Zmierzch tytanów. Czy to już koniec złotej epoki Calcio?
Pożegnania zawsze są bolesne, szczególnie jeśli odchodzą osoby, które w jakiś sposób były nam bliskie. Nie będę pisał o śmierci. Napiszę o zejściu ze sceny piłkarzy, którzy przez kilka, a w niektórych przypadkach nawet kilkanaście lat budowali potęgę włoskiego Calcio.
Zakończony niedawno sezon w Seria A był szczególny. Na tron po latach dominacji zespołów z Mediolanu powrócił Juventus Turyn, ale ostatnia kolejka kampanii 2011-12 miała jeszcze inne, zdecydowanie ważniejsze następstwa. Kończy się bowiem pewna era, pewna generacja piłkarska dzięki której liga włoska zaskarbiła sobie miłość kibiców z całego świata.
Znakomitości Serie A można wymieniać i dyskutować o nich długimi godzinami. Skupmy się jednak na kilku najbardziej wyrazistych postaciach. Taką bez dwóch zdań jest Alessandro Del Piero, który po 19 sezonach spędzonych w Turynie, rozstał się z Juventusem. O odejściu 37-letniego piłkarza z ekipy świeżo upieczonych mistrzów Włoch mówiło się od dawna, jednak on był jak wino – im starszy, tym lepszy. Nigdy nie odcinał w Juventusie kuponów i mimo lecących lat ciągle był w stanie wnieść do drużyny określoną wartość. Ze „Starą Damą” Del Piero sięgnął po osiem tytułów mistrzowskich i Ligę Mistrzów. Nie wiadomo jeszcze jaka będzie jego przyszłość, ale jedno jest pewne – bez niego Serie A będzie uboższa.
Kolejny z listy gigantów, czyli Alessandro Nesta. W swoich najlepszych sezonach był po prostu nie do przejścia. Zdaniem wielu, jeden z najlepszych obrońców na świecie w ostatnich dwóch dekadach. Swoją przygodę z wielkim futbolem zaczynał w rzymskim Lazio, z którego odszedł po dziewięciu pełnych sukcesów sezonach. Biły się o niego największe firmy w Europie, a sam Nesta przebierając w ofertach zdecydował się na AC Milan. O tym, że był to strzał w dziesiątkę niech świadczą osiągnięcia Włocha w barwach „Rossonerich”. Dwa Puchary Europy i dwa mistrzostwa Włoch mówią wszystko.
Odejście Nesty nie było jedyną stratą jaką poniósł Milan po zakończeniu sezonu. „Do widzenia” kibicom na San Siro powiedzieli także Gennaro Gattuso i Filippo Inzaghi. Ulubieńcy prezydenta klubu Silvio Berlusconiego i sympatyków Milanu. Kiedy żegnali się z publicznością, stadion tonął we łzach, a na chwilę słabości pozwolił sobie nawet taki twardziel jakim jest Gattuso. Popularny „Rino” bronił barw „Rossonerich” od 1999 roku, natomiast Inzaghi dołączył do drużyny dwa lata później. Przez ponad dekadę obaj zawodnicy stanowili o sile Milanu. Niezniszczalny i zadziory Gattuso, oraz prawdziwy lis pola karego jakim był „Superpippo”, to niekwestionowane ikony mediolańczyków. Myślisz Milan i obok Paolo Maldiniego widzisz właśnie tych zawodników.
To jednak nie koniec smutnych wiadomości dla „Rossonerich”. Swoją przygodę z klubem zakończyli również tacy gracze jak Mark van Bommel i Gianluca Zambrotta. Szczególnie ten drugi, to postać znacząca dla włoskich kibiców. Doświadczony obrońca grał w takich klubach jak AS Bari, Juventus Turyn i właśnie Milan. W każdym z nich odcisnął swoje piętno. Ideały Calcio krzewił także na Camp Nou w latach 2006-08. Zambrotta był członkiem złotej drużyny Włoch z mistrzostw Świata w 2006 roku.
Tak swoich idoli żegnał Tiziano Crudeli, komentator sportowy i oddany kibic Milanu – KLIKNIJ!
Odejścia tych wszystkich piłkarzy, to oczywiście nie koniec włoskiego futbolu, a pewien symboliczny początek zmiany warty. Na posterunku wciąż pozostają Antonio Di Natale, Andrea Pirlo, Francesco Totti, Gianluigi Buffon, Massimo Abrosini czy nieśmiertelny Javier Zanetti z Interu Mediolan. Lat im jednak nie ubywa i kto wie czy za rok lub dwa nie będziemy żegnać kolejnych gigantów Serie A. Cóż, jakby to powiedział klasyk… show must go on.