta jednogłośnie przez wszystkie kluby.
No to strajk
To że mecze się nie odbędą, nie oznacza jednak, że stadiony zostaną zamknięte na cztery spusty. Kibice będą mogli przyjść na obiekty swoich klubów, gdzie będą odbywać się specjalne spotkania z piłkarzami. Chętni będą mogli otrzymać autografy swoich ulubieńców i zrobić sobie z nimi zdjęcie. O czysto sportowych emocjach nie będzie jednak mowy. – Nikt nie wyjdzie na boisko. To będzie weekend bez meczów – zdradził Jean-Pierre Louvel, prezydent Francuskiej Unii Profesjonalnych Klubów.
Zdaniem Louvela, przez decyzję rządzącej lewicy, przyszłość całej francuskiej piłki nożnej stanęła pod znakiem zapytania. – Nasz futbol jest zagrożony. Stoimy nad przepaścią i tylko krok dzieli nas od tego byśmy spadli w otchłań – powiedział.
Nie sposób się z nim nie zgodzić. Najbogatsze kluby już dzisiaj wydają krocie na pensje dla swoich piłkarzy. 75-procentowa stawka podatkowa będzie oznaczać mniej więcej tyle, że zabawa w futbol przestanie się niektórym najzwyczajniej w świecie kalkulować. To z kolei prostą drogą będzie prowadzić do tego, że najlepsi piłkarze zaczną masowo opuszczać Ligue 1, by zarabiać na chleb w innym kraju. Kluby zaczną ciąć koszty, poziom drastycznie się obniży, a to rykoszetem – może jeszcze nie dzisiaj, może także nie jutro – uderzy w cały francuski futbol. Czy tego chcą sprawujący władzę? Wątpię, by faktycznie przeprowadzili rachunek zysków i strat, by gdyby tak było, to wiedzieliby, że prowadzą piłkę nożną w swoim kraju do zguby.
* LFP chce, by Monaco przeniosło swoją siedzibę do Francji i płaciło podatki, podobnie jak inne kluby grające w Ligue 1. W klubie z Księstwa nie chcę jednak słyszeć o takim rozwiązaniu. Niewykluczone, że sprawa trafi do sądu. Istnieje również możliwość wykluczenia Monaco z rozgrywek.
Sukces Ewy Pajor! Wygrana w El Clasico i kolejne trofeum do kolekcji
Barcelona Femeni sięgnęła po szósty tytuł Superpucharu Hiszpanii, odprawiając w sobotnim spotkaniu Real Madryt z kwitkiem. W podstawowym składzie Blaugrany wyszła napastniczka reprezentacji Polski, Ewa Pajor.
Michał Nalepa znalazł nowy klub! Opowiedział o życiu w Turcji
Był bez klubu od września, kiedy to rozwiązano z nim kontrakt ze względu na limit obcokrajowców, a po kilku miesiącach czekania wiemy, gdzie będzie kontynuował swoją karierę. Opowiedział nam o tym, jak żyje się w Kraju Półksiężyca.