Znani, utytułowani i zapomniani (13): Eintracht Brunszwik
Przed nami kolejny odcinek wielkiej podróży w jaką PilkaNożna.pl zabiera swoich czytelników. Każdego tygodnia przypominamy o klubach, które na stałe zapisały się na kartach historii futbolu, jednak dzisiaj nie ma ich w gronie najlepszych. Mimo bogatej historii, wielkich sukcesów, borykają się z problemami i bardzo często grają w niższych ligach. Na warsztat wzięliśmy już takie firmy jak Sheffield Wednesday, Szombierki Bytom, Leeds United, Stal Mielec, AS Monaco, Nottingham Forets, Real Oviedo, GKS Katowice, Blackburn Rovers, FC Nantes, US Pro Vercelli Calcio i Huddersfield Town. Dzisiaj pora na niemiecki Eintracht Brunszwik.
Klub o wielu nazwach
Eintracht Brunszwik, a właściwie klub pod nazwą FuCC Eintracht został założony w 1895 roku i przez pierwsze lata swojego istnienia dzielił czas pomiędzy piłkę nożną i krykiet. Co ciekawe od początku narodzin klubu wielokrotnie zmieniał on nazwę. W 1906 FuCC Eintracht przemianowano na FC Eintracht 1895, w po kilkunastu kolejnych latach zamieniono ją na Eintracht Brunszwik. Później był jeszcze TSV Brunszwik, jednak kilka lat po II Wojnie Światowej wrócono ostatecznie do szyldu, który obowiązuje do dzisiaj.
Historia klub należy do bardzo barwnych i chociaż dzisiaj nie ma go w elicie, to we wczesnych latach swojego istnienia Eintracht był jedną z czołowych i najbardziej rozpoznawalnych marek na północy Niemiec. W 1900 roku klub został jednym ze współzałożycieli Niemieckiego Związku Piłkarskiego (DFB) i dość szybko wywalczył dwa mistrzostwa północnej części kraju (1908 i 1913). Graczy występujących w drużynie z Brunszwiku bardzo szybko docenili w reprezentacji całego kraju i już w 1914 roku aż trzech takich piłkarzy można było podziwiać w narodowych barwach.
Momentem przełomowym w przypadku Eintrachtu wcale nie była jednak wojna. Po powstaniu Trzeciej Rzeszy drużyna grała w Gauliga Niedersachsen, a tuż po zakończeniu działań na froncie, w ramach zakrojonej na szeroką skalę denazyfikacji postanowiono połączyć wszystkie istniejące kluby sportowe w Brunszwiku w jeden o wspólnej nazwie. Klub cały czas grał w najwyższej klasie rozgrywek (do 1963 nie było jeszcze Bundesligi jaką znamy obecnie), tym razem w Oberliga Nord. To właśnie z grą w tej lidze jest związana jedna z największych tragedii w historii klubu. Podczas meczu z Werderem Brema w 1949 roku bramkarz Eintrachtu Gustav Fahland zderzył się z jednym z rywali i został przewieziony do szpitala. Po kilku dniach od tego zdarzenia zmarł z powodu bardzo poważnego krwotoku wewnętrznego, którego lekarze nie potrafili zatamować.
(Prawie) zawsze w elicie
Klub z północny Niemiec to jedna z najbardziej zasłużonych i znanych firm u naszych zachodnich sąsiadów. I nie chodzi w tym przypadku o ilość pucharów, które zalegają w gablocie na trofea przy Leonhardplatz , bo ta nie jest specjalnie imponująca. Mowa tu raczej o liczbie sezonów spędzonych w najwyższej klasie rozgrywek. Eintracht między 1904 a 1985 rokiem, jedynie trzy razy musiał się godzić z grą w drugiej lidze i za każdym razem bardzo szybko wracał tam, gdzie jest jego miejsce, czyli do elity. Występował w niej przed powstaniem Bundesligi, i także już po jej założeniu. Po 1963 roku znakiem rozpoznawczym Eintrachtu była genialna gra defensywna, której nie powstydziliby się najlepsi przedstawiciele włoskiego catenaccio. Drużyna, którą ówcześnie prowadził Helmuth Johannsen w sezonie 1966-67 sięgnęła po swoje jedyne mistrzostwo kraju, a podczas całych rozgrywek straciła zaledwie 27 bramek, co do 1988 roku było rekordem ligi. Lepszy wynik dwadzieścia lat później uzyskał Werder.
Wyżej pisaliśmy o wielkiej tragedii Gustava Fahlanda, jednak nie była to jedyna śmierć, która zapisała się czarnymi zgłoskami na kartach historii Eintrachtu. W przerwie zimowej sezonu 1968-69 zginął jeden z najlepszych niemieckich napastników tego okresu i klubowa legenda Juergen Moll. Piłkarz w wieku zaledwie 29 lat roztrzaskał się wraz z żoną swoim samochodem i poniósł śmierć na miejscu.
Kolejne lata przyniosły dla klubu wiele przełomowych momentów. W 1971 roku Eintracht był wymieniany w pierwszym szeregu zespołów zamieszany w aferę związaną z manipulowaniem wynikami spotkań w Bundeslidze. Ostatnie sprawie „ukręcono łeb”, jednak niesmak pozostał. Był to jednak jasny sygnał, że wymagania finansowe piłkarzy rosną i aby uchronić się przed podobnymi skandalami w przyszłości, postanowiono zastanowić się jak temu zapobiec. Oczywistym rozwiązaniem były podwyżki pensji zawodników, jednak aby te mogły zostać wprowadzone w życie, kluby potrzebowały dodatkowych dochodów. Pionierami nowych rozwiązań byli właśnie włodarze Eintrachtu Brunszwik, którzy w 1973 roku zostali pierwszym niemieckim klubem, na którego trykotach pojawiło się logo sponsora. Był to Jagermaister, znana marka alkoholu, za którego sprawą do klubowej kasy wpłynęła zawrotna na tamte czasy kwota 100 tysięcy marek. Na początku wywołało to szok i niedowierzanie, ale pozostałe kluby bardzo szybko poszły tym śladem i w niedługim czasie, także na koszulkach innych ekip pojawiły się logotypy sponsorów, co było jedną z głównych podwalin szybkiego rozwoju całej ligi i niemieckiego futbolu.
W 1977 roku popularne Lwy były na fali i niewiele brakowało do tego, by sięgnęły po swoje drugie mistrzostwo. Losy tytułu ważyły się do ostatniej kolejki i ostatecznie przypadł on w udziale Borussii Moenchengladbach. Eintracht zakończył rozgrywki na trzecim miejscu, jednak do mistrza stracił zaledwie jeden punkt. Warto także dodać, że pomiędzy rokiem 1968 a 1979 Eintracht aż sześciokrotnie triumfował w nieistniejącym już Pucharze Intertoto. Z biegiem czasu rozgrywki te traciły na znaczeniu, jednak w przeszłości piłkarze wcale nie przechodzili wobec nich z tak dobrze znaną w Polsce obojętnością.
Upadek i odrodzenie się niczym feniks z popiołów
Jak więc widać, działo się trochę w tej historii Eintrachtu. Nie jest to może materiał na opowieść taką jak o Bayernie Monachium czy Hamburgerze SV, ale i tak warto się nią zainteresować. Tym większa więc szkoda, że ten zasłużony klub na początku lat 80. zaczął podupadać na zdrowiu. Drużyna miała coraz większe problemy finansowe, z klubem żegnali się kluczowi zawodnicy i nic więc dziwnego, że widmo spadku w końcu zajrzało Lwom w oczy. To żegnali się oni z Bundesligą, to znowu do niej wracali, jednak po sezonie 1984-85 Eintracht już nigdy więcej nie zaznał smaku gry w najwyższej klasie rozgrywek. Spadek połączył się w czasie z wycofaniem się Jagermaistera ze sponsorowania klubu, co było podwójnym ciosem w zbolałe serca kibiców.
Potem było już tylko gorzej. Eintracht nie balansował już między pierwszą a drugą ligą, tylko między drugą a trzecią, w której występował najczęściej w ostatnich kilkunastu latach. W 2008 roku sytuacja finansowa kluby była tak zła, że istniało bardzo duże prawdopodobieństwo niedopuszczenia Eintrachtu do rozgrywek Ligi Regionalnej (III poziom), co groziło pierwszą w historii relegacją zespołu aż do IV ligi. Lwom udało się pozostać w III lidze, a misji ratowania klubu podjęli się Torsten Lieberknetch, który został nowym menedżerem i Marc Arnold, który objął stanowisko dyrektora sportowego. Jak się później okazało, byli to właściwi ludzie na właściwym miejscu. Nie dość, że w ciągu kilku lat wykaraskali oni ekipę z Brunszwiku z finansowej biedy, to jeszcze udało im się niemal od postaw zbudować całkiem ciekawy zespół. To właśnie dzięki ich tytanicznej pracy Eintracht wywalczył w poprzednim sezonie promocję na bezpośrednie zaplecze Bundesligi, a po rundzie jesiennej bieżących rozgrywek dumnie spogląda na resztę rywali z fotelu lidera drugiej ligi i ma spore szanse, by po latach tułaczki wrócić tam, gdzie jest jego miejsce, czyli do elity. Drużyna Lieberknetcha w dziewiętnastu ligowych meczach zgromadziła na swoim koncie aż 44 punkty, doznając przy okazji zaledwie jednej porażki. Przed nami jeszcze druga połówka sezonu, jednak wydaje się, że tylko jakiś kataklizm mógłby zniweczyć starania piłkarzy Eintrachtu. Brunszwik wraca do Bundesligi! Szykujcie się!
Grzegorz Garbacik PilkaNożna.pl foto: Eintracht.com
Bayern zdecydował ws. Harry’ego Kane’a. Rozmowy już trwają
Włodarze Bayernu Monachium są niezwykle zadowoleni ze współpracy z Harry’m Kane’em. Jego aktualny kontrakt wygasa za półtora roku, ale Bawarczycy już teraz chcą zapewnić sobie usługi Anglika na kolejne lata.
Sensacja w Monachium! Bayern przegrał z Augsburgiem [WIDEO]
Bawarczycy doznali pierwszej porażki w sezonie 25-26. Pierwszymi pogromcami ekipy Kompany'ego okazał się derbowy rywal – FC Augsburg, który w ostatnim kwadransie zdobył dwie bramki na wagę trzech punktów.